Polska i Czechy w UE

Václav Lidl, Między Pragą a Moskwą: kontrowersje na temat natury czeskiej polityki wschodniej

Przedstawiona tu analiza stosunków między Republiką Czeską i Rosją będzie koncentrować się na perspektywie politycznej i geopolitycznej. Ze względu na złożony charakter stosunków dwustronnych między Pragą i Moskwą omówione zostaną tylko kluczowe aspekty i trwałe trendy. Zostanie wzięty pod uwagę również proces formułowania czeskiej polityki wschodniej, ponieważ wiąże się on ściśle ze stanem relacji rosyjsko-czeskich.

Obszar dzisiejszej Republiki Czeskiej nie odgrywał znaczącej roli w geostrategicznych rozważaniach Rosji aż do czasu II wojny światowej. Karkonosze i Karpaty niemal całkowicie oddzielają ziemie czeskie od Niziny Środkowoeuropejskiej, którą Rosja próbowała kontrolować ze względów bezpieczeństwa od końca XVIII wieku i rozbiorów Polski. Ziemie czeskie geograficznie i gospodarczo bardziej powiązane były z Zachodem, zwłaszcza z Niemcami i Austrią. Stąd, gdy władze sowieckie zaczęły rozważać ewentualną neutralizację lub bezpośrednią kontrolę nad powojennymi Niemcami musiały również w sposób nieunikniony poddać swojej dominacji Czechosłowację. Tak czy inaczej, już samo istnienie Czechosłowacji, która nie tylko graniczyła ze Związkiem Sowieckim, ale nawet władała zakarpacką częścią Ukrainy było dla Rosji wystarczającym powodem, by ingerować w wewnętrzne sprawy kraju.

Nie znaczy to, że ziemie czeskie nigdy nie odgrywały żadnej roli w rosyjskiej myśli geopolitycznej w okresie przed II wojną światową. Zarówno jednak panslawizm, jak i Międzynarodówka Komunistyczna były raczej próbami, by osłabić pozycję potencjalnych przeciwników a nie spójnymi staraniami, aby włączyć ten obszar do rosyjskiej strefy wpływów. Można również uznać, że terytorium Czech należy do regionu Europy Wschodniej, jak ją zdefiniował Halford J. Mackinder[1]. Dlatego też tellurokracja[2] musi je kontrolować, by rządzić kontynentalnym rdzeniem, heartlandem. Jedynym przykładem tellurokracji władającej zarówno Europą Wschodnią, jak i  kontynentalnym rdzeniem od czasów najazdów mongolskich było imperium sowieckie.

 

Od Związku Sowieckiego do Unii Europejskiej

W lutym 1948 roku komuniści przejęli władzę w Pradze i podporządkowali kraj Moskwie. Czechosłowacja przystąpiła do RWPG w 1949 roku i do Układ Warszawskiego sześć lat później, stając się integralną częścią imperium sowieckiego, jego zewnętrzną warstwą wraz z NRD i Węgrami[3]. W Czechosłowacji nie stacjonowały jednak wojska sowieckie, jako że kraj należał do zwycięzców II wojny światowej i mogło to stanowić strategiczną komplikację w przypadku totalnej wojny między Wschodem i Zachodem. Ten problem Sowieci rozwiązali dopiero po roku 1968, odkąd ich wojska znalazły się w Czechosłowacji na stałe po interwencji armii Układu Warszawskiego. W latach 70-tych i 80-tych XX w. Czechosłowacja była jednym z najbardziej lojalnych i oddanych krajów satelickich imperium w Europie Środkowo-Wschodniej. Reżim w Pradze był tak zależny od Moskwy, że nie mógł długo utrzymać się samodzielnie i rozsypał się wkrótce po ogłoszeniu w Moskwie w listopadzie 1989 roku „doktryny Sinatry”.

Na początku lat 90-tych ścieżki Rosji i Czech wiodły w przeciwnych kierunkach. Rosja była wewnętrznie osłabiona a jej elita polityczna podzielona między atlantystów i pragmatyków preferujących skupienie się na krajach „bliskiej zagranicy”. Republika Czeska natomiast dążyła do stania się ponownie integralną częścią Zachodu. Pierwszym krokiem na drodze Czechosłowacji, a później Republiki Czeskiej na Zachód było jak najszybsze przecięcie wszelkich więzi z Imperium Sowieckim i Rosją. Chociaż Doktryna Breżniewa już nie obowiązywała, Czechosłowacja musiała poradzić sobie z obecnością wojsk sowieckich na swoim terytorium oraz z członkostwem w Układzie Warszawskim i RWPG. Ostatni transport Armii Czerwonej opuścił kraj 21 czerwca 1991 roku, na mniej niż dwa miesiące przed próbą konserwatywnego zamachu stanu w Moskwie, którego niepowodzenie uruchomiło proces rozpadu Związku Radzieckiego. Układ Warszawski przestał istnieć w Pradze 1 lipca 1991 r. a RWPG rozwiązano we wrześniu tego samego roku.

W latach 90-tych Rosja i Czechy nie miały ze sobą wiele wspólnego. Z jednej strony, Rosja starała się zbudować nowoczesne i demokratyczne państwo, który to wysiłek borykał się z kolejnymi kryzysami wewnętrznymi, w rodzaju kryzysu konstytucyjnego 1993 r., pierwszej wojny czeczeńskiej, czy katastrofalnego kryzysu finansowego 1998 r. Moskwa starała się zachować swoją strefę wpływów na obszarze postsowieckim poprzez Wspólnotę Niepodległych Państw, jednak próby te sformułowane jako „doktryna Primakowa” pozostały w większości na papierze z powodu wewnętrznej słabości państwa rosyjskiego. Z drugiej strony, wszystkie aspekty czeskiej polityki wewnętrznej i zagranicznej w latach 90-tych były podporządkowane jednej idei - powrotu „Zachodu porwanego” do Europy[4]. W tym okresie uderzała różnica między czeskim zapałem do reform i rozwoju i rosyjskimi wahaniami, czy dylematami w polityce zagranicznej i wewnętrznej. Jednak po przystąpieniu Czech do NATO w 1999 roku i Unii Europejskiej w 2004 roku czeska polityka zagraniczna straciła swój nadrzędny priorytet a wraz z nim i zapał.

Z drugiej strony, Rosja po 1999 roku w końcu znalazła swe cele w polityce zagranicznej, a przy tym możliwości i wolę ich realizacji. Władimir Putin, który został prezydentem Rosji w 2000 roku jako pierwszy przedstawił spójną strategię przywracania Rosji statusu mocarstwa i odbudowy utraconej strefy wpływów na obszarze postsowieckim oraz w Europie Środkowo-Wschodniej i Południowo-Wschodniej. Jednak Czechy i inne dawne kraje satelickie były już mocno połączone z Zachodem i mniej podatne na naciski Rosji, choć w przypadku Czech zdolność i chęć do reform zostały wyczerpane w latach 90-tych i na początku nowego tysiąclecia. Rosja od 2000 r. stawała się coraz bardziej asertywna w polityce zewnętrznej, przedstawiając wiele projektów integracyjnych na obszarze postsowieckim i próbując odgrywać rolę mocarstwa energetycznego.

Nie twierdzimy tu, że Rosja ma plan, by Czechy wróciły na jej łono, jednak jest całkiem możliwe, że dąży do zapuszczenia korzeni zarówno w sferze gospodarczej, jak i politycznej Czech, by osłabić i podzielić Zachód a przynajmniej więź między USA a UE. Byłe kraje satelickie Rosji w Europie Środkowo-Wschodniej wydają się tu najłatwiejszym łupem, a wzrost pojednawczego nastawienia w stosunku do Rosji jest w Czechach bardzo wyraźnie widoczny, zwłaszcza w przypadku kryzysu ukraińskiego.

 

Atlantyści kontra słowianofile

Czeska polityka wewnętrzna i zagraniczna po Aksamitnej Rewolucji zostały w największym stopniu poddane oddziaływaniu ideologicznego starcia między pierwszym prezydentem Czech Václavem Havlem i jego następcą Václavem Klausem. Środowisko polityczne Czech po 1993 r stanowiło wyjątkowy przypadek stanu, w którym dwa najważniejsze ugrupowania polityczne przyznają się albo do politycznego idealizmu Havla albo do realizmu politycznego Klausa. Ta dychotomia przekładała się nawet na politykę zagraniczną i do dziś pozostaje najpoważniejszym konfliktem i problemem w procesie tworzenia czeskiej polityki zagranicznej. Havel preferował liberalizm w stosunkach międzynarodowych, łącząc go z silnym akcentowaniem wsparcia dla praw człowieka na całym świecie i utrwalaniem więzi euroatlantyckiej. Z drugiej strony, Klaus był zwolennikiem realistycznego podejścia do stosunków międzynarodowych, które charakteryzuje się podkreślaniem zasadniczej roli państw narodowych w polityce międzynarodowej oraz rozumowaniem w kategoriach władzy i relatywnych możliwości, czy potencjałów państw. Klaus potępiał popieranie przez Havla praw człowieka i zamiast tego proponował maksymalne wsparcie dla czeskiego eksportu.

Havel, podobnie jak Milan Kundera, uznawał Rosję za podmiot zupełnie różny od reszty Europy[5]. Po prostu nie mógł pojąć tego barbarzyńskiego ekspansywnego państwa na skraju Europy[6]. Istnieje przy tym zasadnicza różnica między Havlem i pierwszym prezydentem Czechosłowacji Tomašem Masarykiem. Masaryk uznawał Rosję za obraz Europy przeszłości – młodej i nierozwiniętej[7], natomiast dla Havla Rosja w ogóle nie była częścią cywilizacji europejskiej. Zwolennicy Havla, w rodzaju byłego ministra obrony Alexandra Vondry, czy byłego ministra spraw zagranicznych Karla Schwarzenberga nadal podtrzymują jego idee zarówno w polityce wewnętrznej, jak i zagranicznej Czech. Jako, że popierają oni szczególne związki Pragi i Waszyngtonu, można ich nazwać atlantystami.

Następca Havla Václav Klaus w stosunkach z Rosją za priorytet uznawał tylko czeskie interesy gospodarcze a wszystko poza nimi uważał za rozpraszanie sił. Klaus próbował odsunąć na boczny tor kwestię praw człowieka w czeskiej polityce zagranicznej tak bardzo jak się dało. W Rosji widział też naturalnego sprzymierzeńca w swojej krucjacie przeciwko Unii Europejskiej. W 2003 r. jako pierwszy prezydent Republiki Czeskiej Klaus złożył wizytę oficjalną w Rosji, ale pierwsza wizyta prezydenta Putina w Pradze odbyła się dopiero w marcu 2006 r. Prezydent Klaus ciepło przyjął Putina, a nawet rozmawiał z nim wyłącznie po rosyjsku. W trakcie wojny między Rosją i Gruzją w sierpniu 2008 roku Praga oficjalnie wspierała Tbilisi. Stanowisko to było jednak stale podkopywane przez prezydenta Klausa, jego usprawiedliwienia i poparcie dla Rosji. Klaus również w bardzo istotny sposób wpłynął na stan stosunków między Republiką Czeską i Rosją w maju 2009 roku, kiedy przewodniczył szczytowi UE-Rosja w Chabarowsku. Pierwotnie przewodniczyć miał premier Czech, ale ze względu na kryzys koalicji rządzącej to Klausowi przypadło zadanie reprezentowania w Rosji czeskiej Prezydencji Rady Europejskiej. Klaus swoimi wypowiedziami osłabiał również oficjalne czeskie stanowisko w sprawie antyputinowskich manifestacji w Rosji zimą i wiosną 2011 – 2012 r. Należy dodać, że w marcu 2011 roku powołano w Pradze Forum Społeczeństwa Obywatelskiego UE-Rosja, inicjatywę która miała pomóc rodzącemu się społeczeństwu obywatelskiemu w Rosji.

Chociaż obecny prezydent Czech Miloš Zeman nie jest przeciwnikiem Unii Europejskiej jak Václav Klaus, we wszystkich innych aspektach polityki zagranicznej idzie on w ślady swojego poprzednika. Można nawet przekonywać, że Zeman jest jeszcze większym słowianofilem niż Klaus. Krążą również pogłoski o jego niejasnych powiązaniach z rosyjskim Lukoilem[8]. W chwili obecnej w związku z kryzysem ukraińskim, czeska elita polityczna jest ponownie podzielona wzdłuż linii sporu między Klausem i Havlem. Stawka jest dziś jednak wyższa niż kiedykolwiek.

 

Bezpieczeństwo energetyczne

Jedną z kluczowych kwestii w stosunkach rosyjsko-czeskich jest bezpieczeństwo energetyczne. Rosja eksportuje do Czech 75 procent ich zużycia gazu i 79 procent zużycia ropy naftowej[9]. W latach 90-tych Czechy były całkowicie uzależnione od Rosji w sektorze ropy i gazu. Było to postrzegane jako potencjalne zagrożenie bezpieczeństwa stąd maksymalną dywersyfikację uznano za konieczny środek zaradczy. Bezpieczeństwo energetyczne odgrywało jeszcze bardziej istotną rolę w stosunkach Rosji i Czech od czasu pierwszego sporu gazowego między Ukrainą i Rosją w 2006 roku. Praga musiała też zaradzić kolejnemu konfliktowi między tymi dwoma krajami, gdy przewodniczyła Radzie UE w 2009 r. 

Obecnie Rosja nie może już używać eksportu surowców energetycznych do Czech jako środka strategicznego nacisku, gdyż Pradze udało się osiągnąć wysoki poziom dywersyfikacji. W zakresie przesyłu gazu proces dywersyfikacji został zakończony, gdy uruchomiono gazociąg Gazela w 2013 r. Łączy on czeską sieć przesyłową z gazociągiem OPAL na północy. Dodatkowo OPAL jest połączony z gazociągiem North Stream Gazpromu i północnoeuropejskim gazociągiem NEL. Na południu natomiast Gazela łączy się z gazociągiem MEGAL. Jeśli idzie o przesył ropy naftowej, to dywersyfikacja została osiągnięta w 2005 roku, kiedy zaczął działać rurociąg IKL. Jest on alternatywną drogą skierowaną na zachód w stosunku do rurociągu Przyjaźń transportującego ropę z Rosji.

W porównaniu do przemysłu nafty i gazu wpływy polityczne wynikające z kontroli elektrowni atomowych i ich technologii nie są tak bezpośrednie, choć trwają znacznie dłużej. Czeski rząd ogłosił w 2005 roku plan budowy dwóch dużych reaktorów jądrowych, które miałyby zastąpić elektrownię Dukovany po 2020 roku. Jeden z nich miał być zlokalizowany w elektrowni Temelin. W roku 2012 ogłoszono przetarg na jej rozbudowę, do którego stanęło trzech oferentów: Areva, Westinghouse i konsorcjum Škody JS, Atomstroyexportu i OKB Gidropress. Pojawiły się wtedy podejrzenia, że budowa nowego reaktora może być wykorzystywane jako instrument nacisku politycznego wobec Czech, gdyż Atomstroyexport i OKB Gidropress są kontrolowane przez Rosatom a Škoda JS jest również w rękach rosyjskich. Przetarg został jednak unieważniony w 2014 roku ze względu na zmiany na rynku energii elektrycznej i zmienioną sytuację polityczną.

 

Bezpieczeństwo narodowe

O ile Republika Czeska uważa za główną gwarancję swojego bezpieczeństwa narodowego członkostwo w NATO, o tyle bezpieczeństwo Rosji opiera się w większej mierze na potencjale odstraszania arsenału jądrowego a w mniejszym stopniu na przynależności do Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym. Władimir Putin najwyraźniej okazał słabość wobec najbliższego otoczenia, kiedy nie protestował głośno przeciwko jednostronnemu wycofaniu się Stanów Zjednoczonych z traktatu o systemach antybalistycznych (ABM) w roku 2001. Bezczynność Rosji nie powtórzyła się już jednak w przypadku planów rozmieszczenia na terytorium Czech elementów amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej. Rosja zagroziła Czechom i Polsce podjęciem militarnych środków zaradczych. Instalacja amerykańskiego radaru na czeskiej ziemi podzieliła w okresie 2007 – 2009 zarówno czeską opinię publiczną, jak i polityków. Nawet centroprawicowy rząd, który zaproponował całe przedsięwzięcie ostateczne porozumienie przyjął dopiero po uzgodnieniu, że radar będzie w pełni zintegrowany z systemem obronnym NATO. We wrześniu 2009 r. Jiří Paroubek przywódca głównej partii opozycyjnej niespodziewanie i bez konsultacji z czeskim Ministerstwem Spraw Zagranicznych spotkał się w Moskwie z Władimirem Putinem. Wizyta ta była złowrogim naruszeniem integralności czeskiej polityki wewnętrznej, ale nie miała dalszych konsekwencji ze względu na zmianę administracji w USA.

Mimo bowiem zawartych wstępnych porozumień administracja Obamy w 2009 roku zrezygnowała z umieszczenia w Europie Środkowo-Wschodniej elementów amerykańskiego systemu obrony antyrakietowej. Obama podejmując próbę resetu stosunków z Rosją i załagodzenia napiętej sytuacji spowodowanej planami stacjonowania amerykańskiego radaru na ziemi czeskiej zaproponował traktat między USA i Rosją dotyczący redukcji broni nuklearnej. Ten nowy traktat START został symbolicznie podpisany przez prezydenta Obamę w Pradze w kwietniu 2010 roku a potem przez prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa. Kłótnia dotycząca radaru pokazała wyraźnie pojawienie się bardziej ugodowego podejścia wobec rosyjskiej presji wśród części czeskich elit politycznych.

Od 2007 roku czeskie służby specjalne (BIS) zaczęły ostrzegać przed wzrostem aktywności rosyjskich tajnych służb na terytorium Republiki Czeskiej. BIS twierdził, że Rosja stara się pozyskać strategiczne zasoby energetyczne i gospodarcze, by zdobyć wpływ polityczny. Jako przykład podano państwowe linie lotnicze CSA[10]. W roku 2009 wydalono kilku rosyjskich dyplomatów podejrzanych o szpiegostwo. W roku 2010 trzech czeskich generałów musiało ustąpić, gdyż jeden z ich pracowników miał związek z agentem rosyjskiej Służby Wywiadu Zagranicznego (SVR). BIS nadal ostrzega przed nasileniem się działań rosyjskich tajnych służb, ale nie spotkało się to z poważną reakcją czeskich polityków.

 

Czeska geostrategia, odpowiedź Rosji i wojna handlowa

Inicjatywa Partnerstwa Wschodniego Unii Europejskiej stanowi jedyną próbę sformułowania przez Czechy własnej geostrategii i spójnej polityki wschodniej. Została ona zainaugurowana w Pradze w maju 2009 r. w trakcie czeskiej prezydencji Rady UE. Jej podstawowym celem nie było usunięcie Rosji poza nawias współpracy w Europie, lecz zmniejszenie przepaści dzielącej UE i szóstkę byłych republik sowieckich na wschodnich granicach Unii. Jednak Partnerstwo Wschodnie zostało szybko uznane przez Rosję za narzędzie geopolityki UE wymierzone w żywotne interesy Rosji w „bliskiej zagranicy” i tak też Moskwa zareagowała. W listopadzie 2011 roku Władimir Putin najpierw rzucił ideę Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej, która miała zostać powołana w styczniu 2015 roku. Taka reinkarnacja ZSRR powinna obejmować tak wiele krajów postsowieckich, jak tylko to możliwe. Niektórzy eksperci rosyjscy twierdzili nawet, że do Unii powinny dołączyć także inne bliskie kulturowo kraje Europy Środkowo-Wschodniej, takie jak Węgry czy Czechy[11]. Chociaż można twierdzić, że tego typu głosom daleko do rzeczywistości, widać w nich myślenie w kategoriach imperium sowieckiego i krajów satelickich, które ciągle jest obecne wśród sprawujących dziś władzę w Moskwie.

To właśnie wybór między Partnerstwem Wschodnim i Unią Euroazjatycką otworzył wrota ukraińskiej rewolucji i doprowadził do wojny hybrydowej między Rosją i Ukrainą. To, po której stronie w tym huntingtonowskim konflikcie opowiedzą się Czechy określi ich przyszłą pozycję geopolityczną i ramy bezpieczeństwa lub ich brak. Obecnie można mówić o trzech grupach politycznych przedstawiających wyraźnie odmienne pomysły na temat konfliktu ukraińskiego i roli, jaką mają w nim odegrać Czechy. Są to wspomniani atlantyści, słowianofile i gdzieś pomiędzy nimi populiści, którzy nie są w stanie lub nie chcą opowiedzieć się po żadnej ze stron.

Najbardziej widocznym na arenie międzynarodowej przeciwnikiem zachodnich sankcji wobec Rosji jest prezydent Czech Miloš Zeman. Twierdzi on, że na Ukrainie jesteśmy świadkami wojny domowej, na ukraińskiej ziemi nie ma żadnych rosyjskich żołnierzy, a Ukraina jest państwem upadłym i wspieranie nowo wybranego rządu byłoby stratą pieniędzy[12]. Zeman niedawno uczestniczył w konferencji zorganizowanej na Rodos przez Władimira Jakunina, który jest na liście osób objętych zachodnimi sankcjami i udzielił wywiadu Iradzie Zejnałowej, który jest objęta sankcjami ukraińskimi. Wcześniej Zeman ostro skrytykował również działania członkiń grupy Pussy Riot. W obecnym kontekście międzynarodowym Zeman zaprosił też Władimira Putina do udziału w obchodach rocznicy wyzwolenia Auschwitz w styczniu 2015 roku, chociaż Auschwitz nie znajduje się w Czechach.

Można jednak argumentować, że Zeman oraz wielu innych prominentnych polityków po prostu gra kartą populizmu. Według ostatniego bowiem sondażu opinii publicznej na temat konfliktu na Ukrainie przeprowadzonego przez agencję CVVM w październiku 2014 r. czeskie społeczeństwo jest podzielone w kwestii sankcji wobec Rosji[13]. Wśród respondentów, którzy przynajmniej słyszeli o sankcjach 42 procent je popiera, 39 jest przeciw, a 20 procent nie wie, co o nich myśleć. 34 procent badanych opowiedziało się za zachowaniem integralności terytorialnej Ukrainy, podczas gdy 23 było za podziałem tego kraju. Na pytanie o ocenę roli Rosji w konflikcie 11 procent odpowiada, że była pozytywna, 82 procent ocenia ją jako negatywną. Przede wszystkim jednak, 65 procent respondentów uznaje kryzys ukraiński za zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego Republiki Czeskiej.

Ten podział występujący w społeczeństwie może być więc wykorzystywany przez polityków i specjalistów od propagandy z dowolnej strony lub frakcji. Ten ideologiczny podział czeskiego społeczeństwa i twórców czeskiej polityki zagranicznej przetrwa prawdopodobnie nawet w warunkach faktycznej wojny handlowej między UE a Rosją. Miejmy nadzieję, że to, czego Czechy naprawdę potrzebują, by przewalczyć własną przeszłość to tylko czas i zmiana pokoleniowa, a nie kolejny konflikt zbrojny na czeskich granicach.

 

Václav Lidl – ekspert czeskiego Association for International Affairs



[1]H. J. Mackinder, Democratic Ideals and Reality, National Defense University Press, Washington 1942.

[2] Władza oparta na władaniu ziemią, w przeciwieństwie do władztwa mórz – talassokracji.

[3]K. Durman, Popely ještě žhavé: konce dobrodružství, Karolinum, Praha 2009.

[4]M. Kundera, Únos Západu, w: M. Havelka, L. Cabada (red.), Západní, východní a

střední Evropa jako kulturní a politické pojmy, Západočeská univerzita v Plzni, Plzeň 2002.

[5]Wywiad z Václavem Havlem, listopad 2002, www.vaclavhavel.cz/showtrans.php?cat=rozhovory&val=1676_rozhovory.html&typ=HTML.

[6]Wywiad z Václavem Havlem, październik 2007, archiv.ihned.cz/c1-22154270-rusko-hleda-sve-hranice-rika-havel.

[7]T. G. Masaryk, Rusko a Evropa, Ústav T. G. Masaryka, Praha 1995.

[8]Por. doniesienia tygodnika Respekt,respekt.ihned.cz/c1-60788160-slouf-ma-slabinu-spatne-kontakty-na-rusko.

[9]Oficiální portál pro podnikání a export - Businessinfo.cz, www.businessinfo.cz/cs/zahranicni-obchod-eu/teritorialni-informace-zeme/rusko.html.

[10] Zob. roczne sprawozdanie czeskich służb specjalnych BIS, www.bis.cz/n/2014-10-27-vyrocni-zprava-2013.html.

[11]Moscow fleshes out Eurasian Union plans, www.euractiv.com/europes-east/moscow-fleshes-eurasian-union-pl-news-509042.

[12] Zob. Slon.ru., slon.ru/world/pochemu_prezident_chekhii_vlyubilsya_v_putinskuyu_rossiyu-1185897.xhtml.

[13] Zob. visegradrevue.eu/?p=3056.

Vlastimil Havlík, Śpiąca królewna, ale jak długo można spać? Eurosceptycyzm a możliwość powstania nowych partii politycznych w Czechach

Wprowadzenie*

Wzrastające znaczenie procesu integracji europejskiej jest ściśle związane ze zwróceniem się Wspólnot Europejskich (WE) w stronę rozwiązań ponadnarodowych[1]. Jest ono wyraźnie zauważalne od połowy lat 80-tych XX w., a jego formalną podstawą prawną stała się wyrazista zmiana prawa pierwotnego WE. Traktatowym, czy normatywnym symbolem tego zwrotu stały się Jednolity Akt Europejski, Traktat o Unii Europejskiej (tzw. Traktat z Maastricht) i tzw. Traktat Amsterdamski[2]. W ten sposób zwiększyła się sfera, czy liczba polityk, o których państwa narodowe już nie decydują, czy też czasem decydują o nich w ograniczonej mierze. Innymi słowy, Unia Europejska i proces decyzyjny jej instytucji staje się jedną z najważniejszych determinant polityki krajowej.

Zmiany w kierunku procesu integracyjnego i jego wpływ na politykę krajów członkowskich nie pozostały niezauważone w politologii. Jedną z najbardziej rozwiniętych dotąd gałęzi „klasycznej“ politologii jest badanie stosunku partii politycznych do integracji europejskiej, a szczególnie kwestii jak, jeśli w ogóle, integracja europejska wpływa na dynamikę konkurencji między partiami. Typowym przykładem jest w tym zakresie dyskusja na temat powstania nowego, związanego z Europą rozłamu politycznego (cleavage).

Niniejszy artykuł zajmuje się wagą tematyki europejskiej dla polityki partyjnej w Czechach, a główną uwagę poświęca stosunkowi partii politycznych i opinii publicznej do integracji europejskiej. Podejmiemy tu także próbę odpowiedzi na pytanie, czy istnieją lub tworzą się warunki dla rozwoju partii budujących swój profil polityczny wokół tematów związanych z procesem integracji. Przedstawiana argumentacja, w nawiązaniu do teoretycznej dyskusji na temat powstania „europejskiego“ rozłamu politycznego, oparta będzie przede wszystkim na danych pochodzących z regularnych badań prowadzonych przez Centrum Badania Opinii Publicznej (Centrum pro Výzkum Veřejného Mínění - CVVM)[3].

 

Integracja europejska jako przedmiot konkurencji politycznej – kilka uwag teoretycznych

 

Relacje między procesem integracji europejskiej i partiami politycznymi były dotąd badane z kilku perspektyw, wszystkie jednak dają się objąć bardzo szerokim terminem europeizacja. Za irlandzkim politologiem Peterem Mairem można wyróżnić w dotychczasowych studiach europeizacji partii politycznych trzy węższe zakresy tematyczne[4]:

1. Powstanie i rozwój ponadnarodowych a szczególnie paneuropejskich federacji partii politycznych – przedmiotem badań stają się więc przede wszystkim tzw. europartie, czy też frakcje w Parlamencie Europejskim (PE)[5]. Chyba najbardziej typowym przykładem jest tu niezwykle kompleksowa, a w pojmowaniu Unii Europejskiej jako systemu politycznego do pewnego stopnia przełomowa praca Simona Hixa i Christophera Lorda[6]. Wśród badaczy czeskich tą tematyką od dłuższego czasu zajmują się m.in. Petr Fiala, Miroslav Mareš, Petr Sokol czy Vít Hloušek z Petrem Kaniokiem[7].

2. Charakter i dynamika zachowania partii politycznych (z poszczególnych krajów) i konkurencji partyjnej w ramach Parlamentu Europejskiego. Przedmiotem badań i ich narzędziem staje się tu nierzadko analiza głosowań w PE, koalicje parlamentarne, czy zmiany członkostwa partii politycznych w europejskich federacjach partii, czy frakcjach PE[8].

3. Reakcja partii politycznych i systemów partyjnych na rozwój integracji europejskiej; tu klasykiem stały się prace Roberta Ladrecha[9]. Do tej kategorii można zaliczyć między innymi również studia nad stanowiskami partii na temat integracji europejskiej, a także – co istotne z punktu widzenia tego artykułu – tworzenia się rozłamu politycznego (cleavage) wokół kwestii Europy.

Problem powstania rozłamu europejskiego bywa dyskutowany w związku ze wspomnianym już wzrostem znaczenia instytucji WE/UE, wprowadzeniem bezpośrednich wyborów do Parlamentu Europejskiego, a wszystko to w kontekście szerszej debaty o polityce w tzw. świecie post-rokkanowskim. To ostatnie pojęcie oznacza środowisko, w którym rozluźniły się więzi między partiami politycznymi i wyborcami, rozwinęły się nowe podmioty polityczne, w tym nowe partie polityczne (typowy jest tu rozwój partii zielonych od końca lat 70-tych XX w.). Post-rokkanowska perspektywa porzuca sztywne społeczne zakotwiczenie rozłamów politycznych i kładzie nacisk na aktywną rolę aktorów politycznych w ich tworzeniu[10].

Takie podejście jest szczególnie odpowiednie dla studiowania polityki partyjnej na obszarze postkomunistycznym, choć ze świadomością ciągle istniejących ograniczeń odpowiadających konkretnym nastrojom społecznym. Vít Hloušek opisuje dwukierunkowy proces „potencjalnego przeformułowania rozłamów politycznych i ich struktury“, obejmujący z jednej strony działania aktorów politycznych (partii) zmierzające do ustrukturyzowania debaty politycznej, zmniejszenia liczby upolitycznionych konfliktów i reprezentowania tylko najistotniejszych z nich, z drugiej strony zmianę struktury społeczeństwa w sytuacji erozji tradycyjnej struktury klasowej. Powstanie nowej linii konfliktu, czy rozłamu jest prawdopodobne tylko przy założeniu, że te dwa procesy nakładają się, to znaczy aktor polityczny reprezentuje określoną grupę społeczną. Hloušek w oparciu o rozważania m.in. na temat terytorialnego i funkcjonalnego wymiaru możliwej „europejskiej“ linii konfliktu politycznego przedstawia cztery warunki powstania europejskiego rozłamu[11]:

1)            istnienie partii politycznych aktywnie mobilizujących wyborców w oparciu o stanowisko w sprawie integracji europejskiej (nie muszą to być partie jednej sprawy (single-issue), ale problematyka integracji europejskiej musi być dla nich kluczowa);

2)           restrukturyzacja całego elektoratu, zwłaszcza istnienie segmentacji społecznej w odniesieniu do integracji europejskiej;

3)           przecinanie się „europejskiej“ mobilizacji partii politycznych ze wspomnianą restrukturyzacją społeczeństwa;

4)           osiągnięcie poziomu pewnej istotności, czy relewancji przez partie polityczne, które skutecznie mobilizują wyborców w oparciu o tematykę europejską może prowadzić do naruszenia dotychczasowej struktury konkurencji politycznej i europejska linia konfliktu staje się istotna, relewantna.

W kolejnej części artykułu z pomocą wyników przeprowadzonych dotąd badań, analizy dokumentów programowych partii politycznych oraz danych pochodzących z badań opinii publicznej podejmiemy próbę oceny znaczenia tematyki europejskiej oraz istnienia przesłanek dla powstania rozłamu dotyczącego Europy w kontekście czeskiej polityki partyjnej.

 

Integracja europejska a polityka partyjna w Czechach: stanowiska partii politycznych wobec integracji europejskiej a tworzenie rządów

 

Znakiem rozpoznawczym polityki zagranicznej Czech, czy wcześniej Czechosłowacji w pierwszych latach po listopadzie 1989 r. było dążenie do „powrotu do Europy“, a zatem do (ponownego) włączenia kraju do rodziny państw demokratycznych[12]. Kolejno pojawiały się (ostrożne i ogólne) deklaracje o zamiarach wstąpienia kraju do Wspólnot Europejskich, a potem Unii Europejskiej. Istotne partie polityczne były zgodne, gdy szło o stosunek do integracji europejskiej – bezkrytycznie proeuropejski (w sensie zmierzania do członkostwa w UE), a zarazem dość niekonkretny[13]. Jedynym wyjątkiem wśród ważnych stronnictw politycznych była w tym względzie partia komunistyczna (KSČM), choć i ona w oficjalnych dokumentach programowych zajmowała ostrożne stanowisko. Na przykład w programie ogłoszonym w związku z wyborami do parlamentu czeskiego w 1992 r. mówiło się, że KSČM będzie „dążyć do tego, by nasza ojczyzna zajęła swoje miejsce w jednoczącej się Europie (...)“, ale nie zgodzi się „na wstąpienie ČSFR do jakiegokolwiek bloku wojskowego, czy na jednostronną zależność polityczną lub gospodarczą“[14]. Z punktu wiedzenia ówczesnych stanowisk partii politycznych tematyka integracji europejskiej nie była potencjalnym źródłem konfliktu. Istniejący „konsensus przyzwolenia“ naruszyły dopiero nabierające tempa negocjacje i zbliżający się moment przystąpienia kraju do UE (o tym niżej).

Mniej więcej od drugiej połowy lat 90-tych widoczna jest konkretyzacja stanowisk partii politycznych w kwestii integracji europejskiej. Znajduje to dobre odbicie w programach wyborczych istotnych stronnictw politycznych, które stopniowo odchodziły od ogólnych i górnolotnych fraz o członkostwie Republiki Czeskiej w UE w ogóle albo ogólnym kierunku procesu integracji europejskiej i wyraźniej formułowały nastawienie do szczegółowych aspektów działania UE (np. konkretnych polityk, czy architektury instytucjonalnej). Konkretyzacja stanowisk względem integracji europejskiej była związana ze wzrostem znaczenia tematyki europejskiej w programach wyborczych[15].

Wraz z krystalizacją stanowisk partii doszło do zróżnicowania europejskich preferencji poszczególnych stronnictw. Lubomír Kopeček i Jakub Šedo w swoim studium wyróżnili trzy typy stanowisk czeskich partii politycznych wobec integracji europejskiej[16]. Do opcji „consistently pro-European“ zaliczyli socjaldemokrację i partie ówczesnej Koalicji (chadecką KDU-ČSL i Unię Wolności - US), do grupy „pro-European with reservations“ Obywatelską Partię Demokratyczną (ODS) a do opcji „anti-European“ – komunistów z KSČM. Vlastimil Havlík zwraca uwagę na odmienne postrzeganie politycznego i ekonomicznego wymiaru integracji europejskiej. O ile socjaldemokracja, chrześcijańscy demokraci, czy Partia Zielonych (SZ) popierały pogłębiającą się integrację w obu tych wymiarach, o tyle ODS można było w dłuższej perspektywie nazwać zwolenniczką integracji gospodarczej związanej przede wszystkim ze wspólnym rynkiem. Partia komunistyczna zajmowała krytyczne stanowisko w obu wymiarach europejskiego procesu integracyjnego[17].

Samo zróżnicowanie stanowisk partii politycznych w kwestii integracji europejskiej jest tylko przesłanką, w żadnym wypadku nie wystarczającym warunkiem, by temat ten zaczął odgrywać rolę formującą system partyjny. Najbliżej takiej sytuacji Czechy znalazły się w związku z wyborami parlamentarnymi 2002 r., które odbywały się niecały rok przed referendum w sprawie wstąpienia kraju do Unii Europejskiej. W tym okresie opozycyjna ODS w kampanii i swoim programie wyborczym kładła wielki nacisk na tematykę integracji. Popierała wstąpienie Czech do UE, ale równocześnie gwałtownie krytykowała zmierzanie europejskiego procesu integracyjnego w stronę federacji[18]. Z drugiej strony, stosunek ODS do UE krytykowała socjaldemokracja, tudzież chadecy i Unia Wolności, które to dwie partie kandydowały wówczas ze wspólnej listy wyborczej Koalicja. Stosunek do integracji europejskiej odegrał też znaczącą rolę w tworzeniu rządu po wyborach, gdy liderzy Koalicji woleli współpracę z ČSSD od eurosceptycznej ODS z Václavem Klausem na czele, „która do UE nie chce“. Stanowisko ODS wobec integracji europejskiej było niemniej jednak z pewnością tylko jednym z powodów utworzenia koalicji rządowej ČSSD i Koalicji, a swoją rolę odegrała tu również obawa małych partii przed powtórzeniem się umowy opozycyjnej w przeciwnym kierunku[19], czy próba zapobieżenia powstaniu rządu opartego na głosach komunistów, tudzież w przeważającej mierze centrolewicowa orientacja KDU-ČSL lub antypatia wobec przewodniczącego ODS. Proeuropejska orientacja partii rządzących stała się jednak pewnym spoiwem koalicji skądinąd ideowo niejednorodnej. Integracja Czech z UE zajmowała pierwsze miejsce w exposé rządu, a jego przedstawiciele raz po raz podkreślali pozytywny stosunek gabinetu do integracji europejskiej[20]. W ten sposób tematyka europejska stała się jedną z linii podziału między niektórymi z partii politycznych.

Jednak jak pokazał rozwój sytuacji w dalszych latach nie było to decydujące kryterium podziałów. W roku 2006 powstała koalicja rządowa ODS (a zatem partii, której przewodniczący i inni ważni liderzy mocno krytykowali przyjęcie Traktatu Konstytucyjnego i planowane dalsze przesuwanie się UE w stronę federalizmu) oraz KDU-ČSL i SZ, czyli partii wyraźnie proeuropejskich i profederalistycznych. Z drugiej strony trzeba wspomnieć, iż ODS w kwestii stosunku do integracji europejskiej nie była jednolita i proeuropejska polityka rządu pogłębiła spory wewnątrz partii oraz stała się jedną z przyczyn upadku rządu na wiosnę 2009 r.[21].

Temat Europy stał się trwałą częścią aktywności programowej partii politycznych i ich kampanii wyborczych. Nie był to główny temat, wokół którego ważne partie polityczne budowałyby swoją tożsamość, ale bardziej jakieś uzupełnienie, element służący dalszemu odróżnieniu się od politycznych rywali. Trochę odmienna jest sytuacja partii pozaparlamentarnych. Na tematyce europejskiej (oporu wobec federalistycznej wizji integracji europejskiej) oparła swoją tożsamość prawicowa Partia Wolnych Obywateli (Svobodní)[22]. Forsuje ona międzyrządowy model działania UE lub ostatecznie wystąpienie Czech z Unii, jeśli nie dałoby się zmienić zasad jej funkcjonowania Podobne stanowisko wobec integracji europejskiej zajmowała też partia Libertas.cz, swego czasu kierowana przez byłego eurodeputowanego Vladimíra Železnego (z listy Libertas.cz kandydowali w wyborach do PE w roku 2009 również Vlastimil Tlustý i Jan Schwippel, byli posłowie ODS, którzy głosowali za wspomnianym upadkiem rządu na wiosnę 2009 r.). Wynik obu partii w wyborach do PE oscylował wokół 1% głosów, w wyborach parlamentarnych 2010 r. Svobodní uzyskali 0,7% głosów. Z drugiej strony za modelem wyraźnie profederalistycznym opowiadała się partia Liberálové.cz (wcześniej Reformatorska Partia Liberalna), również o prawicowym nachyleniu, niemniej jednak jej wyniki wyborcze liczone były w setnych procenta głosów i w roku 2010 partia zanikła.

Tematyka europejska i krytyka procesu integracji europejskiej jest ważna również dla tożsamości partii Suwerenność (Suverenita), której przewodniczącą jest Jana Bobošíková, była eurodeputowana wybrana w roku 2004 z listy eurosceptycznych Niezależnych Demokratów[23]. Suverenita krytykuje federalizację UE, zdecydowanie odrzuciła Traktat Lizboński i przesuwaniu kompetencji na poziom europejski przeciwstawia nieograniczoną suwerenność narodową[24]. Partia Bobošíkovej uzyskała zarówno w wyborach do PE w roku 2009, jak i w wyborach parlamentarnych 2010 r. bardzo solidne 4% głosów, ale z powodu 5-procentowego progu wyborczego znalazła się poza oboma ciałami przedstawicielskimi. Pytaniem pozostaje jednak, czy za wynikami wyborczymi przedstawionych partii (i nie tylko ich) stoi ich nastawienie do integracji europejskiej, czy jakieś inne czynniki.

 

Wyborcy a integracja europejska

 

W referendum na temat wstąpienia Republiki czeskiej do UE, które miało miejsce 13 i 14 czerwca 2003 r., „za” było 77% głosujących przy frekwencji wynoszącej 55%. Innymi słowy, ponad jedna piąta głosujących była przeciwko samemu tylko członkostwu Czech w UE i był to największy odsetek wśród postkomunistycznych krajów tzw. wschodniego rozszerzenia, jeśli nie liczyć Łotwy i Estonii. W okresie po referendum nastąpił stopniowy wzrost liczby obywateli krytycznie patrzących, czy nie ufających UE. O ile aż do roku 2008 wzrost odsetka obywateli, którzy nie ufają UE był powolny, a w roku 2009 doszło nawet do jego spadku (najwidoczniej w związku z czeską prezydencją w UE), to od roku 2010 wyraźny jest gwałtowny wzrost braku zaufania do UE, zapewne jako skutek kryzysu gospodarczego i kryzysu strefy euro[25]. Coś podobnego można stwierdzić na podstawie danych z kwietniowej edycji regularnych badań CVVM dotyczących między innymi zadowolenia obywateli z członkostwa Czech w UE[26]. Przedstawione tu dane wskazują więc na pojawienie się przestrzeni dla rozwoju eurosceptycznych partii politycznych. Jednak sam wzrost społecznego eurosceptycyzmu nie jest warunkiem wystarczającym dla „europejskiej“ zmiany systemu partyjnego. Trzeba spełnić kilka innych warunków, przede wszystkim odnośnie rekonstrukcji i segmentacji elektoratu w oparciu o stosunek do kwestii Europy.

 

Wykres 1. Wzrost nieufności w stosunku do UE

 

Dane za: Czeskie Archiwum Nauk Społecznych

 Niewątpliwie istnieją grupy wyborców o różnych poglądach na integrację europejską i członkostwo Czech w UE. Jednak, czy jest to temat kluczowy dla określenia profilu wyborcy? Czy wyborcy podejmują decyzje w oparciu o swoje nastawienie do integracji europejskiej? Odpowiedzią mogą być dane pochodzące z regularnych badań wyborczych prowadzonych przez CVVM, które między innymi miały ustalić wagę poszczególnych problemów politycznych dla Czech (dane takie są jednak niestety dostępne tylko dla wyborów z lat 2006 i 2010). W roku 2006 Unię Europejską za najważniejszy lub drugi co do ważności problem polityczny Czech uznało 2,3% respondentów, w roku 2010 było to natomiast 1,8% respondentów (za najważniejsze uznawano problemy związane z polityką gospodarczą, czy sam wynik wyborów)[27].

Integracja europejska nie jest więc przez czeskich wyborców postrzegana jako kluczowy problem polityczny, dlatego nie jest zbyt prawdopodobne, by w ich decyzjach wyborczych stosunek do integracji europejskiej odgrywał kluczową rolę. Jako priorytetowe postrzegane są inne tematy, a tematyka europejska (póki co) nie strukturyzuje społeczeństwa czeskiego tak, by móc wyznaczać dynamikę czeskiego systemu partyjnego.

Z punktu widzenia prawdopodobieństwa zmian konkurencji partyjnej jest również istotne, czy i jak zróżnicowane jest nastawienie do integracji europejskiej wyborców/zwolenników poszczególnych partii. W dłuższej perspektywie najbardziej krytyczni w tej kwestii są sympatycy KSČM, a po nich socjaldemokracji. I przeciwnie, najbardziej proeuropejscy ze zwolenników dzisiejszych partii parlamentarnych są wyborcy ODS i TOP 09 (dane z badania przeprowadzonego w kwietniu 2012 r. przedstawiają Tabele 1 i 2)[28].

 

Tabela 1. Zaufanie do UE wyborców/zwolenników poszczególnych partii politycznych (w proc.)[29]

 

ČSSD

ODS

KSČM

TOP 09

zdecydowanie ufa

2,9

1,2

4,9

9

raczej ufa

37,4

0,7

15,4

50,7

raczej nie ufa

40,3

9,6

47,2

32,8

zdecydowanie nie ufa

16

5,6

29,3

4,5

N=

238

107

123

67

Źródło danych: Czeskie Archiwum Nauk Społecznych

Tabela 2. Zadowolenie z członkostwa w UE wyborców/zwolenników poszczególnych partii politycznych (w proc.)

 

ČSSD

ODS

KSČM

TOP 09

bardzo zadowolony

3,8

6,5

2,4

4,5

dość zadowolony

17,6

44,9

5,7

44,8

ani zadowolony, ani niezadowolony

32,4

31,8

24,4

25,4

dość niezadowolony

32,4

10,3

31,7

23,9

bardzo niezadowolony

12,2

3,7

30,9

1,5

N=

238

107

123

67

Źródło danych: Czeskie Archiwum Nauk Społecznych

Podobne wnioski wynikają z danych dotyczących przyszłego kierunku integracji europejskiej, czy też jej „wzmacniania“ lub „osłabiania“. Najwięcej zwolenników dalszego pogłębiana integracji europejskiej można znaleźć między wyborcami ODS a także TOP 09, natomiast krytycznie odnoszą się do niego najczęściej wyborcy czy sympatycy KSČM i ČSSD (Tabela3).

 

Tabela 3. Stanowisko wyborców/zwolenników poszczególnych partii politycznych w sprawie dalszego wzmacniania integracji europejskiej (w proc.)

 

ČSSD

ODS

KSČM

TOP 09

wzmacniać integrację

19,3

6,2

0,6

27,3

stopień integracji powinien pozostać taki jak obecnie

41,2

51,4

35

48,5

osłabić integrację

25,2

15

35,8

19,7

N=

238

107

123

66

Źródło danych: Czeskie Archiwum Nauk Społecznych

 

O ile w przypadku KSČM i TOP 09 istnieje zgodność stanowisk partii i ich wyborców, o tyle inaczej jest z ODS i ČSSD. Eurosceptyczni raczej wyborcy popierają proeuropejską i profederalistyczną socjaldemokrację a proeuropejscy wyborcy dają poparcie ODS, krytycznej w stosunku do UE. Ten niski stopień dopasowania między wyborcami i obiema wielkimi partiami politycznymi wskazuje na istnienie przestrzeni dla przebudowy sposobu działania czeskiego systemu partyjnego i możliwość przepłynięcia części wyborców socjaldemokracji do bardziej eurosceptycznej lewicowej alternatywy (obecnie szczególnie do partii Suverenita, w pewnych okolicznościach do KSČM), ewentualnie możliwość zmiany preferencji proeuropejskich wyborców ODS (przepływ zapewne do TOP 09). Sytuacja ODS jest niemniej jednak bardziej złożona ze względu na osłabienie eurosceptycznej retoryki partii w związku ze sprawowaniem władzy. Ta zmiana mogłaby sprzyjać eurosceptycznym partiom prawicowym, jak na przykład Svobodní. Inny wariant rozwoju sytuacji to powstanie nowych partii wyraźnie mobilizujących wyborców wokół tematów związanych z integracją europejską.

 

Zakończenie

 

Niniejszy artykuł podejmował próbę oceny znaczenia i potencjału tematyki integracji europejskiej dla kształtu i dalszego rozwoju systemu partyjnego Czech. W tym celu przedstawiono wybrane podejścia do badania europeizacji partii politycznych i ich systemu, w tym kwestii powstania europejskiego rozłamu politycznego (cleavage). Następnie pokrótce omówiono rolę problematyki europejskiej w programach czeskich partii politycznych i ich stanowiska wobec procesu integracji. Oddzielna część poświęcona została nastawieniu czeskich wyborców do integracji europejskiej.

Integracja europejska i stosunek do niej są nieodłączną częścią programów istotnych partii politycznych w Czechach, przy czym wyraźnie wraz z upływem czasu doszło do krystalizacji stanowisk partii wobec UE. Mimo to nie można twierdzić, że temat Europa jest kluczowy dla ich tożsamości, raczej jest to jeden z kolejnych elementów odróżniania się poszczególnych podmiotów partyjnych. Rzut oka na nastawienia wyborców ujawnił istnienie niemożliwej do zignorowania i co więcej z biegiem czasu powiększającej się części społeczeństwa krytycznie nastawionej wobec procesu integracji europejskiej, czy członkostwa Czech w UE. Równie widoczna jest długookresowa niezgodność stanowiska niektórych partii i ich wyborców, która w pewnych okolicznościach mogłaby prowadzić do przebudowy czeskiego systemu partyjnego (choćby w postaci pojawienia się nowych partii, czy wzrostu chwiejności wyborczej). Niezbędnym tego warunkiem jest jednak przekształcenie się kwestii europejskiej w kryterium istotne przy podejmowaniu decyzji przez wyborców. Jak pokazują bowiem analizowane tu dane, tematyka UE nie jest w trakcie wyborów postrzegana przez elektorat jako zbyt ważna i pozostaje w tyle za problemami gospodarki. Rozwój integracji europejskiej, jak również niezbyt skuteczne rozwiązywanie problemów zadłużenia niektórych krajów członkowskich, podawanie w wątpliwość sensowności istnienia strefy euro mogą w przyszłości przekształcić tematykę europejską w jedną z decydujących kwestii. W powiązaniu z relatywnie niskim dopasowaniem poglądów wyborców i dotychczasowych partii politycznych może to zmienić mapę polityki partyjnej w Czechach.

 

Vlastimil Havlík – wykładowca Uniwersytetu Masaryka w Brnie, uczestnik wielu projektów badawczych poświęconych europeizacji, redaktor czołowego czeskiego pisma politologicznego „Politologický Časopis“.

 

Przełożył Artur Wołek

 



* Artykuł został opracowany w ramach projektu badawczego Katedry Politologii Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Masaryka w Brnie „Przemiany pluralizmu politycznego i społecznego w nowoczesnej Europie II“ (MUNI/A/800/2011).

[1] O ile nie zaznaczono inaczej, przez „integrację europejską“, czy „proces integracji europejskiej“ będą tu rozumiane procesy związane z rozwojem WE/UE.

[2] P. Fiala, M. Pitrová, Evropská unie, Centrum pro Studium Demokracie a Kultury, Brno 2003, s. 117-120, 125-136, 146-150.

[3] Dane są dostępne na stronie Czeskiego Archiwum Nauk Społecznych (Český Sociálně Vědní Archiv) http://nesstar.soc.cas.cz/webview/.

[4] P. Mair, Political Parties and Party Systems, [w:] Europeanization. New Research Agendas, P. Graziano,  M. P. Vink (red.), Palgrave Macmillan, Houndsmills 2007, s. 154-155; por. także P. Fiala, V. Hloušek, M. Pitrová, P. Pšeja, P. Suchý, Evropeizace politických stran a zájmových skupin: základní problémy a směry analýzy, „Politologický Časopis“, nr 1/2006, s. 3-26; V. Hloušek, P. Pšeja, Evropeizace politických stran a stranického systému v České republice, „Politologický Časopis“, nr 4/2008, s. 299-317.

[5] Petr Fiala z Miroslavem Marešem i Petrem Sokolem w swojej monografii poświęconej europejskim partiom politycznym wprowadzają pięć szczegółowych dziedzin badania europartii, czym dowodzą tematycznej, ale i metodologicznej różnorodności politologicznych badań europartii,  zob. P. Fiala, M. Mareš, P. Sokol, Eurostrany. Politické strany na evropské úrovni, Barrister & Principal, Brno 2007, s. 11-12.

[6] S. Hix, C. Lord, Political Parties in the European Union, St. Martin`s Press, New York 1997.

[7] P. Fiala, M. Mareš (red.), Evropské politické strany, Mezinárodní Politologický Ústav MU, Brno 2001; V. Hloušek, P. Kaniok (red.), Evropské politické strany po východním rozšíření, Mezinárodní Politologický Ústav MU, Brno 2007.

[8] Por. J. J. A. Thomassen, A. G. Noury, E. Voeten, Political Competition in the European Parliament: Evidence from Roll Call and Survey Analyses, [w:] European Integration and Political Conflict, G. Marks, M. R. Steenbergen (red.), Cambridge University Press, Cambridge 2004, s. 141-164; S. Hix, A. G. Noury, G. Roland, Power to the Parties: Cohesion and the Competition in the European Parliament,„British Journal of Political Science“, nr2/2005, s. 209-234.

[9] R. Ladrech, Europeanization of Domestic Politics and Institutions: the Case of France, „Journal of Common Market Studies“, nr 1/1994, s. 69-88; tegoż, Europeanization and Political Parties, „Party Politics“, nr 4/2002, s. 389-403.

[10] Zob.S. Bartolini, P. Mair, Identity, Competition, and Electoral Availability: The Stabilisation of European Electorates, 18851985, Cambridge University Press, Cambridge 1990; S. Bartolini, National Cleavage Structures and the Integration Issue Dimension. Paper presented a the seminar„L‘integration europeenne: entre emergence institutionnelle et recomposition de l’Etat“, Paris, 26-27.05.2000, CERI Sciences Po-CNRS, Paris 2000; V. Hloušek, Koncept konfliktních linií a problematika evropské integrace, „Sociologický Časopis“, nr 2/2007, s. 361-378; tegoż, Konfliktní linie v postkomunistických systémech politických stran, „Politologický Časopis“, nr 4/2000, s. 373-395.

[11] V. Hloušek, Koncept..., dz. cyt.

[12] Zob. P. Černoch,Cesta do EU. Východní rozšíření Evropské unie a Česká republika v období 1990-2004, Linde, Praha 2003; D. Marek, Od Moskvy k Bruselu. Vztahy mezi Českou republikou a Evropskou unií v období 1957-2004, Barrister & Principal, Brno 2006.

[13] D. Müller, Cesta České republiky do Evropské unie, [w:] Cesta České republiky do Evropské unie, H. Fajmon (red.), Centrum pro Studium Demokracie a Kultury, Brno 2004, s. 13-53.

[14] KSČM, Co chtějí komunisté? Volební program pro parlamentní volby 1992, bmw 1992.

[15] V. Havlík, H. Vykoupilová, Two Dimensions of the Europeanization of Election Programs: The Case of the Czech Republic, „Communist and Post-Communist Studies“, nr 2/2008, s. 163-187.

[16] L. Kopeček, J. Šedo, Czech and Slovak Political Parties and Their Vision of European Integration, „Středoevropské Politické Studie“, nr 1/2003, on-line: http://www.cepsr.cz/clanek.php?ID=12.

[17] V. Havlík, České politické strany a evropská integrace: evropeizace. Evropeizace, evropanství, euroskepticismus?, Mezinárodní Politologický Ústav MU, Brno 2009; tegoż, A Breaking-up of a Pro-European Consensus: Attitudes of Czech Political Parties towards the European Integration (1998–2010), „Communist and Post-Communist Studies“, nr 2/2011, s. 129-147.

[18] ODS, Volební desatero.Volební program pro volby do PSP ČR 2002, on-line:  http://www.ods.cz/volby/programy/2002.php.

[19]Umowa opozycyjna – porozumienie zawarte między liderami ČSSD i ODS po wyborach 1998 r., które w zamian za tolerowanie mniejszościowego rządu ČSSD przyznawało ODS status uprzywilejowanej opozycji (np. stanowiska szefów obu izb parlamentu, konsultowanie projektu budżetu itp.) [przyp. tłumacza].

[20] V. Havlík, Playing with Fire? European Integration and Political Parties in the Czech Republic, w druku.

[21] Tamże.

[22] Svobodní, Evropa svobodných států, on-line:http://www.svobodni.cz/1-nezobrazeno/86-evropa-svobodnych-statu/.

[23] V. Havlík, Česká republika, [w:] Euroskepticismus a země střední a východní Evropy, V. Havlík, P. Kaniok (red.), Mezinárodní Politologický Ústav MU, Brno 2006, s. 61-82.

[24] Por. Kdo jsme, on-line:http://www.suverenita.cz/kdo-jsme.

[25] Mała liczebność próby w przeprowadzonych badaniach umożliwia tylko bardzo ostrożne wnioski co do istnienia jakichś jednoznacznych trendów.

[26] P. Tabery, Názory veřejnosti na Evropskou unii – duben 2012, on-line: http://cvvm.soc.cas.cz/media/com_form2content/documents/c1/a6883/f3/pm120608.pdf.

[27] Oba badania przeprowadzono już po wyborach do parlamentu, nie chodzi więc o sondaże typu exit poll.

[28] L. Linek, Š. Pecháček, Vliv evropské integrace na politické strany, stranický systém a volební chování v České republice, [w:] Proměny reprezentace zájmů po vstupu do Evropské unie, Z. Mansfeldová, A. Kroupa (red.), Praha 2008, s. 53-78.

[29] Tabele 1-3 obejmują tylko partie parlamentarne z wyjątkiem partii Věci Veřejné (zbyt mała liczba respondentów). Do 100 % sumują się wraz z odpowiedziami „trudno powiedzieć“ lub „nie wiem“.

Jiří Hanuš, Sześć przesądów na temat Unii Europejskiej szerzonych w Czechach

To bardzo dziwne, ale w wielu środowiskach intelektualnych Czech za przejaw „braku wychowania“ uchodzi krytykowanie pewnych aspektów Unii Europejskiej, czy obecnego kształtu procesów integracji europejskiej. Jest to tym ciekawsze, że ma miejsce w czasie, gdy – niestety – sprawdzają sie niektóre „eurosceptyczne“ argumenty z przeszłości, zwłaszcza w kwestii unii walutowej. Ewentualna krytyka wywołuje paniczny strach i prowadzi do zajmowania skrajnych stanowisk, które uniemożliwiają racjonalną debatę. Chciałbym w tym artykule zwrócić uwagę na kilka obowiązujących przesądów, z którymi ostatnio się spotkałem, z pełną świadomością, że będę zmuszony do pewnych uproszczeń.

Po pierwsze: Unii Europejskiej i jej obecnego kształtu nie można krytykować, gdyż jest autentycznym ucieleśnieniem Europy jako takiej. Ewentualny udział w jej krytyce zagroziłby naszemu proeuropejskiemu wektorowi, skazał nas na izolację i wystawił na niebezpieczeństwo całą naszą drogę przebytą po roku 1989, a zatem drogę „do Europy“. Jest to pogląd całkowicie anachroniczny. Czeska polityka po listopadzie 1989 r. wykazując wszelkie oznaki niedojrzałości i braku profesjonalizmu (co wówczas z pewnością brzmiało urokliwie) mogła sobie pozwolić na wywieszenie na swoich sztandarach hasła „z powrotem do Europy“. Wtedy w istocie oznaczało to konieczność wydostania się ze wschodniej sfery wpływów i nawiązanie nowych, czy staro-nowych więzi z Europą Zachodnią, do której należymy zarówno pod względem kultury, jak i interesów. Podobnie zresztą, jak należymy do Europy Środkowej, którą jednak trudno zdefiniować, gdyż wraz z zanikiem Austro-Węgier straciła ona swe zaplecze instytucjonalne. Dziś, gdy mamy za sobą 22 lata doświadczeń i w szeregu spraw musimy wykazywać się dojrzałością i pewnością siebie, nie możemy pozwolić sobie na tego typu naiwność. Mamy prawo pytać, jaka Europa powstaje przy naszym udziale i czy ten lub inny aspekt zjednoczenia jest właściwy i korzystny dla nas jako obywateli Republiki Czeskiej. Mamy prawo a nawet intelektualny obowiązek bronić się, jeśli dochodzi do sytuacji niezgodnych z podstawowymi wartościami liberalnymi, do których zgłosiliśmy akces właśnie w 1989 r. Poza tym, „Europa“ jako niekwestionowalne hasło nie może być utożsamiana z obecną postacią Unii Europejskiej, a tym bardziej z unią walutową.

Po drugie: w Unię Europejską powinniśmy się przyłączyć w jak największym stopniu, gdyż chodzi o jedyną instytucję zdolną do utrzymania pokoju w regionie, która prowadzi nas do dobrobytu, wzajemnej solidarności i przezwyciężenia czysto nacjonalistycznych mentalności. Te szeroko rozpowszechnione poglądy są mieszaniną półprawd i jawnych nonsensów. Europa ufundowana jest na demokratycznych państwach narodowych, które miały wprawdzie swoje mroczne okresy, zwłaszcza w XX wieku, ale winy za nie nie ponosi patriotyzm jako taki, ale oparty na nienawiści nacjonalizm skrzyżowany z szeregiem innych pierwiastków ideologicznych, z których powstały reżimy narodowo-socjalistyczne i komunistyczne. Pokój zagościł w Europie po II wojnie światowej między innymi dlatego, że istnieli patrioci, którzy oddali życie za  swój naród i jego wolność. Nie powinniśmy o tym w żadnym wypadku zapominać, o ile krytykujemy jakąkolwiek formę żarliwego stosunku do narodu.

Co więcej, w przeszłości pokój był deptany również w wyniku prób jednoczenia Europy, na przykład w okresie napoleońskim. Pax GermanicaPax Sovietica również można postrzegać jako próby tego typu. Odwołania do pokoju i konieczności jego utrzymania powinny wreszcie na zawsze brzmieć podejrzanie w uszach kogoś, kto uczestniczył w komunistycznych  „ćwiczeniach rezerwistów“ i nie musiał mieć wtedy nawet wojskowej czapki na głowie. Komunistyczne żonglowanie tak wartościowym słowem, jak się wydaje, nie nauczyło nas zbyt wiele. Pokój mogą oczywiście utrzymać również poszczególne narody, o ile mają demokratyczny ustrój, zachowują elementarne reguły stosunków międzynarodowych i nie poddadzą się jakiejś zgubnej ideologii.

Podobnie rzecz się ma z solidarnością. Ma ona sens tylko pod pewnymi warunkami, na pewno nie zawsze i nie za każdą cenę. Czy musimy być obowiązkowo solidarni, czy solidarność opiera się na dobrowolności? Czy musimy być solidarni również wtedy, gdy widzimy, że wyasygnowane środki z pewnością nie zostaną użyte należycie? Interesujące, że o ile niemal każdy w życiu prywatnym wiedziałby dokładnie, co w takich przypadkach robić i jakie działanie uznać za słuszne i odpowiednie, to w przypadku oceny UE wszystkie rozumne instynkty są odkładane na bok. Jeśli idzie o nadzieje na dobrobyt Unii Europejskiej i jej mieszkańców, to fakty mówią, iż Unia nie tylko nie jest omijana przez obecne wstrząsy, ale je współtworzy, co z nadziei czyni raczej utopię.

Po trzecie: ewentualne argumenty ekonomiczne przeciwko unii walutowej nie są najistotniejsze, najistotniejsze jest poszukiwanie „fundamentów“ Europy, europejskiej „duszy“, która ma moc przekształcania jednostek i narodów. Ten często pojawiający się argument jest szczególnie zwodniczy. W istocie odnawia on jakieś sztuczne rozróżnienie między bazą i nadbudową, przy tym Marksa stawia się znowu na (heglowskiej) głowie. Gorsze jednak jest to, że argument ten reprezentuje pewną skłonność do lenistwa umysłowego, w którym tkwią przede wszystkim intelektualiści o humanistycznych inklinacjach, do których należy i autor tych słów. Zamiast interesować się tym, co o tendencjach w UE mogą nam powiedzieć liczby i statystyki, ewentualnie spróbować zrozumieć, co oznacza, gdy na przykład ktoś polega na tanich kredytach, a tu nagle drastycznie wzrasta oprocentowanie, raczej uciekamy do świata idei i pięknych wyobrażeń. Kto by się martwił liczbami, gdy może rozmyślać, w czym tkwi istota europejskiej „duszy“ i z czego się ona składa. Zwodniczość takich i podobnych im rozważań polega również na tym, że autorom owych abstrakcji udało się pozyskać również sporo europejskich chrześcijan, którzy poza tym należą do grona osób całkiem uodpornionych na świeckie ideologie. Uwagi na temat „duszy“ Europy wywołały u nich wrażenie, że do europejskiej dyskusji wraca tematyka chrześcijańska, co wcale nie miało miejsca i w istocie miejsca mieć nie mogło. „Dusza Europy“ jest samym tylko hasłem, kwiecistym frazesem, konstruktem, któremu nie może odpowiadać żadna europejska tradycja z wyjątkiem wspomnianej nowożytnej tradycji hegeliańskiej. „Wymyślenie europejskiej duszy“, by użyć słów Dušana Třeštíka nie może się udać, jeżeli ta dusza będzie oderwana od swego „ciała“, do którego również należy – czy nam się to podoba, czy nie – brudna ekonomia.

Czechy z tego punktu widzenia mają dodatkowo takiego pecha, że na czele państwa stoi eurosceptyk, który jest równocześnie ekonomistą. A może dałoby się powiedzieć, że mają szczęście, iż prezydent jest ekonomistą, który dobrze radzi sobie z odczytywaniem liczb i dlatego jest również eurosceptykiem? Tu już jednak popełnilibyśmy chyba faux pas, mówienie bowiem o Václavie Klausie jest zupełnie niestosowne (w czeskim środowisku naukowym wypowiedzenie tego nazwiska jest traktowane jak wypowiedzenie imienia Lorda Voldemorta w Harrym Potterze!). Zostańmy więc na wspólnej płaszczyźnie: chrześcijaninie, nakaz odczytywania znaków czasu, dziś może oznaczać czytanie podręczników ekonomii!

Po czwarte: Unia Europejska w istocie nie ma żadnej alternatywy. A nawet gdyby jakaś istniała, to i tak UE jest najlepszym wariantem dla nas i dla naszego rozwoju. W tym stwierdzeniu również nie ma zbyt wiele prawdy, bowiem widzi ono rzeczywistość europejską dwubiegunowo, jest albo czarna, albo biała, zamiast całej gamy barw. Oczywiście, że istnieją alternatywy i jest wielce prawdopodobne, że nasi eurooptymiści wcześniej, czy później spotkają się z nimi. Alternatywą, co do zasady, nie jest i nie może być powrót do społeczności czysto narodowych, zmienić może się jednak wiele, wszystko co okaże się niezdolne do życia. Ta całkiem prosta uwaga jest dla niektórych osobistości czeskiej polityki i kultury nie do pojęcia. Krótko mówiąc, pytanie brzmi, czy obecna postać Unii Europejskiej jest najlepszym wariantem, czy nie. Każde inne pytanie obecnie wprowadza w błąd.

Traktat Lizboński i podobne mu działania najwyraźniej wyznaczają granicę, w tym sensie, że są być może ostatnią ideologiczną próbą pogłębienia procesu integracji, który już bardziej nie da się pogłębić ze względu na brak wewnętrznych mechanizmów jego akceptacji w państwach członkowskich. Twierdzenie o braku alternatyw również wprowadza w błąd. Alternatywy oczywiście istnieją, w konkretnych krokach, które zawsze, ze swej istoty wymagają nowej oceny aktualnej sytuacji i odpowiedniego do niej politycznego działania. Jest to zresztą również najlepszy wariant dla naszego rozwoju – trzeba tylko mieć jasno sprecyzowane priorytety. Nie jest jednak łatwo tego oczekiwać, dopóki na płaszczyźnie politycznej trzeba stawiać czoła niebywale silnym negatywnym oddziaływaniom. Nasz system wyborczy ograniczony przez niezdolność do tworzenia trwałych podmiotów politycznych z jasno określoną odpowiedzialnością jest tylko wisienką na niedobrym torcie, w głębi którego znajdują się oczywiście dużo większe wady, jak na przykład indywidualizm i towarzysząca mu powszechna pogarda dla jakichkolwiek instytucji demokratycznych.

Po piąte: potrzebne jest stworzenie tożsamości europejskiej, nie narodowej. W pierwszym rzędzie jesteśmy Europejczykami, a dopiero potem należymy do różnych regionów, stowarzyszeń, państw. Ta idea wydaje się póki co całkowitą iluzją. Tożsamość europejska we właściwym sensie tego słowa nie powstaje a to, co się za nią uznaje nie jest tożsamością we właściwym znaczeniu. Jeżeli jakaś instytucja ma być czegoś pewna w tym zakresie, to najpierw musi w swoich członkach i zwolennikach wytworzyć silne poczucie przynależności i lojalności oparte na jasno zdefiniowanych wartościach i symbolach.

Nic takiego dotąd nie miało miejsca w Europie. Za Europejczyka wprawdzie uważa się ktoś dlatego, że na przykład zjeździł kontynent wszerz i wzdłuż, ale serce wcale mu nie rośnie, gdy na maszt wciągana jest flaga z gwiazdkami, a gdy słyszy IX Symfonię, to nadal pogwizduje sobie Beethovena, a nie  uroczysty hymn Unii. Z tożsamością wiąże się jeszcze jeden ważny fakt: człowiek, zwłaszcza nowoczesny, gdy idzie o tożsamość występuje od razu w kilku rolach. Jest zadowolony, gdy może zebrać, czy wybrać sobie kilka „tożsamości“.

Pytanie brzmi jednak, która tożsamość jest najbardziej odpowiednia dla jego społecznego istnienia, bowiem ludzka egzystencja nie straciła jeszcze całkiem wymiaru „homo politicus“. Jest niemal pewne, że za to właśnie społeczne zadanie odpowiadają formacje średniej wielkości, czyli „kraje“ albo państwa. Rodzina to za mało, Europa zaś to zbyt dużo. Chyba nie przez przypadek na początku XX w. rozpadły się Austro-Węgry i Imperium Osmańskie a pozostałe imperia przetrwały tylko za cenę bolesnych zmian, które oznaczały ich przekształcenie w nowożytne państwa narodowe. W ostateczności jest to też kwestia wolności i odpowiedzialności – w jakiej przestrzeni człowiek może i powinien osiągać wolność i w jakiej ją realizować? Wydaje się więc, że z tej perspektywy braki Unii Europejskiej są nie do pokonania i raczej pogłębiają się niż słabną.

Po szóste: problemy z jakimi boryka się Unia Europejska nie są istotne. Najważniejsza jest idea, ideał, który trzeba podtrzymywać i zmierzać naprzód mimo raf problemów i wątpliwości. Ta bardzo często powtarzana myśl ma jedną logiczną wadę. Ideał nie może być czymś, czego nie da się zweryfikować na podstawie racjonalnej argumentacji. Ideał jest zawsze uwarunkowany historycznie, co oznacza, że nie można go traktować jako czegoś ponadhistorycznie niezmiennego, co automatycznie określa nasze myślenie i zachowanie. Nawet w przypadku kościelnych dogmatów, które tradycyjne aspirują do tytułu życiowych drogowskazów rozważa się ich historyczny wymiar i potrzebę ciągłej interpretacji. Czy idea Unii Europejskiej ma być czymś więcej niż dogmaty kościelne? W praktyce czasem tak to wygląda. Mówiąc konkretnie: ideał jedności  musi być zawsze mitygowany ideałem różnorodności i refleksją nad nim.

Unia Europejska ma to zresztą zapisane w swoich dokumentach pod wyrażeniem „pomocniczość“, które różnie się wyjaśnia, ale w swoim pierwotnym znaczeniu zawiera właśnie tę myśl: forma hierarchicznie wyższa (w znaczeniu politycznym, administracyjnym, kościelnym) nie ma prawa przejąć tych kompetencji, które przysługują ciału hierarchicznie niższemu, przeciwnie ma obowiązek zagwarantować ich wykonywanie. Stopniowe ograniczanie państw narodowych i ich demokratycznych instytucji, centralizacja i problematyczny ideał jedności niszczą koniec końców same zasady, w oparciu o które powstawała UE.

Powyższych sześć spostrzeżeń nie ma na celu wyjaśnienia wszystkich problemów związanych z przesądami panującymi w dość szerokim spektrum poglądów eurooptymistycznych. Mają one być raczej tylko zachętą do głębszych rozróżnień, które są zasadniczym warunkiem każdej działalności intelektualnej. Celem nie było też oczywiście poszukiwanie jakiejś grupy podzielającej przedstawione poglądy, które można uznać za błędne. Łatwo jednak zauważyć, że takie poglądy i postawy krążą w mediach na różnych poziomach i potrzeba stawić im dziś czoła.

 

Artykuł ukazał się w czasopiśmie CDK „Konteksty”, nr 1/2012.

 

Jiří Hanuš - historyk, pracuje w Instytucie Historii Uniwersytetu Masaryka, zajmuje się historią Europy w XIX i XX w.

 

Przełożył Artur Wołek

Václav Klaus, Kryteria dla przyjęcia (lub nieprzyjęcia) wspólnej waluty europejskiej (2006)

W swoim grudniowym wystąpieniu na Euro Business Breakfast w praskim hotelu Corinthia Towers (które szczegółowo zostało sprawozdane w tygodniku „Euro“[1]) dałem wyraz zdziwieniu, że w dyskusjach na temat naszego przystąpienia do wspólnej waluty europejskiej mówi się wyłącznie o tzw. kryteriach z Maastricht. Zdziwienie, gdyż „kryteria z Maastricht formułują państwa posługujące się wspólną walutą europejską wobec tych, którzy chcą się do niej przyłączyć“. Są to kryteria tych krajów, mają im pomóc podjąć decyzję, czy przyjęcie nowego kraju nie zagrozi „ich“ wspólnej walucie.

Kryteria te są logiczne, tak jaki i interesy ich autorów są logiczne. A do tego uzasadnione. „Kraje, które używają euro, nie mogą mieć żadnego interesu w tym, by waluty tej używał  również ktoś, kto byłby tylko pasażerem na gapę“, a zatem ktoś, kto chciałby mieć tylko udział w korzyściach płynących ze wspólnej waluty i w ogóle nie martwił się, czy swoim zachowaniem tych korzyści nie unieważnia czy osłabia. Stąd jasne jest, że wśród takich kryteriów dominują wskaźniki ekonomiczne wyrażające wewnętrzną stabilność lub brak stabilności potencjalnego członka strefy: poziom inflacji, równowaga finansów publicznych, różnica wysokości stóp procentowych w stosunku do pozostałych krajów eurolandu itd. W tej kwestii nie mam żadnych zarzutów ani uwag. Takie a nie inne kryteria istnieją i chociaż można by je bardziej skomplikować i przez to uczynić bardziej ścisłymi i ostrymi, w tej chwili nie jest to moją ambicją. Poza sferą mojego dzisiejszego zainteresowania znajduje się także kwestia na ile kryteria te są przestrzegane i jakie skutki może mieć ich nieprzestrzeganie.

Nasza sfera zainteresowań, logicznie rzecz biorąc, jest zupełnie inna. Nas musi interesować, na ile jest, czy będzie dla nas korzystne przyłączenie się do strefy euro, czy też przyjęcie euro w miejsce własnej waluty. Tutaj musi dominować przeciwne spojrzenie: czy przyjęcie wspólnej waluty europejskiej będzie z korzyścią dla nas, czy będzie stabilizować naszą własną gospodarkę i pozwoli unikać destabilizacji, czy przyjęcie nowej waluty nie wywoła jakichś szoków (dotykających wszystkich lub tylko niektórych z nas) i czy będzie się przyczyniać do wzrostu gospodarczego, miast grozić jego spowolnieniem, czy wręcz stagnacją. Taka perspektywa wymaga oczywiście  zupełnie innych kryteriów, więc ja sformułuję kryteria powiedzmy z Czeskiej Lipy.

Zakładam, że podobnie rozumował w roku 1997 brytyjski minister finansów Gordon Brown, gdy sformułował swe słynne „testy“. Z historycznego punktu widzenia interesujące jest, że chociaż w kampanii wyborczej miały one dać argumenty za przystąpieniem Wielkiej Brytanii do eurolandu, to ostatecznie zostały użyte w celu całkowicie przeciwnym, by Wielka Brytania do strefy euro nie wstąpiła. I taka sytuacja trwa już od dziewięciu lat, gdyż Brown ogłosił swe kryteria w lutym 1997 r. Mogą one być inspiracją, ale ze względu na zupełnie inną sytuację ekonomiczną w Wielkiej Brytanii i w Czechach tylko inspiracją, a nie instrukcją.Nie ma powodu dłużej zatrzymywać się nad różnicami między naszymi gospodarkami, gdyż są one łatwo zauważalne na pierwszy rzut oka. Nie jesteśmy jednym z najbardziej rozwiniętych krajów świata, nie jesteśmy mocarstwem gospodarczym, nie jesteśmy potęgą finansową (czwarte kryterium Browna dotyczyło wyłącznie tego, jak przyjęcie euro wpłynie na londyńskie City), nie jesteśmy wyspą u wybrzeży kontynentu europejskiego, ale krajem centralnej Europy wbitym klinem w środek kontynentu. Nie mamy szerokich transatlantyckich więzi handlowych ani intensywnych stosunków z krajami byłego Commonwealthu, nie jesteśmy gospodarką rynkową rozwijającą się ewolucyjnie, a zatem bez przerw, od stuleci i tak dalej. Nasze kryteria muszą być zatem odmienne. Podzieliłbym je na trzy główne grupy:

1. Kryteria Browna zostały sformułowane przed powstaniem euro, nie mogły więc skorzystać z żadnych doświadczeń rzeczywistego funkcjonowania tej waluty. My już od pięciu (a właściwie siedmiu) lat nie możemy sobie pozwolić na abstrahowanie od istnienia euro. Dlatego też jedna grupa naszych argumentów musi odnosić się do kwestii, czy euro przyniosło obiecane rezultaty. Czy euroland stał się przestrzenią szybkiego i dynamicznego wzrostu gospodarczego, czy jest – bardziej niż w przeszłości – gwarancją stabilności fiskalnej i walutowej i czy kraje członkowskie strefy dotrzymują własnych reguł. Według mnie odpowiedzi na te pytania zaczynają się od słowa nie, wcale. Dowody empiryczne można zawsze uzupełniać, ale są one powszechnie znane. Nastąpiło spowolnienie wzrostu gospodarczego w okresie istnienia wspólnej waluty, a stan finansów publicznych nie tylko nie poprawił się, ale ostatecznie pogorszył, zaś kryteria z Maastricht – owszem spełniane przed przystąpieniem do strefy, choć w szeregu przypadków spełniane tylko dzięki bardzo kreatywnej księgowości i narodowej sprawozdawczości – w wielu krajach dziś ewidentnie wypełniane  nie są.

Do pierwszej grupy argumentów należy również kwestia, czy od momentu faktycznego (czy księgowego) zainaugurowania euro w roku 1999 do początku roku 2006 doszło – dzięki istnieniu wspólnej waluty i innych procesów unifikacyjnych – do powstania lub przynajmniej jakiegoś postępu na drodze do powstania warunków niezbędnych dla tzw. optymalnej strefy walutowej. Są nimi w szczególności wystarczająco swobodny przepływ siły roboczej oraz elastyczność cen, płac i wszystkich innych wartości nominalnych (przy usztywnieniu kluczowej wartości nominalnej, jaką jest kurs walutowy). I w tym przypadku powiedziałbym, że nie, wcale. Dotyczy to i stosunków między obecnymi członkami strefy euro, jak i ich relacji z nowymi krajami członkowskimi UE.

2. Do drugiej grupy argumentów należy w szczególności odpowiedź na pytanie, czy jesteśmy narażeni na takie same pochodzące z zewnątrz niebezpieczeństwa, egzogeniczne szoki, jak kraje strefy euro, czy zaszła już wystarczająco głęboka konwergencja cyklów gospodarczych i czy struktura naszej gospodarki jest kompatybilna z krajami eurolandu. Jest to w zasadzie pierwszy na liście testów Browna. Dla porządku warto dodać, że chociaż stawiał on to pytanie w roku 1997 w Wielkiej Brytanii, która nie przechodziła wtedy transformacji, również dla niego było istotne. Dla niektórych czytelników będzie to zaskoczenie, ale nie uważam, by dziś to był nasz największy problem. Domyślam się, że poziom konwergencji w tym sensie jest dużo większy niż się spodziewamy i niż myślą ci, którzy wobec nas będą stosować kryteria z Maastricht, a nie nasze kryteria „z Czeskiej Lipy“.

Niemniej jednak do tej grupy należy też coś dużo istotniejszego, a mianowicie argumenty o tym, w jakim stopniu konwergencji przeszkadzają różnice poziomu gospodarczego, poziomu płac, wydajności pracy a szczególnie poziomu i struktury cen. W tym sensie jestem przekonany, że szybkie przyjęcie euro dla czeskiej gospodarki byłoby tragiczną pomyłką. Nie potrafię sobie wyobrazić sensownego usztywnienia kursu na jakimś określonym, dziś dokładnie nieznanym poziomie. Ryzyko związane z usztywnieniem kursu korony na poziomie niekorzystnym oceniam jako niezwykle wysokie i w istocie zbędne. Co więcej, myślę, że dziś nie istnieje jeszcze żaden „właściwy“ kurs.

3. Nie możemy też zapomnieć o jeszcze jednym poziomie argumentacji związanej z całościowym spojrzeniem na formę trwającego właśnie procesu integracji europejskiej. Ostatecznie o stworzeniu strefy zadecydował projekt polityczny – projekt który miał popchnąć Europę w kierunku unii podatkowej, budżetowej i politycznej[2]. W podejmowaniu decyzji o euro nigdy nie dominowała argumentacja wąsko ekonomiczna. Czechy muszą więc zadać sobie pytanie, czy w ich interesie jest uczestnictwo w takim absolutystycznym projekcie unifikacji, czy w ich interesie jest stwarzanie europejskiego superpaństwa, czy raczej chce współtworzyć Unię Europejską jako społeczność dobrowolnie współpracujących państw w oparciu o formułę międzyrządową (na ten temat pisałem w ubiegłym roku w „Lidových Novinách“, „Financial Times“ i „Neue Zürcher Zeitung“)[3]. Moja odpowiedź na te pytania jest całkowicie jednoznaczna i w zasadzie znana.

Podsumowując: kryteria z Czeskiej Lipy to coś zupełnie innego niż kryteria z Maastricht. Tak jak nożyczki mogą przeciąć kartkę papieru tylko wtedy, gdy mają swe obie części, tak i my do kryteriów z Maastricht musimy dołączyć nasze kryteria z Czeskiej Lipy. Ich struktura jest jasna:

   •          Czy wspólna waluta europejska odniosła dotąd sukces? Nie w sensie, czy przetrwała, ale czy przyniosła krajom członkowskim korzyści ekonomiczne?

   •          Czy konwergencja gospodarki czeskiej i gospodarki eurolandu jest wystarczająco duża, nie z punktu widzenia struktury własnościowej, czy branżowej lub typu systemu gospodarczego (stosunek państwa i rynku), ale szeregu parametrów ekonomicznych, przede wszystkim parametrów odnoszących się do cen i płac? Jak wiemy ceny są bowiem kluczowym parametrem ekonomicznym;

   •          Czy życzymy sobie tego, by unia walutowa popychała, czy choćby przyspieszała dalsze procesy integracyjne, czy też nie?

Dopiero odpowiedź na te pytania może być punktem wyjścia dla naszych dalszych decyzji. Oby nasz rząd miał tego świadomość.

 

Tekst ukazał się po raz pierwszy w dzienniku „Lidové Noviny“ z20.01.2006, cyt. za Euro versus koruna. Dilemata jednotné měny v době dluhové krize, Centrum pro Studium Demokracie a Kultury, Brno 2012. Przedruk dzięki uprzejmości Centrum pro Studium Demokracie a Kultury.

Václav Klaus – ekonomista i polityk, jeden z liderów Forum Obywatelskiego w roku 1989, założyciel Obywatelskiej Partii Demokratycznej (ODS), minister finansów a potem premier Czech (1992-1997), od 2003 r. Prezydent Republiki Czeskiej.

Przełożył Artur Wołek



[1] Zob. Berounská kritéria, „Euro“ nr 50/2005.

[2]Zob. moje wystąpienie w Waszyngotonie: The Future of Euro: A View of A Concerned Outsider, CATO Institute, Washington, 20. 11.2003; po czesku V. Klaus, Euro a jeho budoucnost: pohled z budoucí členské země, w: V. Klaus, Rok první, Knižní Klub, Praha 2004, s. 186–194.

[3] V. Klaus, Využijme „období reflexe“ pro vymezení jiné Evropské unie, „Lidové Noviny“, 16.07.2005; V. Klaus, Why Europe Must Reject Centralisation, „Financial Times“, 29.08.2005; V. Klaus, Es ist Zeit, der EU eine solidere Grundlage zu geben, „Neue Zürcher Zeitung“, 30.08.2005.

Další informace