František Xaver Šalda, Czeskość i Europa

1.

 

Tuż o świcie swej historii zakorzeniliśmy się w kulturze zachodniej dzięki temu, że przyjęliśmy obrządek łaciński, a nie bizantyjsko-słowiański. Nie był to wynik naszego położenia geograficznego, owa decyzja była uświadomiona, uzyskana po długiej i żarliwej walce zwolenników obu obrządków. Nasi przodkowie stwierdzili, że w ich ideowej i życiowej praktyce bliższe są im metody zachodnie, metoda intelektualnej pracy, systematycznie logicznej, niż wschodnie. Oznacza to, że podstawą naszej kultury jest rzymska civilitas i chrześcijańska caritas; że stoimy na gruncie rzymskiego prawa i rzymskiej sprawiedliwości, uzupełnionej chrześcijańskim miłosierdziem i chrześcijańską miłością wobec bliźniego – nie na gruncie germańskim, na którym decyduje nie zasada bezosobowa, lecz osobista wola księcia lub przywódcy. Tym samym milcząco odrzuciliśmy wschodnie schizmy, staliśmy się uniwersalistami chrześcijańskimi. Nasza czeskość później rozwijała się koniecznie już w ramach i w kierunku tych idei: dośrodkowo, nie odśrodkowo. Świadomie i celowo pilnowano, aby wyznawane wartości mogły być zawsze i wszędzie sprowadzone do uniwersalnych wartości ogólnochrześcijańskich i cywilizacyjnych.

Co mamy pięknego i znaczącego w naszej poezji średniowiecznej (XIII wiek), w malarstwie czasów Karola IV1, w prozie czasów niedawnych, związane jest całkiem ściśle z Zachodem i nawiązuje zupełnie świadomie do zachodnich nurtów cywilizacji chrześcijańskiej; ale pomimo to, albo i lepiej: właśnie dlatego przejawia się tu bardzo przekonująco własny charakter narodowy, jest on wybierany. Są chwile, choć niedługie, kiedy prowadzimy, i nie byłoby to możliwe inaczej niż dzięki temu, że na ogólnej podstawie cywilizacji łacińskiej doszła do głosu wyraźna odmienność narodowego delikatnego charakteru i prawdziwości intelektualnej oraz emocjonalnej organizacji. I nie jest tak tylko w epoce gotyku, w zasadzie jest tak również w czasach baroku i odrodzenia: nie tylko ulegamy wpływom, ale także czymś oprocentowujemy pożyczki, czymś pomnażamy powszechny kapitał.

 

2.

 

Pod koniec średniowiecza powstają pierwsze narodowe państwa. Francja, Włochy, Anglia konstytuują się w swoim państwowym życiu coraz bardziej nieuniwersalistycznie; ta nacjonalistyczna fala osiąga swój szczyt dopiero dzisiaj: wojna światowa dała początek naszemu i polskiemu państwu jako państwom narodowym. Ale bez wątpienia zenit nacjonalizmu też wkrótce zostanie przekroczony, a uniwersalizm znowu intensywnie dojdzie do głosu. Już teraz się czuje i będzie się czuło potrzebę ujednolicenia sprzeczności nacjonalistycznych wyższą zasadą, uniwersalną. Zasada jedności musi otrzymać to, co jej, jeśli różnorodność nie powinna doprowadzić do rozbicia. Również wielkie potężne państwa narodowe jak Włochy, Niemcy będą musiały prędzej czy później poskromić swój egocentryzm i ukształtować go tak, aby był zgodny z zasadą jednolitości lub harmonii. Zjednoczyć zdobywczo całą Europę Zachodnią, jak w pewnej chwili chcieli pierwsi Habsburgowie, lub pokojowo, jak chciał jeszcze większy Napoleon2, będzie zapewne możliwe z trudem. Dlatego to zjednoczenie będzie, chcąc nie chcąc, coraz bardziej cywilizacyjne, na podstawie powszechnych zasad, prawa i sprawiedliwości.

Dla małych państw i narodów, zwłaszcza dla nas (nie zapominajmy, że jesteśmy w centrum Europy, bez dostępu do morza, a więc w rzeczywistości jesteśmy znacznie mniejsi, niż wskazywałaby na to liczebność naszej ludności), pojawia się kwestia, że musimy swój nacjonalizm świadomie sprowadzać do uniwersalnego mianownika, wyważać go racjonalnie i celowo uniwersalizmem. Robiliśmy to chętnie w średniowieczu, w epoce odrodzenia, więc musimy to robić dziś i jutro. Pewnego dnia może dojść do tego, że staniemy się języczkiem u wag europejskich, że zdecydujemy o zwycięstwie jednego kierunku europejskiego przeciw drugiemu. Wierzę w misję środka w Europie. Oś, wokół której skupiają się i krystalizują światowe wydarzenia, przesuwa się nieznacznie, ale jednak w kierunku od zachodu na wschód. Rosyjski kolektywizm i zachodni indywidualizm nie będą ciągle przeciw sobie najeżone, jak woda i ogień; w przyszłości będą się coraz bardziej mieszać, przecinać, przenikać. Idea syntetyczna, która przejmie to łączenie i pokaże mu drogi, nie skończy się kiepsko. Czy nie mogłaby to być idea środkowoeuropejska, a zwłaszcza nasza? To program kulturalny nie na jeden wiek, lecz na kilka stuleci, i owszem, również na tysiąclecia.

 

3.

 

Istoty czeskości nie da się zamknąć w żadnej formułce. Psychologia to za mało, zaś wszystkie te charakterystyki antytezy, które zostały utworzone, zawodzą. Mówi się o nas, że jesteśmy jak Żydzi albo Japończycy slawizmu, ludzie przeważnie rzeczowi, zaradni i obrotni wyzyskiwacze cudzych odkryć, ludzie dedukcji i kombinacji. Owszem, to ujęcie jest bardzo jednostronne i z pewnością nie dotyka wnętrza naszej istoty. Skąd bowiem rzeczowość, skoro mamy takie zjawiska jak mistrz Třeboňský3, Mácha4, Zeyer5, Březina6, Smetana7 i Janáček8, ludzie o czystej twórczej wyobraźni? Nasza narodowa kultura nie jest epigońska, wyrastała jak każda inna narodowa kultura z rozżarzonego środka naszej istoty. Sielskość w najszerszym tego słowa znaczeniu – człowiek ziemi i pracy na niej – była jego nosicielką i wytwórczynią; bardziej chłop niż szlachcic czy rycerz, mniej też mieszczanin i clericus niż na Zachodzie. Ma to swoje wady i zalety. Zaleta polega na tym, że w życiu kulturalnym wcześniej i w większej mierze niż gdzie indziej brały udział warstwy ludu; wada polega na tym, że owa kultura często zaniedbywała formę, jej uniwersalizm artystyczny i popadała w popularyzującą połowiczność, oświeceniową powierzchowność. Dłuższą i wytrwalszą artystyczną koncentrację utrzymywała dość rzadko; bardziej niż w powieści i dramacie wypracowała przekonujące wartości w liryce. Tu konieczna będzie naprawa poprzez stopniowanie starań o obiektywizm.

 

4.

 

Pozycja dzisiejszej czeskości we współczesnej Europie? Myślę, że nie można o niej wiele powiedzieć, ponieważ nowoczesna czeskość dopiero w naszych dniach boleśnie i po wielkich przeszkodach się krystalizuje. Są jednostki, które przenikły już na Zachód, ale tak było zawsze. Mieliśmy umysły równe Zachodowi, szkolone na Zachodzie i na Zachodzie szanowane. Takiego Matěja z Janova9, czeskich kompozytorów z XVIII wieku, którzy tworzyli bezpośrednie podwaliny pod muzykę klasyczną zachodniej i środkowej Europy. Gdziekolwiek Czech prezentował się dumnie i jasno w pełni swojej oryginalnej istoty, zawsze zaskarbiał sobie szacunek i sympatię zagranicznych krytyków i obserwatorów. Było z nim źle tylko wtedy, kiedy oszalał, kiedy zmienił się w drobnego belfra, albo jeszcze gorzej – w policjanta lub żandarma, w woźnego lub dozorcę, w sługusa czyjejś władzy i w ciemiężcę wolnego życia innych narodów. Na Węgrzech i we Włoszech pewnego razu za czasów austriackiej reakcji, Czesi zostawili po sobie owo żenująco nienawistne wspomnienie. W zarzucie Mickiewicza10 o to, że czeskie odrodzenie było zbyt ostrożne literacko – powiedziałbym, że przez długi czas tylko językowe, niezapłodnione społecznymi i ideowymi wyładowaniami – jest dobra podstawa, której nie można przeoczyć. Polacy i Węgrzy nieco bardziej wojowniczo, romantycznie, bardziej dumnie pojmowali swoją misję jako rycerzy wolności, poetów i buntowników, zdobyli sympatię Europy Zachodniej na długi czas; jeszcze dziś trudno jest ją wykorzenić, zredukować do bardziej rzeczywistych stosunków. Cień drobnomieszczaństwa nadal rozciąga się w wyobrażeniach Europy Zachodniej na postać Czecha, wyobrażenia o nas bywają determinowane nie tylko w ten sposób – a ostatecznie trzeba przyznać, że nie jest to zupełnie bezzasadne. Zatem: nie możemy najpierw wmuszać Europie swojego zlęknionego gustu mozolnej domowej hodowli. Powiedziałem już gdzieś indziej, że przemądrzałość uznaję za grzech dziedziczny czeskiego narodu. Do kanału z tym! I trochę więcej kurażu do prawdziwego rycerstwa i prawdziwego heroizmu. Stać się tym, kim już wprawdzie zaczynamy być i kim już też w przeszłości zawsze byliśmy, przynajmniej w najlepszych chwilach.  

 

Przekład Anna Wanik

 

Pierwodruk: Češství a Evropa, „Šaldův zápisník” 7, Praha 1935, s. 226-231.

 

 

Przypisy

 

1    Karol IV Luksemburski (1316-1378) – król niemiecki i czeski od 1346 r., syn i następca Jana Luksemburskiego. Cesarz rzymsko-niemiecki od 1355 r., kiedy to odbył tzw. wyprawę włoską, zakończoną koronacjami: królewską w Mediolanie i cesarską w Rzymie. W 1365 r. roku koronował się w Arles na króla Burgundii.

2    Napoleon I Bonaparte (1769-1821) – francuski wojskowy i polityk. 9 listopada 1799 r. obalił rządy dyrektoriatu i objął władzę jako konsul, w 1804 r. koronował się na cesarza. Zapisał się w dziejach jako wybitny dowódca i reformator (kodeks Napoleona), ale też z powodu zaborczej polityki zagranicznej, która pogrążyła Europę na wiele lat w wojennym zamęcie, i despotyzmu, jakim charakteryzowały się jego rządy. Pokonany przez koalicję na czele z Anglią i Rosją, zmarł na zesłaniu, na Wyspie św. Heleny.

3    Mistrz Ołtarza z Trzeboni - anonimowy gotycki malarz czeski z przełomu XIV i XV w., którego dzieła zachowały się głównie w południowych Czechach – spośród nich najbardziej znany jest ołtarz z Trzeboni (ok. 1380 r.), utrzymany w tzw. stylu pięknym.

4           Karel Hynek Mácha (1810-1836) – czeski poeta, pisarz i aktor, z wykształcenia prawnik, czołowy przedstawiciel czeskiego romantyzmu, zwolennik idei rewolucji francuskiej, sympatyk powstania listopadowego (udzielał pomocy powstańcom).

5    Julius Zeyer (1841-1901) – czeski prozaik, dramatopisarz i poeta, członek grupy literackiej związanej z pismem „Lumir”.

6    Otokar Březina (1868-1929) – czeski poeta i pisarz, przedstawiciel symbolizmu, nominowany do Nagrody Nobla w dziedzinie literatury.

7    Bedřich Smetana (1824-1884) – czeski kompozytor epoki romantyzmu, właściciel szkoły muzycznej w Pradze, w której chciał promować głównie muzykę czeską.

8    Leoš Janáček (1854-1928) – czeski kompozytor, autor m.in. oper, inspirujący się muzyką ludową, twórca konwersatorium muzycznego w Brnie i dyrygent brneńskiej filharmonii.

9    Matěj z Janova (1350/1355-1393) – czeski ksiądz i teolog reformatorski, kaznodzieja, absolwent uniwersytetu w Paryżu, kanonik praskiej katedry, jeden z ważnych myślicieli dla czeskiej reformacji, z tej racji wzbudzający podejrzenia u swych zwierzchników kościelnych, choć dzięki przysięgom wierności Kościołowi uniknął poważnych reperkusji.

10  Adam Mickiewicz (1798-1855) – polski poeta, więzień carski i zesłaniec za działalność spiskową, współzałożyciel i redaktor „Trybuny Ludu”, wykładowca Collège de France, twórca Legionu Polskiego w czasie Wiosny Ludów, autor m.in. powieści poetyckich: Grażyna, Konrad Wallenrod, dramatu Dziady, a także Sonetów krymskich, Ksiąg Narodu Polskiego i Pielgrzymstwa Polskiego, epopei Pan Tadeusz.

 

František Xaver Šalda urodził się 22 grudnia 1867 roku w Libercu. Pochodził z rodziny urzędnika pocztowego. Podjął studia prawnicze, lecz nie ukończył ich. W 1906 roku uzyskał doktorat na Wydziale Humanistycznym praskiego uniwersytetu. Od 1916 roku był docentem tej uczelni, zaś od 1919 roku profesorem historii literatur współczesnych. Współtworzył czeską encyklopedię Ottův slovník naučný. Redagował czasopisma „Česká kultura”, „Kmen”, „Tribuna” i „Tvorba”, w latach 1928-1937 wydawał „Šaldův zápisník”, publikował także w takich tytułach jak „Literární rozhledy”, „Česká kultura” i „Volné směry”. Uchodzi za twórcę nowoczesnej czeskiej krytyki literackiej. Był współautorem Manifestu czeskiej moderny. Pisywał wiersze i opowiadania, tłumaczył z angielskiego i francuskiego. Znany był jako krytyk marksizmu, autor zakorzeniony w tradycji chrześcijańskiej, rozważający zagadnienia kultury czeskiej w szerokiej perspektywie dziedzictwa europejskiego. Zmarł 4 kwietnia 1937 roku w Pradze. Napisał m.in. Boje o zítřek (1905), Duše a dílo (1913), O nejmladší poezii české (1928) i Jean Arthur Rimbaud, božský rošťák (1930).

 

Utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz Ośrodka Myśli Politycznej. Utwór powstał w ramach konkursu „Forum Polsko-Czeskie na rzecz zbliżenia społeczeństw, pogłębionej współpracy i dobrego sąsiedztwa 2018”. Zezwala się na dowolne wykorzystanie utworu pod warunkiem zachowania ww. informacji, w tym informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o konkursie „Forum Polsko-Czeskie na rzecz zbliżenia społeczeństw, pogłębionej współpracy i dobrego sąsiedztwa 2018”.

Zadanie publiczne współfinansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w konkursie „Forum Polsko-Czeskie na rzecz zbliżenia społeczeństw, pogłębionej współpracy i dobrego sąsiedztwa 2018”

Emanuel Rádl, Zachód i Wschód. Rozważania filozoficzne z podróży

Przedmowa

Szczególnie często wspominałem w Oriencie Rosję. Nie tylko dlatego, że wszędzie spotykałem się z rosyjską emigracją, ani nawet dlatego, że skutki radzieckiej agitacji były wśród Azjatów namacalne. Jednak przeciwieństwo „Rosja i Europa” staje się w Oriencie tylko jednym rozdziałem opozycji „Orient i Europa”. Rosja to nie Orient, nawet gdyby Rosjanie sami chętnie mówili o sobie jako o części Azji; właśnie studia Orientu uczą nas, jak Rosja koniec końców myśli i żyje po europejsku. Jest jednak na najbardziej wschodnim skraju Europy i dotyka kultur azjatyckich; Orient i Zachód w rosyjskiej duszy ze sobą walczą. Jak bardzo buddyjski klasztor przypomina klasztory prawosławne! Jak często uświadamiasz sobie w Oriencie, nieznającym rządów edukacji, zachwyt Dostojewskiego1 nad niewykształconym muzykiem, mistykiem Sołowjowem2, nad anarchizmem Tołstoja3 i wszelką tęsknotą za cierpieniem! A jednak znowu, Rosja w porównaniu do Azji wygląda europejsko! Podczas podróży przez Orient do Chin dotarłem do Charbinu, wielkiego miasta, które kiedyś należało do Rosjan4 i ma wielką kolonię rosyjską wraz z rosyjską dzielnicą, teatrem i szkołami rosyjskimi. Wcześniej przeszedłem przez wiele chińskich szkół i przywykłem już do chińskich twarzy i trochę do sposobu ich życia w szkołach. W Charbinie nagle ocknąłem się w rosyjskiej szkole średniej, o dziwo pięknie wyposażonej: akurat była przerwa; zastępy zaciekawionych dziewcząt tłoczyły się wokół jakiegoś profesora, inne biegały tu i tam, jeszcze inne kupowały pieczywo; chłopcy je gonili, dokazując i nie dbając o poważne miny nauczycieli. Nagle poczułem się jak w domu, zaś drewniane twarze chińskich studentów, które widziałem wcześniej, studentów, którzy się przechadzali z rękami włożonymi w rękawy, jak starzy emeryci, wydawały się być z innego świata. Właśnie takie miasto, jak Charbin, z gwałtownymi kontrastami życia chińskiego i rosyjskiego, poglądowo pokaże obserwatorowi, że Rosja to Europa!

Śledząc, jak studiuje Orient, bardziej poznawałem Zachód, a celem tego tekstu jest naprowadzenie czytelnika na lepsze poznanie naszych zachodnich ideałów, poprzez studia ideałów wschodnich.

Porzuciłem metodę powszechnie przyjętą wśród naukowców, którzy chcieliby podać „neutralny”, „obiektywny”, bezstronny obraz Orientu. Nie jestem romantykiem, który tylko stałby zadziwiony nad głębią wschodniej tajemnicy; nie jestem też pozytywistą, który kompletuje galerię przodków jakiegoś abstraktu, którą nazwał religią. Właśnie przemyślenia o kwestiach zawartych w tym tekście nauczyły mnie, jak romantyzm i pozytywizm są dwiema stronami tego samego stanu myśli, w którym człowiek jest tylko obserwatorem, bez osobistego udziału. Uważam taki obiektywizm za błąd: kto uprzednio przynajmniej pobieżnie nie zna prawdziwej filozofii, idealnej cywilizacji, odpowiedniej religii, ten nie będzie w stanie zrozumieć myślenia ludzi ani czasów. Nazywajcie to dogmatyzmem czy jakkolwiek; niedostatek tego dogmatyzmu jest podstawowym błędem romantycznych i pozytywistycznych teorii o pochodzeniu nauki, filozofii i religii. Wielu wyznaje teorię, że wszystkie religie są relatywnie tak samo właściwe (lub niewłaściwe); studiowanie historii religii i różnych form religii ma potem wyłącznie wartość folklorystyczną. Romantyczna teoria Herdera5 (i Schellinga6), zgodnie z którą w historii religii człowiek nieustannie błądził, nie może po ludzku wyrazić tego, co z zasady jest nadludzkie, że „właśnie dlatego każdy fałszywy ołtarz, który Bogu postawił, jest niewątpliwym znakiem obecności Boga i siły człowieka, by Boga poznać i czcić”; owa teoria i tak zrzeka się krytycznego rozstrzygnięcia, która religia jest właściwa lub właściwsza, jak teoria Spencera7 o nieśpiesznym rozwoju religii od przesądu. Rozwój religii (a także wiedzy, filozofii i cywilizacji) ma sens tylko wówczas, kiedy rozwijało się coś, co jest ostatnim fundamentem religii. Studiowanie rozwoju może mieć tylko jeden cel: by ów sens wyrazić i nim poszczególne stadia rozwoju mierzyć. To, co obowiązuje przy rozwoju, obowiązuje również przy porównawczych studiach religii; relatywizm i ulubiona dziś tzw. tolerancja to jedynie dyletanctwo. Domyślam się, że błędną jest metoda chęci zrozumienia wszelkiej religii dzikiej i religii azjatyckich bez porządnej wiedzy na temat chrześcijaństwa. Tak jak nie można zrozumieć pioruna bez znajomości zasad elektryczności i jak krytyczne nowoczesne stanowisko filozoficzne pozwala nam lepiej ocenić znaczenie filozofii średniowiecznej i starożytnej, niż to było wcześniej możliwe, tak samo znajomość chrześcijaństwa przygotowuje do zapoznania się z innymi wiarami. Czytelnika przyzwyczajonego do dyletanckiego spojrzenia na chrześcijaństwo ten sąd zaskoczy; uważam jednak, że komentarze zawarte w tym tekście przekonają go, że mam rację.

Na Dalekim Wschodzie jeszcze dziś żyją fazy kultury, które królowały u nas w czasach prehistorycznych, w starożytności i w średniowieczu. To jednak wspaniałe widowisko dla podróżnika, kiedy zobaczy, jak ta przeszłość, zniknąwszy dawno z Europy i utrzymawszy się przy życiu tylko w Azji, nawet tam jest na wykończeniu. Żyjemy w czasach ogromnego światowego przewrotu, kiedy liczące cztery tysiące lat kultury chińska i indyjska rozpadają się. Wszędzie w Oriencie miałem żywe wrażenie rozkładu. Mury, kościoły, pałace, ogrody, klasztory sprawiają wyłącznie wrażenie ruin. Państwa orientalne są rozbite; wśród inteligencji panuje radykalizm społeczny i polityczny; życie rodzinne i społeczne jest oderwane od kości, religia jest tam niemal w tak dużym kryzysie jak u nas; próby restauracji buddyzmu są tylko dowodem jego umierania. Niewiara nie jest zadomowiona tylko w Europie i Ameryce; znacznie bardziej jest rozszerzona w Oriencie. Rosyjski bolszewizm religijny wskazuje w zrozumiały sposób nastroje Orientu wobec religii. W ogóle nie wierzę, że Europa i Ameryka są szczególnie niewierzące; nasza krytyka europejska i sceptycyzm nie są w moim osądzie ateistyczne. W dzisiejszych czasach im mniejsze wykształcenie, tym więcej niewiary; rosyjski bolszewizm i antykościelność nie byłyby możliwe, gdyby nie panowała tam niewiara wśród ludzi; kraje prawosławne są mniej wierzące niż protestanckie; Orient z kolei jest, jak się wydaje, jeszcze bardziej niewierzący. Radykalizm turecki w porównaniu do kalifatu jest świadectwem czasów. Nacjonalizm, romantyczne próby odnowienia starych, złotych lat, socjalizm, pozytywizm, wyzwolenie kobiet, wyzwolenie pariasów, kurczowe próby wzbraniania się wobec ducha czasów, to są dzisiejsze kwestie orientalne – czy tylko orientalne? W żadnym razie są to również nasze problemy wczorajsze i dzisiejsze; to problemy światowe. Orient, przeżywając je w ciężkich kryzysach, zbudzi się do kulturalnego życia. Wzdychanie niektórych europejskich pisarzy na temat piękna orientalnego życia, o głębi buddyzmu, filozofii Lao-cy8, o kulturze Japonii i mądrości nauk są tylko echem tęsknoty orientalnej, by pokazać swoje prawo do życia kulturalnego i politycznego, oraz do uczestnictwa w społeczności narodów, są także próbą dobrze rozumianą przez Orient, by owo prawo przed Europą wydobyć.

W utworze tym próbowałem opisać duchowe podstawy orientalnego życia, nieustannie porównując je z naszymi poglądami. W ten sam sposób wyjaśniam potem sobie i czytelnikowi zwłaszcza takie kwestie, które są dziś aktualne, jak stosunek filozofii do mitu, ludu i przywódcy, kościoła i wolnej religii, naturalnej i historycznej religii, znaczenia historii dla wykształcenia.

 

Małość Czechosłowacji a rozległość świata

Siedziałem na pokładzie statku i przypominałem sobie z kilkoma przypadkowymi znajomymi dom oraz cel podróży. Wokół nas bawiły się dzieci, przechadzali się misjonarze (najzwyklejsi podróżnicy na Dalekim Wschodzie), debatowali handlowcy i angielscy urzędnicy, jadący gdzieś do Australii; chwilami przechodziła grupa małych, czarnych żeglarzy cejlońskich. Za krawędzią łodzi jest dalekie, nieskończone morze, po którym płyniemy dni i tygodnie. Pamiętam ten nastrój, kiedy byliśmy na statku, w taki sam sposób straceni na bezkresnym oceanie; nasze nowe państwo też jest takim statkiem na rozległym morzu. Niepozorną łódką! Jak ogromny jest w porównaniu do niej świat! Skąd w nim nasza łódka płynie i dokąd? My w domu nie uświadamiamy sobie tego ograniczenia i zatracenia oraz wielkości świata; nam się wydaje, jakbyśmy żyli na świecie sami, a to, co jest za gminą Podmokly czy za Koszycami wydaje nam się cieniem rzeczywistości: również Chińczycy, Rosjanie i Anglicy wierzą, że to właśnie oni są sami na świecie; ile takich osamotnionych centrów jest na świecie [...]

Za granicami Europy wkrótce odwykniemy od nazwy Czechosłowak; w Azji i w Ameryce nazywają nas Europejczykami. Dla nas to niezwykła nazwa; Europa oznacza dla nas obszar, o którym mówi się na geografii, ale poza tym oznacza dla nas, Europejczyków, tyle tylko, co kosmopolita, co obywatel żadnego państwa. Poza Europą jednak trzeba się przyzwyczaić, że europejskość to wszystko, co ma treść kulturalną lub polityczną: tak jak my mówimy o Indiach czy Stanach Zjednoczonych, tak zagranica mówi o Europie, rozumiejąc określenie Czechosłowak tak, jak my rozumiemy słowo Kansańczyk; to, że nie uświadamiamy sobie własnej europejskości zagranicy nie przeszkadza. Przecież Hindusi tylko powierzchownie i dopiero w ostatnich dziesięcioleciach uświadamiają sobie, że są Hindusami, a nie tylko Bengalczykami, Nepalczykami itd. Kiedy raz po raz przypomina się nam europejskość, trzeba się nad nią zastanowić. Przychodzą na myśl słowianofilskie uwagi, które stawiały Rosję przeciw „Europie”; skąd nawet przykładowo słynna książka Masaryka9 ma swój tytuł. Między Rosją i Europą podobno jest przepaść, uczą słowianofile, a my, Czesi, podobno należymy (jak uczą nasi słowianofile) duchem do Rosji; czy nie jesteśmy więc Europejczykami? Ba, jesteśmy. Przynajmniej tak czułem, że Chińczycy nas źle rozumieją, szukając Czechosłowacji gdzieś w Rosji.

We wspomnianych panslawistycznych teoriach przez Europę rozumiano wprawdzie rozum i naukę, zaś przez Rosję – instynkt; europejski rozum przeciw rosyjskiemu uczuciu itd. Takie teorie mieszkaniec Azji przypomni sobie nie tylko dlatego, że nauczył się w domu łączyć je z pojęciem europejskości, ale również dlatego, że słyszy je także w Azji, tylko zamiast Rosji mówi się tam o Indiach, Japonii, Oriencie w ogóle, który jest podobno emocjonalny, instynktowny, kochający sztukę w sposób naturalny, który jest bliski przyrody itd., jak rosyjscy romantycy mówili o Rosjanach, niemieccy pangermańscy filozofowie o Niemcach i jak nasi romantycy powtarzali po jednych i drugich. W całym Oriencie słyszy się mowę o Europie brutalnej, zarozumiałej, o jej sztucznej i pochodnej cywilizacji, o europejskim materializmie i egoizmie, a w opozycji do tego o Oriencie naturalnym, prostym, kochającym sztukę, pobożnym, idealistycznym, naturalnie braterskim, instynktownym, cierpliwym, ludzkim itd. Mnie takie słowa, które dotychczas łączyłem z panslawizmem i pangermanizmem, dotykały. Czy naprawdę my Europejczycy jesteśmy tacy źli, zepsuci, zdegenerowani, brutalni, materialistyczni itd., jak nas ku swej uciesze malują mieszkańcy Orientu? A jeśli nie, jaki sens ma ta teoria?

Będę analizować różnice między Europą i Orientem w tym tekście. Uderzyło mnie jednak, jak nie tylko Orient, ale również Ameryka patrzy na Europejczyków z góry. Nie wierzę w romantyczną teorię o brutalnej i materialistycznej Europie, teorię, o której ostatecznie niewiele słyszy się w Ameryce, choć Ameryka ocenia Europę jeszcze surowiej. Europa nie cieszy się dobrą opinią na świecie i obawiam się, że słusznie. W domu nie uświadamiamy sobie, jak europejskie spory, zwłaszcza spór Francji z Niemcami wygląda lokalnie poza Europą, ani jak bardzo jałowy i bezideowy jest dla świata. W Indiach znowu raz po raz porównywano ten spór do sporu dwóch indyjskich plemion, o których nawet nie wiemy, że istnieją; dla europejskich granic państwa i sporów językowych Hindusi nie znajdują sensu; Ameryce jawimy się jako Włochy w epoce renesansu, kiedy poszukiwacze przygód trzymali poszczególne włoskie miasta i kiedy Wenecja i Piza oraz Rzym walczyły o każdą wieś, zjednoczonych Włoch jednak nie widząc. Tę europejską błahostkę, których jest u nas w kraju pełno, człowiek w pełni sobie uświadamia dopiero wtedy, kiedy wyjedzie daleko z ojczyzny i usłyszy, jak się mówi o niej w świecie jak o rzeczy oczywistej i jak nad rozpadem Europy machnie się tylko ręką. A zatem: co to znaczy, że jestem Europejczykiem i do czego europejskość mnie zobowiązuje?

 

Orient i komunizm

Dla wielu myślicieli poprzedniego wieku ścierają się ze sobą dwie wiary: wiara w wykształcenie, filozofię, naukę, uświadomienie, ustawę, organizację, postęp ludzkości, z wiarą w dziecinną prostotę, wiejską naturalność, radość z prostego życia, w instynkt, w czyste serce, w anarchizm, złoty wiek przeszłości. Również z marksizmu da się wywieść tę walkę uświadomienia i romantyzmu, wzburzonego przeciw oświeceniu: z jednej strony fatalistyczna wiara i siły gospodarcze, które podobno są ostatnimi i jedynymi prawdziwymi popychającymi siłami dziejów, wiara w moc twórczą instynktu masowego, któremu w edukacji naukowcy tylko przeszkadzają, negacja państwa, moralności, religii i wszelkiej „ideologii”, radykalne lekceważenie tradycji i przecenianie rewolucjonizmu, z drugiej zaś podkreślanie naukowości materializmu historycznego, który jest teorią socjologiczną; głoszenie potrzeby uświadamiania, które wyrwie proletariat z instynktownego wrażenia do świadomego zrozumienia jego zadań, wiara w organizację i rozwojowe pojęcie marksizmu jako kulminacji koncepcji, która od dawna była przygotowywana.

Który z tych dwóch Marksów10 ma rację? Jeden chce zreorganizować ludzkie społeczeństwo; chce zrozumieć jego rozwój, oddziaływać przy pomocy oświaty, Kanta11, ekonomistów, Hegla12, właściwego sensu dziejów, wytwarzać program naukowy do dalszej pracy. Ten Marks spogląda na Zachód: mówi o demokracji, powszechnym prawie do głosowania, Anglia jest dla niego wzorem, wykształcenie robotników środkiem, zaś uświadomiony komunizm („komunizm dobrobytu”) celem. Drugi Marks mówi o masach wykluczonych, głodnych jak twórcza siła dziejów, wyśmiewa wiarę w ideały i wierzy, że rewolucja przyjdzie chcąc nie chcąc. Z tego Marksa przemawiają mroczne instynkty Wschodu. „Tradycje wszystkich minionych pokoleń mocno uciskają dzisiejsze pokolenie”[1] – napisał i szukał możliwości wyswobodzenia się z tego; którą drogę do wolności wybrać? Jedni chcą tę przeszłość studiować, zrozumieć, krytykować i przezwyciężyć i tak posunąć się naprzód, jak wyrósł Rzym z Grecji, średniowiecze ze starożytności, nowożytność ze średniowiecza, protestantyzm z katolicyzmu, nauka z przesądu. To jest droga zachodnia. Wschód, nie znając przeszłości, nie solidaryzuje się z nią, nie potrafi inaczej, niż fatalistycznie się jej podporządkować lub gwałtownie ją wymazać.

Spór tutaj nie dotyczy rewolucji czy reformy; obie drogi mogą (ale nie muszą) prowadzić do rewolucji; spór dotyczy samego sensu rewolucji; na Zachodzie rewolucja jawi się jako wykorzystanie wszystkich ideowych sił, uzyskanych doświadczeniem przeszłych czasów, jako postęp w realizacji najlepszych ideałów, które od początku edukacji budziły się w głowach naszych przywódców. Na Wschodzie panuje domniemanie, że świat jest wiecznie taki sam: dzisiejsze stosunki społeczne są ponoć nienaturalnym skrzywieniem rzeczywistości; wystarczy je rozbić, a rajska rzeczywistość pojawi się sama.

W rosyjskim komunizmie znajduje się silny element przedwojennej niechęci Wszechrusi wobec zachodniego wykształcenia (niechęci, którą żywił zarówno Dostojewski, jak i Tołstoj) i wiary w prymitywizm rosyjski. Wyjątkowy jest orientalny sposób pisania komunistycznych listów, w których Europa jawi się jako stracona, ponieważ jest „przegniła kapitalizmem”, gdzie nie mówi się inaczej niż o europejskim (i amerykańskim) imperializmie i kapitalizmie, raczej z lekceważeniem pisze się o europejskiej literaturze, filozofii, nauce, polityce, gdzie ogólnie potępia się wojnę światową, bez względu na to, kto i z jakim planem ją prowadził, gdzie ideały narodowe rozumiane są tylko jako wyjątkowa forma imperializmu, gdzie nie ma zrozumienia ani dla konferencji waszyngtońskiej13, ani dla starań MacDonalda14 na rzecz pokoju, gdzie pracuje się tylko na podejrzeniach i destrukcji, gdzie nie oczekuje się zwycięstwa dzięki lepszemu poznaniu prawdy, ile raczej od przemocy (rewolucji).

Również wśród socjalnych demokratów było i jest rozszerzane powszechne potępianie cywilizacji, jako przeżytku romantyzmu, z którego powstała demokracja; wśród komunistów opór wobec cywilizacji jest niemal prawdą wiary.

Zwracałem w tekście uwagę na to, jak bardzo Orient nie jest w stanie pojąć filozofii krytycznej; jak rządzi tam z jednej strony mistycyzm i mit, z drugiej pokrewny im ateizm, pozytywizm i materializm. Orientalny opór wobec Europy jest w istocie niechęcią uznania krytycznego myślenia: nie istnieje mniej orientalny człowiek niż Kartezjusz15, Locke16, Kant. A więc również Rosja radziecka oburzyła się przeciwko temu myśleniu, zastępując je materializmem. Nie dajmy się zmylić fantazjami o orientalnej filozoficznej głębi: nic dziwnego, że materializm tak łatwo opanował rosyjskie myślenie, również znane ze swej „głębi”? Komunistyczny materializm jak dwie krople wody przypomina „idealizm” rosyjskich emigrantów dla tego, kto potrafi obserwować.

Ziemia, z której rozwinął się rosyjski komunizm, przypomina stosunki orientalne: zarówno absolutyzm, jak i bieda oraz niewykształcenie ludności, ludność przeważnie wiejska, słabość burżuazji i raczkujący przemysł, prymitywny anarchizm, królowały w przedwojennej Rosji tak jak w Oriencie. Nic dziwnego, że hinduski anarchista Gandhi17 wybrał na nauczyciela akurat Tołstoja.

Komunistyczna niechęć do Europy natrafiła w Oriencie na naturalny grunt: tam słowo kapitalizm naturalnie utożsamia się z „białością” (nie dbając o to, że także socjalizm i komunizm są tak samo „białe”) i przeciw temu kapitalizmowi i imperializmowi stawia się konieczność rządów miejscowych, biednych robotników i rolników. W Oriencie trudno również zrozumieć rosyjskie rozumienie socjalizmu, że socjalizm nie jest, jak się u nas uważa, wytworem teorii, efektem postępu ludzkości, stopniem do osiągnięcia wyższej organizacji społeczeństwa, lecz że rosyjski świat i obszczyna, prymitywne formy gospodarki, już są socjalizmem, który jest naturalnym stanem ludzkości, skażonej przez agresywnych kapitalistów, i wystarczy tych brutali usunąć ze świata, wygnać z kraju i raj sam powróci na ziemię. Dlatego rosyjska niechęć do zachodniego kapitalizmu i imperializmu ma naturalną analogię we wschodniej niechęci do Białych. Rosyjscy komuniści prowadzą w Oriencie agitację w żadnym razie nie socjalistyczną, lecz antyeuropejską, antyamerykańską i antyjapońską. Na kongresie narodów Dalekiego Wschodu, który zwołano w 1922 roku w Moskwie, mało mówiono o programie socjalistycznym. Już skład tego kongresu wskazuje na jego tendencję, rekrutowano spośród wszystkich obozów politycznych, o ile tylko było się przeciw Europejczykom i Japończykom. Na zjeździe przemawiał Zinowjew18: politycznie, absolutnie nie socjalistycznie. W Europie i Ameryce panuje podobno wyłącznie imperializm: traktat brzeski, wersalski, konferencja waszyngtońska, podstępny imperializm Wilsona19. Od takiego Zachodu Azja nie może niczego oczekiwać. Azja jest uciskana przez Europę i do tego ucisku dołącza Japonia. Komunistyczna Międzynarodówka chce wspierać walkę o wolność uciskanych narodów. Następny mówca wręcz ogłosił to makiaweliczne hasło: „Poprzemy każdy ruch narodowo-rewolucyjny, ale tylko wtedy, jeśli nie obróci się przeciwko ruchowi proletariatu”. […]

Praktycznie program ten oznacza walkę lokalnego braku wykształcenia i zacofania przeciw ideałom Zachodu. Program wspierania przez komunistów starań Chińczyków, Koreańczyków, Hindusów o samostanowienie elementarnie różni się od naszego, zachodniego rozumienia samostanowienia narodów: w pojęciu komunistycznym idea narodowościowa to tylko naturalny instynkt wyjściowy, któremu trzeba umożliwić realizację i który jest duszony przez kapitalistyczną przemoc; komunistom nie zależy na tym samostanowieniu, jest im obojętne i widzą w nim tylko broń przeciwko „kapitalizmowi”; na Zachodzie idea narodowościowa jest wynikiem długiej pracy kulturowej, bez której jest niemożliwa; według naszych poglądów, niewykształcone plemiona nie mają wymogów narodowościowych, według ideologii komunistycznej mają „to samo” prawo do samostanowienia, co narody cywilizowane.

Komuniści są w Azji przywódcami starań antycywilizacyjnych; niechęć do Zachodu stawia ich w jednym szeregu z orientalnym szowinizmem. To duży błąd, którego efekty przyszłość z pewnością pokaże.

 

Europa i Ameryka posunęły się w cywilizowaniu najdalej

Cywilizacja to nie materia; nie są to ani maszyny, ani książki, nie jest to też rasa; cywilizacja to ideał, cel, poziom życia, którego pragną ludzie, którym mierzą swoje sukcesy i porażki, przyznając, że mają doścignąć ideał, ale nigdy tego nie osiągną. Cywilizacja chce być właściwa, być ustawą dla wszystkich, ogólnoludzka, moralna. Nie jest ani angielska, ani francuska, ani europejska, ani amerykańska, nie jest też cechą jakiejś epoki; poszczególne narody jednak mniej więcej ją sobie przybliżają, uznając jej konieczność i nadrukowując swoje barwy narodowe. Ideałem cywilizacji jest uświadomione życie, a zatem także wyzwolenie od przesądu, krytyczność, systematyczność, naukowość, nawiązywanie do przeszłości, aktywny optymizm, zmysł przywódczy, indywidualizm, wiara w moc wychowawczą, osobistą odpowiedzialność, ocenę literatury, sztuki i filozofii, wiara w postęp realizowany na drodze drobnej pracy.

Nikt nie osiągnął ideału cywilizacji; Europie do tego daleko; codziennie wielokrotnie grzeszy przeciw niemu, ale stara się (z pewnością niedostatecznie) go osiągnąć. Przez Europę i Amerykę przetoczyła się wojna o cywilizację, walka wprawdzie bardzo brzydka i błaha – ale w której wojnie by nie było grzechów i porażek? Mówiąc o cywilizacji w Europie i Ameryce nie twierdzimy, że te dwie części świata są z jakichś powodów predestynowane do bycia piewcami cywilizacji. Rację ma Orient, kiedy skarży się na wypowiedzi, że cywilizacja jest „nasza”, że my jesteśmy powołani do tego, aby ją chronić, dbać i przekazywać dalszym rasom;
z faktu, że cywilizacja rozwinęła się w Europie nie płyną dla Europy żadne przywileje i nie wynika z tego, że cywilizacja zawsze będzie hasłem tych krajów. Nie jest jednak przejawem zarozumialstwa odkrycie, że cywilizacja rozwinęła się w Europie, absolutnie nie w Azji; tak samo jak nie jest zarozumialstwem dla Anglika ani upokorzeniem dla nas, że Anglik Newton20 odkrył teorię grawitacji, a nie my; nie jest wstydem dla nas, że Grek Arystoteles21 rozwinął filozofię, którą nadal pod wieloma względami uznajemy. Upokorzeniem byłoby wyłącznie przyznanie, że nie jesteśmy w stanie zrozumieć Newtona, zaś Arystotelesa musimy przyjąć bez krytyki. Przecież każda konkretna osoba i tylko konkretny naród mógł w konkretnym przypadku coś konkretnego przeprowadzić, zaś milionom pozostałych nie pozostaje nic innego, jak uznać ów cudzy sukces; w uznaniu cudzych zdobyczy zawiera się pewien ważny rys cywilizacyjny, jak zobaczymy. Tak jest również z cywilizacją w Europie i Ameryce; fakt, że się tam rozwinęła, nie jest ani przywilejem dla jednych, ani upokorzeniem dla drugich.

 

Przekład Anna Wanik

 

Pierwodruk: Západ a Východ. Filosofické úvahy z cest, Praha 1925, s. 3-7, 11-15, 269-273, 316-330, 394-402.

 

 

Przypisy

 

1              Fiodor Dostojewski (1821-1881) – rosyjski powieściopisarz, uznawany za mistrza realistycznej prozy psychologicznej. W 1849 r. aresztowano go za udział w kółku pietraszewców i skazano na karę śmierci, następnie tuż przed egzekucją ułaskawiono, zamieniając wyrok na 4 lata katorgi i służbę wojskową. W 1859 r. Dostojewski wrócił do Petersburga. Napisał m.in. Wspomnienia z domu umarłych (1860-1862), Notatki z podziemia (1864), Idiotę (1868), Biesy (1871-1872) i Braci Karamazow (1879-1880).

2              Władimir Sołowjow (1853-1900) – filozof i poeta rosyjski, myśliciel prawosławny, mesjanista i słowianofil, autor m.in. Krizis zapadnoj fiłosofii: protiw pozitiwistow (1874), Istorija i buduszcznost’ tieokratii (1887) i Kratkaja powiest’ ob Antichristie (1899).

3              Lew Tołstoj (1828-1910) – rosyjski pisarz, w młodości żołnierz armii carskiej, później poza pisarstwem zajmował się działalnością społeczną i pedagogiczną, autor m.in. powieści Wojna i pokój (1863-1869), Anna Karenina (1873-1877), Zmartwychwstanie (1899) oraz licznych opowiadań, m.in. Śmierć Iwana Ilicza (1886).

4              Harbin powstał pod koniec XIX wieku jako osada, założona w związku z budową Kolei Wschodniochińskiej. Rozwinął się szybko jako miasto handlowe, zamieszkane przez przedstawicieli wielu narodowości. Po rewolucji bolszewickiej osiedlili się tam w dużej liczbie uchodźcy z Rosji. Obecnie jest stolicą chińskiej prowincji Heilongjiang.

5              Johann Gottfried Herder (1744-1803) – niemiecki pastor, filozof, pisarz, odegrał istotną rolę w rozwoju niemieckiej idei narodowej, napisał m.in. Ideen zur Philosophie der Geschichte der Menschheit(1784-1791).

6              Friedrich Wilhelm Joseph von Schelling (1775-1854) – niemiecki filozof, jeden z najważniejszych przedstawicieli klasycznego idealizmu niemieckiego, propagator romantyzmu. Wykładał na uniwersytetach w Jenie, Würzburgu, Erlangen i Berlinie. Napisał m.in. Über die Möglichkeit einer Form der Philosophie überhaupt, (1794),Vom Ich als Prinzip der Philospohie oder über das Unbedingte in menschlichen Wissen (1795), Briefe über Dogmatismus und Kritizismus(1796), System der transcendentalen Idealismus (1800), Bruno oder über das göttliche und natürliche Prinzip der Dinge (1802), Philosophische Untersuchungen über das Wesen der menschlichen Freiheit und die damit zusammenhängenden Gegenstände (1809), Philosophie der Offenbarung (1841-1843). Wywarł duży wpływ na polskich myślicieli, m.in. Józefa Gołuchowskiego, Józefa Kalasantego Szaniawskiego, Maurycego Mochnackiego i Bronisława Trentowskiego.

7              Herbert Spencer (1820-1903) – angielski filozof i socjolog, liberał, współtwórca doktryny ewolucjonizmu społecznego i organicyzmu, autor m.in. First Principles of a New System of Philosophy(1862), Principles of Biology(1864) i The Man versus the State (1884).

8              Lao-cy, Laozi (VI (?) w. p.n.e.) – chiński filozof, postać półlegendarna, domniemany twórca taoizmu, uważany za autora traktatu Daodejing.

9              Zob. biogram przy jego tekście.

10         Karol Marks (1818-1883) – filozof niemiecki, ekonomista, twórca marksizmu, współzałożyciel Pierwszej Międzynarodówki, autor m.in. Der 18. Brumaire des Louis Bonaparte (1852), Zur Kritik der politischen Ökonomie (1859) i Das Kapital (1867).

11         Immanuel Kant (1724-1804) – niemiecki filozof, związany z Królewcem i tamtejszym uniwersytetem, gdzie był profesorem logiki i metafizyki, twórca tzw. idealizmu transcendentalnego, jednego z najbardziej wpływowych nurtów filozoficznych, autor m.in. Allgemeine Naturgeschichte und Theorie des Himmels (1755), Kritik der reinen Vernunft (1781), Grundlegung zur Metaphysik der Sitten (1785), Kritik der praktischen Vernunft (1788), Die Religion innerhalb der Grenzen der bloßen Vernunft (1794) i Zum ewigen Frieden (1795).

12         Georg Wilhelm Friedrich Hegel (1770-1831) – filozof niemiecki, przedstawiciel niemieckiego idealizmu, dyrektor gimnazjum w Norymberdze (1808-1816), wykładowca Uniwersytetu w Heidelbergu (1816-1818) i Uniwersytetu w Berlinie (od 1818 r.), autor m.in. Phänomenologie des Geistes (1806), Wissenschaft der Logik(1812-1816) i Enzyklopädie der philosophischen Wissenschaften im Grundriss (1817).

13         Między 12 listopada 1921 a 6 lutego 1922 r. odbyła się w Waszyngtonie konferencja międzynarodowa mająca uregulować sytuację na Dalekim Wschodzie i Oceanie Spokojnym, a także kwestie zbrojeń morskich. Jej główne ustalenia zawarto w tzw. traktacie waszyngtońskim (podpisanym 6 lutego 1922 r.), ustalającym limity tonażu i proporcje flot wojennych USA, Wielkiej Brytanii, Japonii, Francji i Włoch.

14         James Ramsay MacDonald (1866-1937) – polityk Partii Pracy szkockiego pochodzenia, premier Wielkiej Brytanii w 1924 r. oraz w latach 1929-1935. Od 1931 r. stał na czele tzw. rządu narodowego składającego się z konserwatystów, liberałów i kilku laburzystów, za ten fakt został wydalony z macierzystej partii. Współtworzył Narodową Partię Pracy.

15         Kartezjusz, René Descartes (1596-1650) – francuski matematyk, filozof i fizyk, jeden z najwybitniejszych uczonych XVII wieku, autor słynnej maksymy „myślę, więc jestem”.

16         John Locke (1632-1704) – angielski filozof, myśliciel polityczny i lekarz, twórca klasycznego empiryzmu w teorii poznania, zwolennik liberalizmu w polityce i religii, opartego na teorii umowy społecznej, autorm.in. A Letter Concerning Toleration (1689), Two Treatises of Government (1689), An Essay Concerning Human Understanding (1690).

17         Mahatma Gandhi (1869-1949) – hinduski przywódca, kluczowa postać dla uzyskania niepodległości przez Indie, propagator pacyfizmu.

18         Grigorij Zinowjew (1883-1936) – działacz bolszewicki, członek Biura Politycznego KC partii bolszewickiej, skazany na śmierć w pokazowym procesie w ramach czystek stalinowskich.

19         Thomas Woodrow Wilson (1856-1924) – amerykański politolog i polityk Partii Demokratycznej, rektor Uniwersytetu w Princeton, prezydent USA (1913-1921), twórca tzw. 14 punktów Wilsona z 1918 r. – programu uczynienia Europy sprawiedliwszą, co miało zapewnić jej pokój. Za działania na rzecz utworzenia Ligi Narodów w 1919 r. otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla.

20         Isaac Newton (1642/1643-1726/1727) – angielski fizyk, matematyk, historyk, filozof, alchemik i teolog, autor słynnego dzieła Philosophiae naturalis principia mathematica (1687), zawierającego prawo powszechnego ciążenia i prawa ruchu, kluczowe dla mechaniki klasycznej, uczeń i wykładowca Uniwersytetu w Cambridge, prezes Royal Society, członek angielskiego parlamentu.

21         Arystoteles (384-322 p.n.e.) – filozof grecki, uczeń Platona, wychowawca Aleksandra Macedońskiego, twórca szkoły filozoficznej Likejon, autor pism odgrywających olbrzymią rolę w rozwoju filozofii, etyki i polityki (m.in. Metafizyka,Etykanikomachejska,Polityka).

 



[1]     Cytat za autorem (tłum.)

 

Emanuel Rádl urodził się 21 grudnia 1873 roku w miejscowości Pyšely w rodzinie drobnego przedsiębiorcy. Po liceum wstąpił do nowicjatu augustianów, ale po dwóch latach zrezygnował z życia zakonnego, porzucił też katolicyzm na rzecz protestantyzmu. Studiował biologię na Uniwersytecie Karola i Ferdynanda w Pradze, gdzie podjął pracę jako adiunkt. Pracował także jako nauczyciel w szkołach w Pilznie, Pardubicach i Pradze. W 1904 roku habilitował się, zaś w 1919 roku został profesorem zwyczajnym praskiego uniwersytetu. Zajmował się filozofią przyrody i historią nauk przyrodniczych. Był też znany jako czołowy przedstawiciel czechosłowackich kręgów protestanckich w dobie Pierwszej Republiki. Pozostawał pod dużym wpływem T. G. Masaryka. Pisał o kondycji Europy, demokracji i nacjonalizmie, będąc jego krytykiem. W 1922 roku udał się w podróż po Azji i Ameryce. Zainspirowała go ona do rozważań o Wschodzie i Zachodzie – ich cywilizacji i rzeczywistości politycznej i społecznej. Był zaangażowany w życie społeczne, m.in. współtworzył czeski oddział YMCA. W os­tatnich latach życia z powodu choroby musiał wycofać się z działalności publicznej. Zmarł 12 maja 1942 roku w Pradze. Napisał m.in. Dějiny vývojových teorií v biologii 19. století (wyd. po niemiecku 1905, po czesku 1909), Západ a Východ. Filosofické úvahy z cest (1925), Válka Čechů s Němci (1928), O německé revoluci (1933), K politické ideologii sudetských Němců (1935) i Útěcha z filosofie (1946).

Utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz Ośrodka Myśli Politycznej. Utwór powstał w ramach konkursu „Forum Polsko-Czeskie na rzecz zbliżenia społeczeństw, pogłębionej współpracy i dobrego sąsiedztwa 2018”. Zezwala się na dowolne wykorzystanie utworu pod warunkiem zachowania ww. informacji, w tym informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o konkursie „Forum Polsko-Czeskie na rzecz zbliżenia społeczeństw, pogłębionej współpracy i dobrego sąsiedztwa 2018”.

Zadanie publiczne współfinansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w konkursie „Forum Polsko-Czeskie na rzecz zbliżenia społeczeństw, pogłębionej współpracy i dobrego sąsiedztwa 2018”

Hubert Gordon Schauer, Nasze dwa problemy

Jaka jest nasza podstawowa wada: żyjemy z dnia na dzień!

Nasza polityka nie dzieje się inaczej, jak od przypadku do przypadku, co najwyżej, że gdzieś tam w jakimś artykule wprowadzającym przypomnimy sobie nasze podstawowe potrzeby, sformułujemy życzenia, których spełnienie według naszej opinii całkowicie by nas zaspokoiło, czyli zabezpieczyło nasze egzystencjalne wymagania narodowe w ramach państwa takiego, jakim jest Austria. Równouprawnienie językowe, autonomia (decentralizacja), konstytucyjne uznanie korony św. Wacława, możliwie jak największe kompetencje Landtagu... w tych słowach zawiera się nasz stały program. Jednak większe szczegóły nam się w tych kwestiach nie przejawiają.

Czym właściwie w praktyce ma być to nasze „historyczne prawo”, jak mamy pojmować związek między konstytucją XVI oraz XVII wieku a rzeczywistymi potrzebami i aspiracjami XIX i początków XX wieku? Jakie konsekwencje będzie miało użycie autonomii, jak mają się dzielić wąskie i jeszcze węższe jednostki polityczne wewnątrz korony, kraju itp.?

Oprócz tych zagadnień są także inne kwestie, na przykład jak miałyby zostać utworzone i dostosowane stosunki ekonomiczne kraju i korony, jak mogłaby się organizować produkcja krajowa, relacje z innym mocarstwem, z sąsiadami, z rynkiem światowym, jak mielibyśmy potem wyobrażać sobie niezależność ekonomiczną, nierzadko i celną indywidualność, jakimi środkami najlepiej byłoby to osiągnąć itd. – niezliczone pytania, które dzisiaj, z początkiem 1887 roku, są w ogóle niepotrzebne: my nawet ich nie zadajemy. Owszem kilka lat wcześniej, w 1871 roku, a w nagłej potrzebie i nawet w 1879 roku, możliwe, że w sposób bardzo powierzchowny i delikatny, ale przynajmniej je zadawaliśmy – więc mamy postęp! Żyjemy dzień po dniu.

Zadane pytania są bardzo ważne; są fundamentalne, jeśli chodzi o teraźniejszość i najbliższą przyszłość, a mogą i stać się aktualne w zmieniających się warunkach politycznych (zob. Hohenwart1). Ale naród, jakkolwiek realnie żyjący jedynie w teraźniejszości, patrzeć musi przecież stale i nieuchronnie w przyszłość, każdy krok jego musi być zgodny z przyszłym celem. Jakie jest zadanie naszego narodu? Czy mamy konkretny cel i czy jesteśmy w stanie go osiągnąć?Pytanie to ma ogromny zasięg. Czy wystarczy, jeśli według statystycznych sprawozdań tyle i tyle milionów [ludzi] mówi danym językiem, jeśli ta masa ma jakąś organizację i hierarchię, jeśli pisze się tym językiem – literatura – uprawiana jest tutaj muzyka, sztuka, teatr, organizowane są spotkania i uroczystości, a z sąsiadami żyje się tutaj różnie, w przyjaźni lub w nieporozumieniach, w zgodzie zarówno ze stałymi poglądami, jak i chwilowymi nastrojami? Bynajmniej, to nie wystarczy; na ten z zewnątrz na pierwszy rzut oka dobrze funkcjonujący mechanizm mówi się naród, natomiast w oczach myślicieli powyższy obraz społeczeństwa na miano narodu nie zasługuje. O tym trzeba powiedzieć, chociaż dotknęliśmy tym dużą część naszych współczesnych poglądów. Tylko tam jest bowiem naród, gdzie istnieje solidny, nieprzerwany i niezakłócony związek między przeszłością, teraźniejszością i przyszłością, gdzie istnieje prawdziwe wewnętrzne prawo rozwoju, gdzie jest wspólny duch i cel. Bez ideału, bez świadomości moralnego wyzwania – narodu nie ma.

Jaka jest zatem nasza misja w historii ludzkości? Jako jednostka nie istniejemy tutaj sami dla siebie, musimy być bowiem wzbogaceniem pojęcia gatunku ludzkiego, tak aby naród sam dla siebie nie istniał.

Czy naród czeski istnieje po to, by jak piwonia w osamotnieniu zakiełkował, zakwitł i zwiądł, czy aby pośredniczył między swym otoczeniem, na przykład był przejściem między romano-germańskim Zachodem a słowiańskim Wschodem?

Czy jest powołany do stworzenia własnej nowej kultury, zupełnie nowego źródła ciepła i światła? Ale czy nasze środki są wystarczające? Tylko czy jest to pojęcie zgodne z całą naszą przeszłością? W tym całym naszym biegu historii nie byliśmy w zbyt bliskim, nierozerwalnym związku z Zachodem, a chcielibyśmy wykorzystać mało istotny wyraz, odłam niemieckości? Czyż nie nadszedł zatem lub też nie nadchodzi właśnie moment, w którym skumulowany zasób uśpionej energii zaczniemy różnorodnym drżeniem przenosić na świat słowiański? Czyż ten świat już wcale nie potrzebuje naszego pośrednictwa, nie przybliżył się już
z większym porozumieniem Europie? My nie możemy zaś zająć uzasadnionego miejsca i działać powoli, ale z coraz większym skutkiem?

Pytań jest wiele, a wraz z nimi rodzą się wciąż nowe, z których najważniejszym jest to: jaka jest nasza narodowa egzystencja? Czy naprawdę jesteśmy tak bezpieczni w naszym krajowym zakątku, jak mogłoby się wydawać? Czy chroni nas na przyszłość ta pięciomilionowa liczba ludności czeskojęzycznej, chroni nas nasza inteligencja, literatura i cały nasz organizm państwowy przed możliwym przyszłym, choć jednak bardziej odległym i na tę chwilę nieprawdopodobnym wynarodowieniem, odpowiednio: przenarodowieniem? To nie jest pytanie akademickie, a może nagle stać się istotne.

Co zatem, gdyby nieprzewidzianym zbiegiem okoliczności Austria w obecnej formie uległa gruntownym zmianom, gdyby morze niemieckie wypełniło nas i zalało? Jakie mamy zabezpieczenie na taką ewentualność? Powiedzą: „Rosja na to nie pozwoli!” Ale kto może przewidzieć, że Rosja pewnego dnia będzie wszechmocna, że nie będzie liczyła się z niczym, mając naprzeciw siebie wszechobecną, a przynajmniej większościową koalicję europejską? Kto wie, jak się jeszcze Rosja uformuje, kto może powiedzieć, że na przykład szczególny, zakłócający spokój marsz, który odbywa się w państwie rosyjskim, nie zaprowadzi tam takiego stanu rzeczy, że rzesza cesarska solidnie złączona samoobroną, przy zmianie systemu władzy nie rozpadnie się na ileś tam mniej lub bardziej niezależnych, przyjacielskich lub nieżyczliwych części? Mamy wystarczającą liczbę dowodów na to w historii słowiańskiej i dlatego pomysł ten nie wydaje się absurdem. A potem: czy Rosja jest naprawdę przyjaznym krajem, czy Rosjanie są naprawdę naszymi braćmi, którzy by nas ochoczo ochronili za wszelką cenę? A przecież może się zdarzyć, że poświęcą nas bez kompromisu między sobą a Europą (Niemcami), że by nas na zimno ofiarowali za Galicję, Bałkany itd.!

A co gdybyśmy szczególnym zbiegiem okoliczności im przypadli, co gdyby nas podobnie jak teraz Polaków bez opamiętania rusyfikowali, albo jak Bułgarów pozbawiali niezależności politycznej? Wiem, że są ludzie, którzy cieszą się myśląc o tym; ale są również tacy, którzy rusyfikacji życzyliby sobie właśnie równie mało co germanizacji, dla których jarzmo brata jest równie okropne, a może nawet bardziej odrażające niż jarzmo cudze; ludzie, którzy gdyby chodziło o dylemat: zniemczyć się czy zruszczyć, w szczególności przemyśleliby na chłodno, co dałoby więcej korzyści kulturalnych.

I właśnie dlatego, że taka możliwość nie jest wykluczona, a wręcz przeciwnie, jest całkiem prawdopodobna, musimy ją rozważyć wystarczająco wcześnie i przygotować się na nią. Odrzućmy wszystkie emocjonalne zamglenia, odsuńmy na bok wszystkie zaślepienia; wbrew zgodzie i wbrew woli Europy, wbrew morzu germańskiemu, gdyby naprawdę nas objęło całkowicie i miało przez jakiś czas ostatnie słowo, niewątpliwie nie utrzymalibyśmy się długo.

Wyobraźmy sobie nierówną walkę między Czechami i Niemcami, walkę na noże! Zachowanie co najmniej zwykłej, gołej narodowości wymagałoby ogromnego wysiłku oraz samozaparcia, najszlachetniejszej wewnętrznej inteligencji, ofiary, która z czasem by słabła. Nastałby dzień, kiedy ten czy ów – powiedzmy słabeusz – zadałby pytanie: Czyż naród ten, tak niepewny w swym bycie, jest rzeczywiście wart tego, bym miast poświęcać całe swe duchowe siły na pracę pozytywną, postęp nauki itd., marnował je na starania póki co zupełnie bezskuteczne? Co jeśli ów naród przez te wysiłki zanikłby? Czy nie moglibyśmy – zastanawiałby się dalej – nawiązać kontaktu z intensywnym i rozległym życiem umysłowym wielkiego narodu, a dla ludzkości i siebie zrobić więcej, niż możemy za pomocą naszych ograniczonych środków? Mogą nadejść desperackie starcia i przyjść pokolenia, które są głęboko zatopione w takich myślach. Niech nikt nie mówi, że pytań tych Jungmann2 i reszta naszych „budzicieli” nie zadawali: przede wszystkim nie dane im było dyskutować w warunkach tak trudnych – germanizacja w poprzednim i na początku tego wieku zaczęła się zupełnie nieracjonalnie i Niemcy jako narodowość były Austrią – jak i różnymi niemieckimi władcami – właśnie tak w swych aspiracjach odrzuceni, jako i my, Czesi. A po drugie, owi fanatycy nie mieli przed sobą odstraszającego przykładu, który by mieli apologeci narodowości czeskiej numer dwa. Być może pomyślą: choć na razie z największym napięciem siły odeprzemy atak, kto zagwarantuje nam, że nie zostanie on ponowiony tak szybko, jak to możliwe? I wreszcie: jeśli nasze narodowe istnienie naprawdę warte jest wysiłku, to czy jego wartość kulturowa jest tak niezmierzona?

I tutaj tkwi istota tego pytania, która brzmi: czy w tym skrajnym przypadku nasz fundusz narodowy jest w stanie zapewnić bojownikom wystarczające wsparcie moralne, by dać im całkowite przekonanie, że jeśli utrzymają naród przy jego własnym języku, to tym samym zachowają go w jego własnym świecie intelektualnym, że alienacja języka byłaby prawdziwą szkodą etyczną, że tym samym zachowają typ, który w ludzkim panteonie utrzymuje miejsce trwałe, ważne i niezależne?

Jeśli odpowiedź na to pytanie jest twierdząca, jesteśmy pewni, że nasza inteligencja będzie miała wewnętrzne, wystarczające źródło inspiracji, a ludzie, naród, drogę dla siebie, całkowicie zmierzającą do celu, a jednocześnie w pełni zgodną z idealnym porządkiem światowym. Wówczas każdy wysiłek zewnętrzny będzie próżny, a przynajmniej bardzo trudny; a Europa, ucząc się doceniać naszą istotę, nie dopuści, by tak łatwo ją zniszczono.

Jeśli odpowiedź na to pytanie będzie negatywna, Europa nie ma żadnego powodu, aby odczuwać do nas sympatię, a nasi bojownicy stwierdzą, iż zbędnym jest przeszkadzać w zasypywaniu strumienia, który sam już ginie w piasku.

Były czasy narodowego entuzjazmu i tętniącego życia, gdy pytania tutaj i ten sposób formułowane wydałyby się naszej narodowej ortodoksji ogromną herezją, a stawianie ich uchodziłoby za nic niewnoszące banalne ataki zamiast odpowiedzi. Dziś czasy są poważne, ponieważ beznadziejnie niejasne; fragmentaryczne plany, zawiedzione oczekiwania: dziś oczekuję, że na te pytania, choć mrocznawe, będzie się odpowiadać tak długo, aż w przyszłości krok po kroku na nie odpowiemy. I rzeczywiście spodoba się nam, jeśli nastąpi poważna i obiektywna próba odpowiedzi na nie; i inaczej – ucieszy nas lub też nabędziemy przekonania, że jednak nie jest tak źle z nami i że są mężowie, którzy żywiąc prawdziwe uczucia do ojczyzny oraz narodu, wiążą z tym głęboki szacunek do ludzkości, której częścią organiczną sami jesteśmy, a wraz z nią dzielą entuzjastyczny pogląd na świat i historię, mężowie, którzy mając swe męskie przekonania i dowodząc i broniąc ich, szanują przekonania innych. I tego naprawdę potrzebujemy.

 

 *  *  *

Wobec pytań tak ważnych mogą być i na pewno są zajmowane różne stanowiska. Uważamy natomiast, że myśli, które właśnie zostały ujawnione, już przez wzgląd na swoją bezpośredniość i swoistość zasługują na uwagę i dlatego właśnie służą społeczeństwu. Manifest ten nie jest wyrazem myśli pojedynczej osoby, ale większej liczby głów młodego pokolenia. Podyktowany jest jednak lękiem przed naszą przyszłością; w niektórych miejscach niebezpieczeństwo maluje się jeszcze czarniej, po prostu dlatego, że nie poddajemy się słodkim snom i przesadnym emocjonalnym urojeniom. Jednak nie zatrzymamy się na tym jednym artykule. Jeśli mianowicie chodzi o kwestię rosyjską, obecny rozwój Rosji może uprawniać do innej oceny.

Niektóre okoliczności – na przykład pilna kwestia małoruska – wydają się zachęcać, aby ewentualność uwzględniona w artykule była gorliwie brana pod uwagę. Ale jeśli tylko myślimy, że wszyscy plemienni Rosjanie żyją wspólnym życiem kulturowym i narodowym przez ponad sto lat, a życie rozwija się szybko, nie uwierzymy, że sprawy w Rosji dojdą do takich celów. Rzeczywiście, wystarczą dwa pokolenia, aby Rosja w końcu rozwiązała kwestię małoruską całkowitym zakłóceniem warunków małoruskiej indywidualności. Za dwa pokolenia będzie już po kwestii małoruskiej, choć Małorusów jest 30 milionów.

Rozstrzygnięcie kwestii polskiej może być dla nas korzystne w niektórych przypadkach, a w najgorszym przypadku obojętne (jeśli dotyczy to naszego istnienia!); dlatego postrzegamy tę perspektywę jako pesymistyczną i tak czarną, jak to tylko możliwe. W swoim czasie porozmawiamy o tym.

 
Redakcja 
 

Przekład Agnieszka Piskorz

 

 

Pierwodruk: Naše dvě otázky, „Čas. List věnovaný veřejným otázkám”, 20 grudnia 1886 r., s. 1-4.

 

Przypisy

 

1    Karl Sigmund von Hohenwart (1824-1899) – austriacki polityk konserwatywny, premier w roku 1871, który oparł swą politykę na kompromisie z Czechami i Polakami (m.in. utworzono ministerstwo ds. Galicji). Po upadku rządu, któremu przewodził, przez wiele lat pozostawał liderem konserwatywnych ugrupowań katolickich, współpracujących z partiami słowiańskimi w Radzie Państwa.

2           Josef Jungmann (1773-1847) – czeski pisarz, językoznawca, ważna postać czeskiego odrodzenia narodowego, profesor i rektor Uniwersytetu Karola w Pradze, autor m.in. Historie literatury české (1825).

 

Hubert Gordon Schauer urodził się 27 października 1862 roku w miejsowości Horní Zahájí koło Litomyšla w rodzinie czesko-niemieckiej. Studiował na Uniwersytecie w Wiedniu. W latach 1886-1889 pracował w Pradze, potem na dwa lata przeniósł się ponownie do Wiednia. Był krytykiem literackim, pisarzem i publicystą o poglądach demokratycznych, zwolennikiem indywidualizmu, krytykiem klerykalizmu. Zajmował się literaturą, prowadził badania nad średniowiecznym życiem duchowym i filozofią arabską (pozostawił w rękopisie pracę o Awerroesie). Należał do kręgu współpracowników T. G. Masaryka. Publikował m.in. w pismach „Athenaeu”, „Národní listy”, „Literární listy”. 20 grudnia 1886 roku ogłosił na łamach gazety „Čas” głośny artykuł pt. Nasze dwa problemy, w którym rozważał, czy Czesi są w stanie zachować swą narodową i kulturową odrębność – i czy jest ona warta ich wysiłków na rzecz jej trwania. Wywołał on swymi rozważaniami dużą dyskusję, krytycy zarzucali mu nawet, że jego stanowisko jest przejawem nihilizmu, wręcz ‘filozoficznym samobójstwem narodu’, podejrzewali, że współautorem wystąpienia Schauera był Masaryk. Zmarł na gruźlicę 26 lipca 1892 roku w Horze w pobliżu Českiej Třebovii. W 1917-1918 roku ukazała się trzytomowa edycja jego pism (Spisy).

Utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz Ośrodka Myśli Politycznej. Utwór powstał w ramach konkursu „Forum Polsko-Czeskie na rzecz zbliżenia społeczeństw, pogłębionej współpracy i dobrego sąsiedztwa 2018”. Zezwala się na dowolne wykorzystanie utworu pod warunkiem zachowania ww. informacji, w tym informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o konkursie „Forum Polsko-Czeskie na rzecz zbliżenia społeczeństw, pogłębionej współpracy i dobrego sąsiedztwa 2018”.

Zadanie publiczne współfinansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w konkursie „Forum Polsko-Czeskie na rzecz zbliżenia społeczeństw, pogłębionej współpracy i dobrego sąsiedztwa 2018”

Tomáš Garrigue Masaryk, Nowa Europa

Pangermanizm i kwestia wschodnia

W perspektywie historycznej niemieckie „Drang nach Osten” można postrzegać jako próbę rozwiązania starej kwestii wschodniej. Po Grekach w Europie, Azji i Afryce, po Rzymie, po imperium bizantyjskim, po Frankach i Świętym Cesarstwie Rzymskim Narodu Niemieckiego, po wyprawach krzyżowych i po Wenecji, to Prusy przejęły rolę imperium i zadanie zjednoczenia Europy z Azją i Afryką oraz zorganizowania Starego Świata pod jednymi rządami.

Sytuacja na świecie jest dzisiaj jednak inna niż w starożytności i średniowieczu. Niegdyś Azja była dla Europy tym, co dzisiaj nazywamy Bliskim Wschodem. Daleki Wschód nie pozostawał w relacjach z Bliskim Wschodem, który rasowo podobny był do Europy. Inwazje tureckie i mongolskie co prawda zachwiały rozwojem Azji, ale nie mogły zmienić ustalonych rasowych pokrewieństw i powiązań z Europą; Indie, ten mglisty sen Aleksandra Wielkiego1, były uzależnione od Anglii i po części od Francji, podobnie jak Australia, która stała się częścią brytyjskiego imperium. Persja i Azja Mniejsza ponownie zdobywają swoją wolność, podczas gdy imperium tureckie krok po kroku traci moc i żywotność; Anglia, Francja i Rosja stały się faktycznymi władcami Azji. Afryka, od dawna ściśle związana z Azją, również stała się częścią Francji i Wielkiej Brytanii.

Niemiecki plan „Berlin-Bagdad”2 jest zatem próbą wypchnięcia innych narodów z Azji. Ale sytuacja w Azji uległa zmianie z powodu rozwoju Japonii i Chin – do europejskiej Azji przyłączyła się Azja mongolska – i oba te cywilizowane narody wschodnie porozumiały się z azjatyckimi narodami europejskimi.

W tym okresie na zachodzie wyrosła wielka amerykańska republika, a Kanada staje się ważnym państwem: na amerykańskim kontynencie powstał Nowy Świat. Dlatego też idea cesarstwa pruskiego nie współgra z warunkami współczesności, jest przestarzała i dawno została przekroczona. Średniowieczne cesarstwo było wielką próbą zjednoczenia całej znanej ludzkości w teokracji. Wszechniemcy pysznią się co prawda, że nawiązują do idei średniowiecznej, ale cele ich są zawężone, ponieważ mają charakter niemiecko-nacjonalistyczny i przede wszystkim ekonomiczny – w ściśle materialistycznym sensie. Przy całej swej wielkości, idea wszechniemieckiego państwa światowego jest ograniczona, mała; pruska dynastyczna autokracja i militaryzm zdusiły średniowieczną ideę płynącą z ducha katolicyzmu.

Niektórzy Niemcy zaczynają rozumieć różnicę między niemiecką Europą Środkową a organizacją światową, tak jak rozumieją ją Sprzymierzeni i Ameryka. Wychwalają niemiecką Europę Środkową, rozlewającą się na Azję i Afrykę, jako ratunek przed grożącą amerykanizacją. Nie są w stanie zrozumieć, że amerykanizacja jest nie tylko zewnętrzna, mechaniczna, ale przede wszystkim wewnętrzna, duchowa – chodzi o wiarę w polityczne ideały Deklaracji Niepodległości, w zasady wolności i równości, w ideały humanizmu, w zjednoczoną wspólnotę całej ludzkości, a nie tylko w zjednoczenie części Starego Świata, którą Niemcy traktują jak zdobycz pod przykrywką szerzenia kultury. Zaś prezydent Wilson3, głoszący amerykańskie ideały, nie jest tylko zwyczajnym prezydentem, wybieranym co cztery lata – to jemu, jako ekspertowi w naukach politycznych i historii, przypadło w udziale sformułowanie politycznych ideałów Nowego Świata, dzięki którym rozwiązana zostanie nie tylko dawna kwestia wschodnia, ale wszystkie problemy polityczne. Nie chodzi już o to, jaki kształt ma przyjąć Stary Świat – dzisiaj chodzi o to, jaki kształt mają przyjąć Świat Stary i Nowy, cała ludzkość.

 

Niemieckie „Drang nach Osten i pasmo małych narodów

Z politycznego i etnograficznego punktu widzenia, Europa jest zorganizowana w zaskakujący sposób. Dla dalszego rozwoju Europy i dla zrozumienia obecnej wojny bardzo ważne jest, by uświadomić sobie znaczenie tego szczególnego pasma mniejszych i małych narodów, rozpościerającego się między Zachodem a Wschodem, a konkretniej, między Niemcami a Rosją. Od Laponii na północy, do Grecji na południu, sąsiaduje ze sobą szereg mniejszych i małych narodów: Lapończycy, Finowie, Szwedzi, Norwegowie i Duńczycy, Estończycy, Łotysze, Litwini, Polacy, Łużyczanie, Czesi i Słowacy, Węgrzy, Słowianie południowi (Serbochorwaci i Słoweńcy), Rumuni, Albańczycy, Bułgarzy, Turcy, Grecy. (To wyliczenie zwiększy się, jeśli uzna się za osobne narody na przykład Kaszubów, Ukraińców i innych).

Na zachód od tego pasma żyją narody większe (Niemcy, Francuzi, Włosi, Anglicy, Hiszpanie); małych narodów jest niewiele (Holendrzy, Portugalczycy), ale jest też kilka odłamów i pozostałości narodów niegdyś większych (Baskowie, Bretończycy, Irlandczycy, Szkoci, Walijczycy, Islandczycy). Na wschodzie (na terytorium Rosji) żyje wiele małych narodów; poza tymi już wspomnianymi, z zachodnich jej krańców, trzeba tu wymienić liczne ludy zamieszkujące Kaukaz, terytoria na granicach Azji oraz na północy. Środek Rosji zajmuje jeden, największy naród.

Napór Niemców na wschód i południe wymierzony jest właśnie w owo pasmo małych narodów. Część z tego pasma przynależy do Prus i sami Prusowie pierwotnie byli jednym z nieniemieckich narodów, zamieszkującym ten obszar. Austro-Węgry złożone są z ośmiu narodów zamieszkujących to pasmo i rozpychają się w nim coraz dalej na południe, podobnie jak Prusy, w tej właśnie wojnie, na wschód i na południe.

Większość wojen ostatnich stuleci rozegrała się na tym obszarze albo w nim znajduje swoje źródło; to terytorium, do którego z zachodu parli Niemcy, ze wschodu Rosjanie i Turcy, było i jest obszarem politycznego zagrożenia, zagrożenia dla pokoju w Europie: wielkie narody zagrażają narodom małym, broniącym swojej niezawisłości.

Napór Niemców na zachód był znacznie słabszy. Narody na zachód od Niemiec były również chronione przez swoją liczebność, położenie geograficzne i kulturę. Aż do roku 1845 Francja była ludniejsza niż Niemcy i w ogóle silniejsza politycznie; także Włosi oparli się Niemcom. Od Niemców do Anglii wiodła daleka droga przez inne narody; Hiszpania i obecna Belgia były zaś związane z Austrią tylko tymczasowo.

Rzut oka na etnograficzną mapę Europy pokazuje taką sytuację: granice etnograficzne między Niemcami, Francuzami i Włochami są ostre i wyraźne, podczas gdy na wschodzie granice te są niewyraźne i splecione – narodowości są wymieszane; o niemieckim naporze na wschód świadczą liczne niemieckie kolonie, rozsiane na obcym terytorium niczym twierdze.

Zachód nie tylko etnograficznie, ale także politycznie różni się od Wschodu. Na Zachodzie większe są narody i większe państwa (małe są tylko Holandia, Belgia, Portugalia); na Wschodzie państwa są małe, utworzone z części małych narodów (Rumunia, Serbia, Czarnogóra, Bułgaria, Grecja), a obok nich Austro-Węgry i Turcja, utworzone z wielu małych narodów i niegdyś niezależnych państw. Rosja obejmuje wielką liczbę takich małych narodów i dawniej niezawisłych państw, ale w odróżnieniu od Austro-Węgier i Turcji olbrzymią przewagę liczebną ma w niej tzw. naród panujący.

 

Narodowość i międzynarodowość

Wrogowie małych narodów odwołują się do tendencji rozwoju historycznego, rzekomo zmierzającego do wytworzenia wielkich państw, pochłaniających państwa mniejsze, narodowe; jednocześnie podkreślają znaczenie międzynarodowości i odrzucają małe narody i państwa jako wstydliwą przeszkodę dla realizacji tej międzynarodowości i globalności.

Jaka jest prawda, jeśli chodzi o rozwój wielkich i małych państw, zostało już pokazane; pozostaje odnieść się do tezy o międzynarodowości i jej relacji do narodowości.

Uzyskanie niepodległości przez mniejsze i małe narody nie sprzeciwia się tendencji rozwojowej, budującej coraz ściślejsze i ściślejsze powiązania międzypaństwowe i międzynarodowe; prawdą jest, że jednostki i narody mają wprost potrzebę łączyć się z innymi, a historia zmierza do utworzenia organizacji ogólnoludzkiej.

Jednak ten proces historycznego rozwoju ma dwa oblicza: indywidualizacji we wszystkich sferach towarzyszy umacnianie się organizacji indywiduów. Mówiąc politycznie: podczas gdy wzrasta poziom autonomii i samosterowności jednostek, klas i narodów, jednocześnie jednostki, klasy i narody coraz ściślej się łączą, organizują, centralizują. Ten proces przebiega wewnątrz narodów, ale także w relacji narodów do innych narodów – związki międzypaństwowe i międzynarodowe stają się coraz bardziej intymne. Europa jasno zmierza ku organizacji ogólnokontynentalnej.

Zasada narodowa obowiązuje równocześnie z zasadą międzynarodową (międzypaństwową). W tej mierze, w jakiej się indywidualizują, narody europejskie dążą także do zbliżenia gospodarczego, komunikacyjnego i w ogóle ciągną ku sobie w wymiarze kultury technicznej; procesy jednoczesnej indywidualizacji i centralizacji pogłębiane są jednak również w sferze ducha, przez wymianę idei i całej kultury (znajomość języków obcych, tłumaczenia). Europa i ludzkość jednoczą się.

Między narodowością a międzynarodowością nie ma sprzeczności, wręcz przeciwnie – jest zgoda; narody są naturalnymi organami ludzkości. Ludzkość zaś nie jest czymś ponadnarodowym, jest organizacją poszczególnych narodów. Jeśli więc poszczególne narody próbują zdobyć samodzielność i rozbić państwa, w których do tej pory żyły, to nie jest to wyrazem walki z międzynarodowością i ludzkością, ale jest raczej wyrazem walki z ciemiężycielami, którzy wykorzystywali państwo do niwelacji różnic narodowościowych i narzucenia politycznej jednorodności. Ludzkość zaś dojrzewa nie do jednorodności, ale raczej do jedności; i właśnie uzyskanie samodzielności przez narody umożliwi zaistnienie organicznego związku, federacji narodów, Europy i całej ludzkości.

Różnorodność językowa nie stanowi tu przeszkody. W średniowieczu i jeszcze przez długi czas w nowożytności, łacina była międzynarodowym spoiwem; w nowożytności jej miejsce zajął język francuski w tej mierze, w jakiej Francja objęła polityczne i kulturalne przewodnictwo w Europie. Dzisiaj angielski jest najbardziej rozpowszechniony nie tylko w Europie, ale także na innych kontynentach; wzrost znaczenia narodu angielskiego dobrze to wyjaśnia.

Obecnie we wszystkich narodach, zwłaszcza tych małych, rozpowszechniona jest znajomość języków; ludzi posługujących się dwoma językami wszędzie stale przybywa i dzięki temu możliwe jest utrzymanie żywego związku między narodami. Związek ten nie był ściślejszy w przypadku łaciny i francuskiego; przeciwnie, znajomość tych języków była ograniczona do klas bardziej wykształconych i szlachty. Współcześnie wykształcenie, a co za tym idzie znajomość języków, jest wszechobecne, bardziej demokratyczne.

Dzisiejsza międzynarodowość jest czymś zupełnie innym niż – co do zasady francuski – kosmopolityzm XVIII wieku; wtedy chodziło o kosmopolityzm arystokratyczny, ograniczony do szlachty i klasy wykształconej.

W XX wieku obok Francuzów i Anglików w znaczenie urosły inne języki i narody: Włosi, Rosjanie, Niemcy. Dzięki udoskonaleniu środków komunikacji i wzrastającemu, dotąd niespotykanemu stopniowi migracji, zwłaszcza migracji ludu pracującego, wzmacnia się demokratyczny co do zasady internacjonalizm. Międzynarodówka socjalistyczna jest jego szczególnym organem; ale nie tylko robotnicy, lecz wszystkie stany (naukowcy i filozofowie – kupcy – prawnicy – artyści itd.) są dzisiaj zorganizowani w wymiarze międzynarodowym.

Dopiero dzięki owej międzynarodowości wyłania się podział pracy narodów, nie tyle pracy w sensie ekonomicznym, co w ogóle kulturowym. Właśnie obecna wojna świadczy o tym, że małe narody nie przeszkadzają w realizacji idei międzynarodowości.

 

Radykalna rekonstrukcja Europy w oparciu o narody? – Mniejszości narodowe

W przeszłości, kiedy zasady narodowościowej nie uznawano w tej mierze, co współcześnie, Europa była zorganizowana przez państwa i kościoły; dlatego, jak już powiedziano, niemal wszystkie państwa są narodowościowo wymieszane
i przeżywają teraz niepokoje związane z kwestią narodowościową.

Chociaż wielu konserwatywnych polityków uznaje obowiązywanie zasady narodowościowej, to opowiadają się za nieradykalnym rozwiązywaniem związanych z tą zasadą problemów. Dopuszczają co prawda powstanie niektórych nowych państw narodowych, ale życzą sobie utrzymać, na ile to możliwe, polityczne status quo, i proponują, by kwestia narodowościowa była rozwiązana przez przyznanie językowej i narodowej autonomii.

O autonomii była już mowa. To prawda, co także już zaznaczono, że niektóre mniejszości narodowe i niektóre narody, zwłaszcza te mniejsze i słabo rozwinięte, przynajmniej tymczasowo zadowoliłyby się autonomią; to prawda, że jest kilka narodów, które w ogóle nie mają żadnych aspiracji narodowych i politycznych. Nawet uświadomieni politycznie Flamandowie w czasie tej wojny ogłosili, że nie chcą być oddzieleni od swoich walońskich współobywateli. Teraz jednak nie jest mowa o tych narodach, ale właśnie o takich, których autonomia w ramach obcego państwa nie zadowala, i które domagają się politycznej niezależności.

Jeśli Europa naprawdę ma być demokratyczna i jeśli ma nastać trwały pokój, konieczne jest przyjęcie bardziej radykalnego rozwiązania problemów narodowościowych; jednak w obecnej sytuacji trzeba spodziewać się, że w odnowionej Europie pozostaną mniejszości narodowe, a zatem państwa mieszane. Będzie jednak chodziło o to, by te mniejszości były jak najbardziej nieliczne, aby państwa mogły – w miarę możliwości – być mononarodowe. Kiedy jednak dwa narody (Belgia) albo trzy (Szwajcaria) same zdecydują, by zachować swoje mieszane państwo, wola takich części narodowościowych z pewnością będzie respektowana.

Spory narodowościowe są w znacznym stopniu kwestią mniejszości narodowych. Na przykład, w Prusach Polacy tworzą mniejszość, ale na dawnym terytorium polskim z kolei są mniejszości niemieckie itd. Przede wszystkim chodzi o mniejszości sporadycznie rozproszone również na terenie innego narodu (zwłaszcza w miastach czy centrach industrialnych). Dla takich mniejszości będzie miejsce także w rekonstruowanych państwach.

Zasadą rekonstrukcji musi być to, by mniejszości były jak najmniejsze, i aby ich prawa obywatelskie były chronione. Dlatego też kongres pokojowy mógłby przyjąć międzynarodowe prawo chroniące mniejszości narodowe i mógłby zostać powołany specjalny międzynarodowy trybunał rozjemczy (w ramach Ligi Narodów). […]

Ustanowienie granic etnograficznych po tym, jak ucichnie wojenna wrzawa, będzie być może w niektórych przypadkach tymczasowe i prowizoryczne; jak tylko narody uspokoją się i przyjmą zasadę samostanowienia, uznanie granic etnograficznych i mniejszości dokona się bez emocji, na podstawie rzeczowej dyskusji. Dzięki temu zakończy się ucisk mniejszości; wyzwolone, mniejszości będą mogły z kolei wziąć istotny udział w realizacji zadania, jakim będzie organizacja Europy oraz osiągnięcie ideału prawdziwej międzynarodowości.

 

Program Sprzymierzonych jest w zasadzie programem reorganizacji Europy Wschodniej

Wszystkie państwa europejskie przeżywały niepokoje dotyczące kwestii socjalnych, nie prowadziło to jednak do większych komplikacji międzynarodowych, podczas gdy niektóre państwa, narodowościowo wymieszane, przeżywały bolesne spory właśnie na tym tle; co więcej, pogarszały te spory środkami międzynarodowymi. Na Zachodzie naglące były kwestia duńska w Szlezwiku-Holsztynie i kwestia alzacko-lotaryńska; kwestia irlandzka nie jest narodowościowa (w takim sensie, jaki mają np. kwestia polska czy czechosłowacka), a spór między Walonami i Flamandami w Belgii również nie był tak palący, co pokazała obecna wojna (Flamandowie bronią Belgii przed Niemcami z równym oddaniem, co Walonowie, a ich reprezentanci wypowiedzieli się przeciw odłączeniu od Walonów). Zupełnie inaczej sytuacja wygląda na Wschodzie, gdzie istniał szereg mniej lub bardziej palących sporów narodowościowych: kwestia polska, kwestia czechosłowacka, południowosłowiańska (serbska, chorwacka, słoweńska), kwestia małoruska w Galicji, rumuńska, włoska, macedońska, grecka. W Rosji paląca była kwestia polska i fińska; wojna podsyciła konflikty narodowościowe na Ukrainie, Litwie, wśród Łotyszów i Estończyków, na Kaukazie i na wschodzie. Dość szczególny charakter ma (we wszystkich państwach) kwestia żydowska.

Ludzie myślący w kategoriach politycznych zdawali sobie sprawę z tego stanu rzeczy, o czym świadczy literatura publicystyczna traktująca o tych wszystkich kwestiach narodowościowych; decyzje przynależały do mocarstw, które – jedne ze względu na bezpośrednie interesy, inne z dyplomatycznego wyrachowania – nie przywiązywały wagi do tych zagadnień i uznawały je za kwestie wewnętrzne. Dopiero wojna pokazała oficjalnej Europie, jaki jest prawdziwy obraz rzeczy: że pasmo ciągnące się od Morza Bałtyckiego do Adriatyku, do Morza Egejskiego i Czarnego, tzn. Prusy, Austro-Węgry, Bałkany i zachodnia Rosja, stanowi terytorium konfliktów i problemów o tle narodowościowym. Wojna stanowi dla świata krwawą lekcję poglądową, pokazując, że czołowym problemem jest polityczna rekonstrukcja Europy na fundamencie narodowościowym. Ten program zawarty jest także w nocie Sprzymierzonych dla prezydenta Wilsona i innych deklaracjach programowych poczynionych od tamtej pory; wszyscy zdają sobie sprawę z sytuacji w Europie Centralnej i Wschodniej, w paśmie narodów małych i Rosji. Fraza „rekonstrukcja”, obecnie tak rozpowszechniona, oznacza rekonstrukcję „Wschodu” (oraz Europy Centralnej). Na Wschodzie trzeba dokonać rewizji granic politycznych, zorganizować nowe państwa i rządy, duża część Europy musi ulec politycznemu przemeblowaniu.

Jest wręcz niewiarygodne, jak mało, jeszcze długo po wybuchu wojny, ludzie wiedzieli o kwestiach narodowościowych; świadczy to o tym, że polityka dotychczasowa była nierzeczowa, powierzchowna, dyletancka. […]

Jeżeli porównamy z tymi kwestiami narodowymi problemy narodowe na Zachodzie, uderzy nas wielka różnica. Przede wszystkim, na Zachodzie mało jest na tym tle sporów. Palący jest właściwie jedynie spór o Alzację i Lotaryngię; na Wschodzie takich sporów jest co najmniej dziewięć. Na Zachodzie rzecz dotyczy dość nielicznych mniejszości (140 000 Duńczyków, 210 000 Francuzów), podczas gdy na Wschodzie chodzi o całe narody, o znacznej wielkości (Polacy 20 milionów, Czechosłowacy 10 milionów, południowi Słowianie 10 milionów, Rumuni 10 milionów itd.).

Jeśli chodzi o spór między Niemcami a Francją, nie ma on charakteru czysto narodowościowego. Między oboma narodami i państwami już od stuleci spornym obszarem jest dość niewielkie (niecałe 2 miliony obywateli) terytorium; spór w coraz większym stopniu dotyczył pozycji mocarstwowej, a nie narodowości, jak to miało miejsce między Niemcami a małymi państwami słowiańskimi; niemiecka agresywna kolonizacja wymierzona jest właśnie przeciwko Wschodowi. Dlatego możemy powtórzyć, że na Zachodzie nie ma wielkich sporów narodowościowych (językowych) i że Zachód w ogóle, jak już pokazano, politycznie i narodowościowo różni się od Wschodu i od tego szczególnego, centralnie położonego pasma mniejszych narodów między Niemcami a Rosją.

To właśnie w tym paśmie wybuchła wojna, spowodowana sporem o małą, czteroipółmilionową Serbię, kiedy to pięćdziesięciojednomilionowe mocarstwo austro-węgierskie uznało się za zagrożone. Dzisiaj wojna toczy się co prawda między wielkimi i największymi państwami, ale skład narodowościowy wielkich państw wschodnich czyni z tego sporu mocarstw problem małych narodów.

 

Znaczenie państwa czechosłowackiego dla wyzwolenia Europy

W literaturze pangermańskiej poświęca się wiele uwagi kwestii czeskiej; politycy pangermańscy są przy tym skrajnie wrodzy Czechom i Słowakom, jak pokazują poglądy de Lagarde’a4, Winterstettena5 i innych. Mommsen6 wyraził cele pangermańskie, kiedy podburzał swoich krajanów, aby przebijali Czechom czaszki7. Dlatego też my, Czesi, z uwagą obserwowaliśmy rozwój niemieckiej polityki, a zwłaszcza plan pangermańskiej Europy Centralnej i w odpowiednim momencie wystąpiliśmy przeciw niemu.

Geograficzne położenie Czech i Słowacji w samym środku Europy daje naszemu narodowi znaczącą pozycję. Bismarck8 powiedział, że panem Europy jest ten, kto kontroluje Czechy – pangermańscy politycy często cytują tę wypowiedź9. Czechy i Słowacja utrudniają realizację planu Berlin-Bagdad: najkrótsza droga z Berlina do Carogrodu, do Salonik i do Triestu prowadzi przez Pragę lub przez Bohumin – Czechy i Słowacja są dla Prus przeszkodą w bezpośrednim, najprostszym połączeniu z Austrią i Węgrami.

Czesi są najbardziej wysuniętym na zachód narodem graniczącym z Niemcami, są najbardziej wysuniętą na zachód wypustką w paśmie małych narodów i są najbardziej wysuniętym na zachód nie-niemieckim narodem w ogóle. Czesi i Słowacy nie są szczątkiem słowiańskim, tak jak Łużyczanie, ponieważ opierali się niemieckiemu naporowi na wschód od tysiąclecia; Czesi opierają się Niemcom od VII wieku, od powstania ich państwa, aż po dzień dzisiejszy. Słowianie znad Łaby i Soławy, nad Bałtykiem i na Śląsku, zostali zniemczeni i wytępieni; Czesi utrzymali swoją niezależność. To prawda, że z trzech stron otaczają ich Niemcy – na wschodzie graniczą z Polakami i Małorusinami, na południu z Węgrami, co sprawia, że ich pozycja w obecnej wojnie światowej jest ciężka – przypomina pozycję Niemców, na którą pangermanie tak się uskarżają. […]

Uzyskanie niepodległości przez państwo czechosłowackie jest wymogiem sprawiedliwości politycznej; dzięki swojemu położeniu geograficznemu w centrum Europy i przez swój odwieczny bój z niemieckim naporem, naród czeski i słowacki stanowi antyniemiecką awangardę wszystkich narodów Europy Wschodniej. Jeżeli naród czechosłowacki pozostanie w niewoli Niemców i sprzymierzonych z nimi Azjatów (Węgrów, Turków), albo nawet upadnie, zrealizuje się wizja pangermańskiej Europy Środkowej i jej polityczne konsekwencje. Kwestia czechosłowacka jest zagadnieniem światowym i jest zagadnieniem właśnie tej wojny. Wolne Czechy czy może reakcyjna Austria, wolny naród czechosłowacki czy może zdegenerowani Habsburgowie – to jest wybór, jaki stoi przed Europą i Ameryką, przed myślącą Europą i Ameryką.

Położenie geograficzne w centrum Europy i znany z historii opór wobec uciskającej siły germanizmu i pangermanizmu dają Czechom wielkie znaczenie polityczne, znaczenie, które Sprzymierzeni już uznali. W interesie Sprzymierzonych leży wyzwolenie Czechów, jeżeli pruski militaryzm i niemiecki imperializm mają przegrać, a pangermańskie plany Berlin-Kair i Berlin-Bagdad zostać pokrzyżowane. Zarówno plan Sprzymierzonych, jak i plan nieprzyjaciela, to dalekosiężne programy polityczne. Wojna oraz jej konsekwencje są największymi wydarzeniami w historii ludzkości. Wojny napoleońskie, wojna trzydziestoletnia, wyprawy krzyżowe – wszystko to było zabawką w porównaniu z obecną wojną. Realistyczni politycy i państwowcy muszą sobie uświadomić wewnętrzne znaczenie dziejów europejskich i niemieckich; muszą zrozumieć kierunek, który przybiera historia, a także cele, które ma i powinna mieć Europa.

Nie twierdzę, że oswobodzenie Czech jest najżywotniejszą sprawą tej wojny; ale mogę powiedzieć bez przesady, że cele, które wyznaczyli sobie Sprzymierzeni, nie mogą być zrealizowane bez oswobodzenia Czech. Ich przyszłe losy będą kamieniem probierczym siły, szczerości i wizji państwowej Sprzymierzonych.

 

Demokratyczny pokój i jego warunki

Nie tyle życiowy instynkt przetrwania, nie tylko sympatie i antypatie narodowe, ale raczej rozwaga historyczna i polityczna skłaniają nas do przyjęcia programu Sprzymierzonych i odrzucenia programu państw centralnych.

Po stronie Sprzymierzonych stoją czołowe państwa reprezentujące demokrację i kulturę, w szczególności dwie najstarsze republiki; ich przeciwnicy, Prusy-Niemcy, Austro-Węgry i Turcja, są przestarzałymi, monarchistycznymi państwami reprezentującymi średniowieczną, najstarszą formę reakcyjnego, teokratycznego absolutyzmu. Po stronie Sprzymierzonych jest cały świat, monarchie centralne są moralnie izolowane. Plan tych monarchii jest agresywny, militarystyczny; plan Sprzymierzonych jest defensywny, pacyfistyczny. Program niemiecki jest antynarodowy, program Sprzymierzonych opiera się na uznaniu praw wszystkich narodów, małych i dużych; program Sprzymierzonych jest demokratyczny, a program niemiecki jest arystokratyczny.

Za planem niemieckim, którym politycznie i strategicznie kierowały się państwa centralne, stoi idea pangermanizmu.

Pangermanizm walczy o niemiecką, czy może kierowaną przez Niemcy, Europę Centralną, której jądro tworzą Prusy i pruskie Niemcy razem z Austro-Węgrami; Austro-Węgry są pangermańską kolonią, pomostem do Azji, awangardą pangermanizmu na Bałkanach i w Turcji. Przez Turcję zaś Berlin przedostaje się do Azji i Afryki.

Do Europy Centralnej pangermanie przyłączają na zachodzie niektóre państwa sąsiadujące, takie jak Holandia, Belgia, część Francji i Włoch; głównym zmartwieniem pangermanizmu jest jednak utrzymanie swego jądra, czyli Austro-Węgier, a przez to także Bałkanów i Turcji.

W swoim odwiecznym parciu na wschód pangermanizm jest w pierwszym rzędzie antysłowiański, antyrosyjski. Osłabienie Słowian i Rosji jest więc pierwszym postulatem programu pangermańskiego; Rosja i Słowianie są dla Niemców przeszkodą w drodze do Azji. Kolejne plany Berlina są wymierzone w Anglię i Amerykę: panowanie w Azji i Afryce ma zapewnić Berlinowi panowanie nad Zachodem i całym światem.

Pokonanie i zduszenie niebezpieczeństwa pangermanizmu wymaga od Sprzymierzonych oddania, energii i współpracy nie tylko teraz, w trakcie wojny, ale również po jej zakończeniu. Głównym zadaniem jest skłonić naród niemiecki do tego, by zadowolił się samym sobą, nie pozwolić mu na wykorzystywanie narodów sąsiadujących, zwłaszcza tych mniejszych, zamieszkujących pasmo na wschód od Niemiec, między Niemcami a Rosją. Znaczy to, że należy przede wszystkim oswobodzić i zjednoczyć mniejsze narody słowiańskie, Polaków, Czechosłowaków, Słowian południowych i Małorusinów; jednocześnie Sprzymierzeni muszą całą swoją uwagę i pomoc poświęcić przeobrażeniu Rosji.

Izolacja Niemiec będzie możliwa tylko wtedy, kiedy Austro-Węgry zostaną rozczłonkowane na swoje naturalne, narodowościowe części; Austro-Węgry są bowiem głównym wspólnikiem i pomocnikiem Prus i pruskich Niemiec.

Stąd też wyrasta taktyka Berlina i Wiednia – domagać się zachowania status quo, tzn. zachowania Austro-Węgier i Turcji. Nie chodziłoby już o status quo ante – Austria, uchroniona przed Rosją i Serbią przez Niemcy, jest obecnie już tylko nominalnie niezależna – Habsburgowie, opierający się na Niemcach w Austrii i na Węgrzech, są teraz już tylko posłusznymi sługami Hohenzollernów. Naród niemiecki, po Rosjanach największy naród Europy, na tym nie straci – zasada narodowościowa, ogłoszona przez Sprzymierzonych, stosuje się doń w równym stopniu; jednak Austro-Węgry, państwo antynarodowe i czysto dynastyczne, sztuczne, muszą zostać podzielone, tak jak podziałowi uległa również antynarodowa Turcja.

Pangermańska Europa Centralna i jej polityczne implikacje to część wielkiego planu, a także próba zorganizowania Europy i ludzkości; jednak ten porządek ma zostać narzucony w sposób dynastyczny, absolutystyczny, militarystyczny, poprzez panowanie wybranego narodu niemieckiego nad innymi narodami. Zorganizowanie Europy i ludzkości według planu Sprzymierzonych ma szerszy charakter, jest ofertą dla całej ludzkości, która ma zostać zrealizowana bez militaryzmu i poprzez demokratyczne samostanowienie narodów. Geograficznie i kulturowo pangermanizm stanowi więc ofertę węższą i gorszą: domaga się zjednoczenia Starego Świata, Europy, Azji i Afryki. Jednak obok Starego Świata powstał Świat Nowy – Ameryka; program Sprzymierzonych głosi właśnie zorganizowanie Świata Starego i Nowego, bezpośrednie zorganizowanie całej ludzkości.

Każdy myślący polityk o orientacji postępowej i demokratycznej, każdy uświadomiony, dążący do rozwoju kulturowego naród, powinien przyjąć program Sprzymierzonych dlatego, że politycznie jest bardziej powszechny, a moralnie i kulturowo doskonalszy. Sprzymierzeni opowiadają się za humanitaryzmem, pangermanie za przemocą, Sprzymierzeni bronią postępu, Austro-Węgry i Niemcy bronią średniowiecza. Pangermanizm i jego Europa Centralna to program teokratycznych, starych monarchii. Sprzymierzeni i ich program zjednoczenia ludzkości to program demokratyczny, wypływający jasno z ideałów ogólnoludzkich.

Związek pangermański nie powstał wyłącznie z przyczyn geograficznych i historycznych, ale z wewnętrznego pokrewieństwa: Prusy, Austria i Turcja są w swych fundamentach państwami dynastycznymi, militarystycznymi, agresywnymi, antynarodowymi i antydemokratycznymi. Turcja właściwie już upadła, Austria będzie następna, a upadek Prus nastąpi, gdy upadnie Austria. W rezultacie, program Sprzymierzonych jest także programem oswobodzenia i humanizacji narodu niemieckiego.

Demokracja jest sposobem zorganizowania społeczeństwa na fundamencie etyki humanistycznej. Arystokracja (oligarchia – monarchizm), tak jak rozwinęła się historycznie, opiera się na teokracji, na religii i kościele. Państwa europejskie do tej pory nie oswobodziły się do reszty ze średniowiecznej teokracji.

Demokracja jest sposobem zorganizowania społeczeństwa, opierającym się na pracy; nie ma w niej miejsca dla ludzi i klas wykorzystujących pracę cudzą; państwo demokratyczne jest państwem bez militaryzmu, tajnej dyplomacji – polityka wewnętrzna i zewnętrzna podlega ocenie i kontroli parlamentu. Demokracja, jak powiedziano, jest dyskusją: ludzie kierują się argumentami, a nie samowolą i przemocą. Demokracja nie jest dzisiaj możliwa bez wiedzy, demokracja jest sposobem organizacji postępów w każdej dziedzinie ludzkiej aktywności.

Naczelnym celem państw demokratycznych nie jest panowanie, ale administrowanie; są to państwa bez dynastii panujących. W stadium przejściowym mają formę tzw. monarchii konstytucyjnej, ale chodzi o formę ewidentnie przejściową, mieszaninę arystokracji i demokracji. Demokracja sprzeciwia się arystokracji lub oligarchii, podczas gdy monarchia jest formą tej drugiej.

Swoim zasięgiem państwa powinny pokrywać się z narodami. Narody stanowią naturalny sposób zorganizowania ludzkości, narodowość jest najlepszym gwarantem międzynarodowości, która w tym samym stopniu jest celem rozwoju europejskiego, co narodowość – jedna warunkuje drugą. Państwa są narzędziami narodów, rozwój narodów jest celem. Dlatego też demokracja przyjmuje nowoczesną zasadę narodowości i odrzuca (pruski) etatyzm, ubóstwienie państwa, a zatem również dynastyczności. Nie chodzi tylko o wolność narodów, ale również o ich zjednoczenie. Hasło „[pokój] bez aneksji” nie jest jasne; prawo narodów do samostanowienia, wyniesione na sztandary przez rosyjską rewolucję, wymaga zmiany granic politycznych. Państwa muszą ulec unarodowieniu. [...]

Zaproponowane tutaj innowacje polityczne nie są w zasadzie ani zaskakujące, ani liczne: odpowiadają kierunkowi rozwoju narodów i ich postulatom odzyskania wolności politycznej oraz dążeniom zjednoczeniowym. Powstaną de facto tylko trzy nowe, niezawisłe państwa: polskie, czechosłowackie i fińskie. Czechy i Polska nie są państwami nowymi, ponieważ były już niegdyś niepodległe; wolność zostanie im tylko zwrócona. Pozostałe państwa wciąż będą istnieć, niektóre powiększone, a inne pomniejszone, z tym że Austro-Węgry ulegną silnej przemianie, podobnie jak Rosja. I to właśnie przemiana Rosji jest chyba najlepszym dowodem na to, że wojna światowa będzie miała inne konsekwencje, niż oczekiwali pangermanie.

Jednak nowy człowiek, homo europaeus, nie narodzi się tylko dzięki polityce zewnętrznej, lecz raczej, przede wszystkim, wewnętrznej – wszystkie narody Europy będą zmuszone poświęcić się odnowie materialnej i duchowej. Wzajemne zabijanie się nie jest czynem wielkim – wielki moment historyczny nastanie, gdy narody ockną się z wojennych koszmarów, dokonają analizy wojennej gorączki i w przybliżeniu określą, w którą stronę i w jaki sposób powinien toczyć się ich dalszy rozwój, jeśli zależy nam na trwałym pokoju i dobru ludzkości.

Wiara w demokrację musi stać się powszechnym przekonaniem, poglądem całego świata. W Prusach Niemcy zainicjowali akcję zniemczania Polaków siłą i znalazł się filozof (Eduard von Hartmann10), który ogłosił, w imię idei pruskiej, konieczność wytępienia Polaków („Ausrotten!”); na Węgrzech węgierska oligarchia utrzymuje się dzięki strzelaniu do słowackich, serbskich i rumuńskich wyborców i agresywnej kontroli szkolnictwa, literatury i języków. W Austrii pangermanie publicznie dyskutowali o swoich planach przymusowej germanizacji całych narodów; rosyjski caryzm podążał za niemieckim przykładem. Pośród tych wszystkich politycznych niegodziwości, cywilizowana Europa trwała w spokoju i zadowoleniu, dopóki obecna wojna nie uświadomiła jej, że niebezpieczeństwo, przez które Europa Środkowa cierpiała latami, grozi teraz całej Europie...

Warunkiem możliwości i środkiem osiągnięcia politycznego celu, jakim jest rekonstrukcja Europy, jest moralna reedukacja narodów – wybór, jaki przed nimi stoi, to wybór między demokracją a dynastycznym militaryzmem, bismarckizmem a rozumną i uczciwą polityką, przemocą a wartościami ogólnoludzkimi, materią a duchem.

Pruscy i austriaccy politycy, najgłośniej sam cesarz Wilhelm11, podkreślają religijny fundament swojej polityki i swoich państw, ale religia ta jest religią polityczną: Prusy, Austria stanowią pozostałości teokratycznego, średniowiecznego imperializmu; demokracja stanowi zaś przeciwieństwo i przezwyciężenie teokracji.

Religia w demokracji nie straci jednak na powadze i autorytecie. Zostanie wyzwolona od państwa i samowoli absolutystycznych dynastii. To, co w teokracji było słuszne – idea katolickości, powszechności ludzkości jako zorganizowanej całości, w demokracji nie zaniknie. Również demokracja zmierza ku temu, aby była jedna owczarnia i jeden pasterz.

Jezus, nie Cezar – to hasło demokratycznej Europy, szczególnie gdy Cezara rozumie się tak, jak to sobie wydumał Mommsen, wychwalający ideał pangermańskiego imperializmu.

 

Przekład Stanisław Ruczaj

 

 

Pierwodruk: Nová Evropa. Stanovisko slovanské,Praha 1920, s. 55-59, 90-93, 95-99, 109-111, 113-114, 148-150, 176-178, 205-210, 222-224.

 

 

Przypisy

 

1    Aleksander III Macedoński (356-323 p.n.e.) – król Macedonii z dynastii Argeadów (od 336 r. p.n.e.), syn Filipa II, po którym odziedziczył silne, scentralizowane państwo, dysponujące doświadczoną armią i mające dominującą pozycję w Grecji. Aleksander wykorzystał te atuty, prowadząc ekspansję w Azji – rozbił imperium perskie (wielkie zwycięstwa pod Issos i Guagamelą) i zajął jego ziemie. Planował dalsze podboje – m.in. pragnął zająć Indie, ale wskutek niezadowolenia armii i trudnych warunków musiał poniechać rozpoczętej inwazji.

2    W ramach niemieckiej ekspansji na Bliskim Wschodzie podjęty został przez Niemców plan budowy linii kolejowej na terenie Turcji, Syrii i Iraku, która zostałaby połączona z europejską siecią kolejową (symbolicznie Berlin-Bagdad) i – będąc pod niemiecką kontrolą – pozwoliłaby na znaczne wzmocnienie pozycji Niemiec, w tym ułatwienie dostępu do złóż ropy w okolicach Zatoki Perskiej i zmniejszenie zależności od znajdującego się pod pieczą Brytyjczyków i Francuzów Kanału Sueskiego. Rząd turecki zdecydował w 1903 r., że to Niemcy zajmą się budową linii (choć z udziałem finansów francuskich). Prace nad nią – z powodów przeszkód terenowych i politycznych – postępowały jednak powoli i w czasie I wojny światowej istniała tylko część planowanej trasy, co utrudniło wojskom tureckim (Turcja była sojusznikiem Niemiec) operacje militarne w Mezopotamii. Traktat wersalski z 1919 r. anulował niemieckie prawa do linii bagdadzkiej. Jej kolejne fragmenty były budowane m.in. przez Brytyjczyków.

3    Thomas Woodrow Wilson (1856-1924) – amerykański politolog i polityk Partii Demokratycznej, rektor Uniwersytetu w Princeton, prezydent USA (1913-1921), twórca tzw. 14 punktów Wilsona z 1918 r. – programu uczynienia Europy sprawiedliwszą, co miało zapewnić jej pokój. Za działania na rzecz utworzenia Ligi Narodów w 1919 r. otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla.

4    Paul de Lagarde (1827-1891) – niemiecki filozof, orientalista, nauczyciel szkolny, później wykładowca Uniwersytetu w Getyndze, propagator niemieckiego imperializmu, o poglądach antysłowiańskich, antysemickich i antychrześcijańskich, zwolennik darwinizmu.

5    Winterstetten – pseudonim Alberta Rittera (1872-1931), austriackiego dziennikarza i pisarza, zwolennika niemieckiego imperializmu.

6    Theodor Mommsen (1817-1903) − niemiecki historyk, poeta i prawnik, profesor prawa w Lipsku i Zurychu oraz historii starożytnej w Berlinie, członek pruskiego Landtagu i Reichstagu, laureat literackiej Nagrody Nobla (1902).

7     Czynił to w dziele An die Deutschen in Österreich (1897).

8    Otto von Bismarck (1815-1898) – prusko-niemiecki mąż stanu, poseł pruski przy sejmie związkowym we Frankfurcie, poseł w Rosji, ambasador we Francji. Jako premier Prus (od 1862 r.) zapewnił im hegemonię w Niemczech (zwycięska wojna z Austrią, 1866). Zwycięstwo w wojnie z Francją (1870-1871) umożliwiło zjednoczenie Niemiec, po którym Bismarck został pierwszym kanclerzem nowo utworzonego Cesarstwa Niemieckiego. Zajmował ten urząd w latach 1871-1890 – w tym czasie m.in. rozbudował ustawodawstwo socjalne, wprowadził przepisy antysocjalistyczne, prowadził politykę Kulturkampfu.

9    W istocie Bismarck mówił w tym kontekście o całej Europie Środkowej.

10  Eduard von Hartmann (1842-1906) – filozof niemiecki, nawiązujący do myśli Hegla, Schopenhauera, Leibniza i Schellinga, autor m.in. Philosophie desUnbewußten (1869), Die Selbstzersetzung des Christentums und die Religion der Zukunft (1874), Phänomenologiedessittlichen Bewusstseins (1878) i Die politischen Aufgaben und Zustände des Deutschen Reichs (1881).

11  Wilhelm II Hohenzollern (1859–1941) – ostatni niemiecki cesarz i król Prus (od 1888 r.). W polityce wewnętrznej występował przeciwko socjalistom i usiłował dokonać reformy państwa. W początkach panowania zdymisjonował kanclerza Bismarcka. Na arenie międzynarodowej dążył do ekspansji kolonialnej Niemiec, w pełni popierał ich zaangażowanie w I wojnę światową. Abdykował w 1918 r., po tzw. rewolucji listopadowej. Resztę życia spędził na emigracji w Holandii.

Tomáš Garrigue Masaryk urodził się 7 marca 1850 roku w Hodonínie. Pochodził z rodziny chłopskiej. Studiował w Brnie, Wiedniu i Lipsku. W 1876 roku obronił doktorat na Uniwersytecie Wiedeńskim. Sympatyzował w młodości ze sprawą polską, później stał się wobec Polski bardzo krytyczny. Był wykładowcą Uniwersytetu w Pradze, zajmował się badaniami z dziedziny historii, socjologii i filozofii. Zaangażował się także w życie polityczne. Zasiadał w austriackiej Radzie Państwa (1891-1893, 1907-1914), z ramienia najpierw partii młodoczeskiej, później partii realistycznej. W czasie I wojny światowej, zmuszony do emigracji, pracował na rzecz niepodległości czeskiej. Po rewolucji lutowej 1917 roku współorganizował w Rosji Legion Czechosłowacki, mający walczyć z Austro-Węgrami. W 1918 roku udał się do Stanów Zjednoczonych. Tam 18 października tego roku, na stopniach Kapitolu w Waszyngtonie, ogłosił niepodległość Czechosłowacji. Zwycięscy alianci uznali Masaryka za przywódcę rządu czeskiego. W 1920 roku został pierwszym prezydentem Czechosłowacji – był nim do 1935 roku, gdy zrezygnował z powodu złego stanu zdrowia. Prowadził politykę nieprzychylną Polsce (m.in. w kwestii Zaolzia i w czasie wojny polsko-bolszewickiej), nie tylko wątpiąc w trwałość jej bytu politycznego, zagrożonego przez Niemców i Sowietów, ale i będąc krytycznym wobec polityki narodowościowej II RP i tendencji autorytarnych po zamachu majowym. Wiarę w bezpieczeństwo Czechosłowacji opierał na sojuszu z Francją i Wielką Brytanią. Zmarł 14 września 1937 roku w Lánach.

Utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz Ośrodka Myśli Politycznej. Utwór powstał w ramach konkursu „Forum Polsko-Czeskie na rzecz zbliżenia społeczeństw, pogłębionej współpracy i dobrego sąsiedztwa 2018”. Zezwala się na dowolne wykorzystanie utworu pod warunkiem zachowania ww. informacji, w tym informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o konkursie „Forum Polsko-Czeskie na rzecz zbliżenia społeczeństw, pogłębionej współpracy i dobrego sąsiedztwa 2018”.

Zadanie publiczne współfinansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w konkursie „Forum Polsko-Czeskie na rzecz zbliżenia społeczeństw, pogłębionej współpracy i dobrego sąsiedztwa 2018”

František Palacký, Do Frankfurtu. Pismo z dnia 11 kwietnia 1848 r.

Do rąk prezydenta Soirona1 dla Komitetu Pięćdziesięciu2

 

P. P.

 

List z 6 kwietnia b.r., którym, moi drodzy Panowie!, uczyniliście mi niemały zaszczyt, zapraszając mnie do Frankfurtu, bym wziął udział w Waszych obradach, zmierzających głównie do jak najszybszego zwołania parlamentu niemieckiego3 – właśnie przed chwilą przyszedł pocztą. Miłą niespodzianką okazało się, że znalazłem w nim pełne i ważne świadectwo zaufania, którego najznamienitsi obywatele Rzeszy Niemieckiej w mym przekonaniu nie przestają wobec mnie przejawiać: albowiem dopuszczając mnie do zgromadzenia „niemieckich patriotów”, sami odpuszczają mi winy, również tak niesprawiedliwe, jako te wciąż i wciąż na mnie nakładane, jak gdybym kiedykolwiek miał być wrogiem narodu niemieckiego. Ze szczerym uczuciem wdzięczności, w tym uznając szlachetną dobroć i uczciwość zacnego zgromadzenia, widzę więc, że tym bardziej jestem zobowiązany odpowiedzieć mu z otwartością, zaufaniem i bezpośrednio.

Na Wasze zaproszenie, Panowie!, nie mogę jednak sam swoją osobą się objawić ani na swe miejsce wysłać innego „bezpiecznego patriotę”. Pozwolę sobie teraz, jeśli to możliwe, przedstawić swoje powody.

Celem Waszego zgromadzenia jest zbudowanie niemieckiego związku narodowego zamiast obecnego związku książąt, by zjednoczyło to naród niemiecki w prawdziwej jedności, by wzmocniło uczucie niemieckiej narodowości, a tym samym pomnożyło moc i potęgę Niemieckiego Imperium. Jakkolwiek szacunkiem darzę ten wysiłek oraz samo uczucie, na którym się on opiera, ale właśnie dlatego, że żywię tak wielkie uznanie, nie mogę żadną miarą w tym wydarzeniu uczestniczyć. Nie jestem Niemcem, przynajmniej nie czuję, że nim jestem – i jako zwykłego potakiwacza, niemającego ni pojęcia, ni woli, nie chcielibyście w sposób oczywisty do siebie mnie zapraszać; dlatego musiałbym we Frankfurcie albo zaprzeczyć swym uczuciom i udawać, albo też, gdyby do tego doszło, głośno zapierać się przy swoim. Na to pierwsze jestem zbyt szczery i prostolinijny, na drugie nie jestem dość śmiały i stanowczy. Nie mogę też do siebie dopuścić myśli, bym miał niszczyć swymi przeciwstawnymi nastrojami tę zgodę i harmonię, których obecność uważam za kojące i pożądane nie tylko w moim, ale także w mojego sąsiada domu.

Jestem Czechem z rodu słowiańskiego i ze wszystkim tym małym, co mam i co mogę, oddałem się w całości i na zawsze w służbę memu narodowi. Ten naród wprawdzie jest mały, ale od zawsze wyjątkowy i decyduje sam o sobie. Panujący nim uczestniczyli od wieków w związku książąt niemieckich, sam naród jednak siebie nigdy nie zaliczał ani do narodu niemieckiego, ani też nawet do innych sojuszy, do których to przez wieki był włączany. Całe to zjednoczenie państwa czeskiego najpierw ze Świętą Rzeszą Niemiecką, a potem z niemiecką federacją było od zawsze zwykłym regale, o którym to naród czeski, przedstawiciele państwa czeskiego, rzadko kiedy chcieli pamiętać bez przypominania im o tym. Okoliczności te znane były wszystkim niemieckim historykom tak samo dobrze jako i mnie, a jeśli ktoś jeszcze chciałby w to wątpić, poświęcę swój czas, aby tę prawdę mu dowieść. I nawet jeśli za całkowitą prawdę przyjąć, że korona czeska była niegdyś niemiecką w związku lennym (czemu jednak czescy publicyści od zawsze zaprzeczali), nie może żadnemu prawdziwemu badaczowi historycznemu przyjść na myśl, by wątpić w niegdysiejszą suwerenność i autonomię zarówno rządzących, a także samego kraju czeskiego, przynajmniej jeśli chodzi o sprawy wewnętrzne. Cały świat jest świadom, że niemieccy cesarze, co się ich dostojeństwa tyczy, od zawsze z narodem czeskim dość mało jednak mieli do czynienia, że zarówno w Czechach bądź nad państwem czeskim nie przysługiwała im ani siła prawodawcza, ani sądowa, ani wykonawcza; że nigdy nie mieli prawa wybierać w tym kraju władzy wojskowej ani królewskiej, a także, że państwo czeskie wraz ze swymi ziemiami koronnymi nie zaliczało się do żadnego z ówczesnych dziesięciu krajów niemieckich, a także, że Czechy nie przynależały do niemieckiej izby sądowej ani nigdy nie miały z nią żadnych relacji itd., toteż cały dotychczasowy związek ziemi czeskiej z Rzeszą Niemiecką nie może być uważany za związek narodu z narodem, ale raczej za związek władcy z drugim władcą. Jeśli ktoś jednak wymaga, aby nad tym dotychczasowym związkiem pomiędzy książętami teraz połączyły się narody czeski z niemieckim, to jest to życzenie co najmniej nowe, niemające żadnych historycznych podstaw legalności, a któremu to ja w swojej osobie odpowiadać uprawniony się nie czuję, dopóki nie posiadam ku temu wyraźnego i ważnego mandatu.

Drugą przyczyną, która nie pozwala mi być uczestnikiem Waszych obrad, jest to, że według tego wszystkiego, co dotąd o Waszych zamierzeniach i wizjach się mówiło, nieuchronnie zmierzać chcecie i będziecie ku temu, by na zawsze osłabić, ba!, zniszczyć Austrię, zamiast zachować tę rzeszę niezależną, rzeszę, której utrzymanie, integralność i trwałość nie tylko jest, ale powinna być rzeczą podstawową i ważną nie tylko przez wzgląd na mój własny naród, ale również na całą Europę, a wręcz ludzkość i kulturę. Zaprzeczcie mi również i w tym krótkim i przyjacielskim założeniu.

Wy wiecie, Panowie, która to władza trzyma cały wielki wschód naszej części świata; wiecie, że ta siła, która staje się coraz potężniejsza w każdym wymiarze, a dekadę po dekadzie wzmaga się i rośnie jeszcze mocniej, niż to się dzieje na Zachodzie; że będąc od środka swego odporna prawie na każdy atak, stała się już dawno siła ta niebezpieczną swym sąsiadom, i pomimo tego, że ma również na północ swe bramy otwarte, a wiedziona wciąż swym naturalnym instynktem także na południe rozszerzać się wygląda i będzie wyglądać; i że każdy krok, który na swej drodze dalej poczyni do przodu, grozi coraz szybszym zrodzeniem i założeniem uniwersalnej monarchii, czyli niezrozumiałego, niewypowiedzianego zła, nieszczęścia bez miary i granic, którego bym ja, Słowianin ciałem i duszą, ze względu na dobro ludzkości, a nie me własne ciężko żałował, mimo że ta monarchia deklarowałaby się być monarchią słowiańską. Tym smutniej, że wielu uważa mnie w Niemczech za nieprzyjaciela Niemców, a w Rosji za nieprzyjaciela Rosjan. Lecz bynajmniej, mówię to głośno i wyraźnie, nie jestem nieprzyjacielem Rosjan, przeciwnie, obserwuję z radosną obecnością każdy krok, czyniony przez ten wielki naród w jego naturalnych granicach do przodu na drodze rozwoju; jednak przy całej gorącej miłości do mego narodu zawsze jeszcze wyżej cenię dobra ludzkie i naukowe niźli dobra narodowe, z tej przyczyny już sama perspektywa powszechnej monarchii rosyjskiej nie ma żadnego bardziej stanowczego przeciwnika i oponenta niż ja; nie dlatego, że monarchia ta jest rosyjska, ale że jest wspólna.

Wiecie, że południowowschodnią stronę Europy, wzdłuż granic rzeszy rosyjskiej, zamieszkuje wiele narodów, pochodzeniem, językiem, historią oraz zwyczajem wspaniale zróżnicowanych – Słowianie, Wałasi, Węgrzy, Madziarzy, Niemcy, o Grekach, Turkach i Albańczykach nawet nie wspominając – z nich żaden sam w sobie nie jest na tyle mocny, aby silnemu sąsiadowi swojemu na wschodzie z powodzeniem mógł się po wsze przyszłe czasy przeciwstawić; to mogą jedynie wtedy, gdy ich związek jest zamknięty i solidnie będzie złączać wszystkich w jedno. Naturalną żywą żyłą tego potrzebnego związku narodów jest Dunaj; główna jego potęga nie powinna się od rzeki tej nigdy daleko oddalać, jeśli rzeczywiście ma być i pozostać ważna. Niewątpliwie gdyby państwa austriackiego nie było, już od dawna musielibyśmy w interesie Europy, ba!, ludzkości całej przyczynić się jak najwcześniej do tego, aby się utworzyło.

Dlaczego jednak widzieliśmy ten kraj, zrodzony z przyrody i historii, jako osłonę i strażnika Europy przed azjatyckimi żywiołami wszelkiego możliwego typu – czemuż widzieliśmy go w krytycznej sekundzie bez pomocy i prawie bez rady przed nawałem burzy nastającej? – Dlatego, że w nieszczęsnym zaślepieniu już od dawna nie rozróżniał on sam autentycznego, prawnego i moralnego fundamentu swego istnienia i zaprzeczał mu: mianowicie podstawowej zasadzie, aby wszystkie pod jego berłem zjednoczone narody i wszystkie wyznania funkcjonowały wespół w pełnej równości prawa i dostojeństwa. Prawo narodów jest również prawdziwym prawem natury; żadna nacja na ziemi nie ma prawa żądać, aby dla jej korzyści inna nacja sama siebie poświęcała, żaden sąsiad nie jest zobowiązany dla dobra drugiego sam czegokolwiek wyrzec się lub poświęcić. Przyroda nie zna żadnych ani panujących, ani służalczych nacji. Jeśli związek, który łączy kilka różnych narodów w jedną jednostkę polityczną, ma być trwały i stały, żaden naród nie ma powodu obawiać się, że tym połączeniem przyjdzie mu o niektóre najdroższe mienie swoje walczyć, a wręcz przeciwnie, każdy musi mieć pewną nadzieję, że w głównej władzy będzie mógł znaleźć ochronę i opiekę przed ewentualnym zaborem sąsiedzkim, dokonanym na zasadach równości; wtedy każdy przyczyni się, aby zaopatrzyć tę siłę w taką energię, by przedmiotowa ochrona mogła zostać wykonana z korzyścią. Jestem przekonany, że nawet teraz, w Cesarstwie Austriackim, nie jest jeszcze za późno, by ta podstawowa zasada sprawiedliwości, sacra ancora statku grożącego zatonięciem, została ogłoszona wyraźnie i uczciwie, a przeprowadzona wspólnie, kładąc na wszystko wyraźny nacisk: przecież każda chwila jest cenna, oby z tym na Boga już nie wahano się ani godzinę dłużej! Metternich4 nie upadł tylko dlatego, że był największym wrogiem wolności, ale także dlatego, że był najsroższym, najbardziej znaczącym wrogiem wszystkich narodów słowiańskich w Austrii.

Jeśli zatem wzniosę swój wzrok poza czeskie ziemie, mam naturalne i historyczne powody do tego, aby nie zwracać go w kierunku Frankfurtu, ale do Wiednia właśnie, by tam szukał owego centrum, które po to zostało stworzone, by gwarantować i ochraniać pokój, wolność i prawodawstwo mojego narodu. Wydaje mi się, że Wasze starania, Panowie!, tak jak już mówiłem, zmierzają jednak teraz do tego, aby to centrum, którego moc i siła nie tylko ziemię czeską uzdrowić mogą, zgubnie zostało osłabione, a nawet zupełnie zniszczone. A może uważacie, że państwo austriackie może wciąż istnieć, gdy mu zabronicie utrzymywania w jego dziedzicznych ziemiach własnego wojska, niezależnego od Frankfurtu? Czy wierzycie, że cesarz austriacki nadal będzie w stanie utrzymać swoją niezależność, podczas gdy Wy nałożycie nań obowiązek przyjęcia wszystkich ważniejszych praw stanowionych przez Wasze ciało, a w ten sposób instytucje austriackiego sejmu i izb krajowych staną się ledwie cieniem bez substancji i mocy? A potem, kiedy Węgry, wiedzione własnym instynktem, oderwą się od państwa lub, co właściwie jest wszystko jedno, kiedy sami znajdą się w swoim własnym centrum – czy te Węgry, które nie chcą nic wiedzieć na temat swej równości narodowej w ramach własnych granic, czy będą one w stanie zachować wolność i siłę na przyszłe czasy? Jedynie sprawiedliwy jest wolny i silny. Nie może być jednak mowy o dobrowolnym zjednoczeniu Słowian naddunajskich i Wołochów, a nawet i samych Polaków, z państwem, którego główną zasadą jest to, że trzeba przede wszystkim być Węgrem, a dopiero potem człowiekiem, tym bardziej znów nie może być mowy o więzi wymuszonej. Dla zbawienia Europy Wiedeń nie może upaść, ani stać się prowincjonalnym miastem! Jeśli w samym Wiedniu są ludzie, którzy chcą mieć swoją siedzibę w Waszym Frankfurcie, musimy nad nimi westchnąć: Panie, odpuść im, nie wiedzą, czego chcą!

Wreszcie, z trzeciej przyczyny, wzbronić się muszę, by uczestniczyć w Waszych obradach. Rozważam wszystkie dotychczasowe projekty, aby Rzeszy Niemieckiej nadać nowy porządek na podstawie woli narodowej, do wykonania niemożliwe, a w dłuższej perspektywie czasu niestabilne, jeśli nie chcecie zdecydować się na właściwe lecznicze środki – mam tu na myśli proklamację Republiki Niemieckiej, która była tylko formą przejściową. Wszystkie dotychczasowe reguły dotyczące podziałów władzy między półwładnymi książętami a pełnowładnym narodem przywodzą na myśl koncept falansterów5, który opiera się na podstawowej zasadzie, że ci, których on dotyczy, będą się zachowywać niejako jak liczby w rachunkach; i że żadne inne koncepcje nie będą poszukiwane aniżeli właśnie ta. Być może moja opinia nie jest słuszna, być może mylę się w swoim przekonaniu – szczerze mówiąc, chciałbym, aby tak było – ale to przekonanie mam tak realne, że w żadnym razie nie mogę wypuścić z ręki tego kompasu, jeśli nie chcę utopić się bez pomocy w burzy dzisiejszych czasów. Co zaś się tyczy ustanowienia republiki w Rzeszy Niemieckiej, sprawa leży daleko poza moimi kompetencjami, więc nie chcę też wyrażać swojej opinii na ten temat. Jednak od granic Cesarstwa Austriackiego muszę zdecydowanie już z góry odrzucić wszelkie przemyślenia na temat republiki. Pomyślcie sobie o Cesarstwie Austriackim podzielonym na wiele republik i republiczek – jakaż to miła baza dla uniwersalnej monarchii rosyjskiej!

Żeby zamknąć więc na koniec rozwlekłe w wypowiedzi, ale węzłowate w treści słowo moje, muszę przekonanie swoje pokrótce odsłonić, że kto prosi Austriaków (a wraz z nimi i Czechów) o narodowe przyłączenie się do imperium niemieckiego, ten żąda od nich samobójstwa, które nie ma żadnego moralnego ani politycznego sensu; w drugą stronę jednak, prośba, aby Niemcy przystąpiły do Cesarstwa Austriackiego, pod wyżej wspomnianymi wyjątkami, ma znacznie większe znaczenie. Jeśli jednak nie jest to ani uczucie narodowe, ani mentalność niemiecka, nie pozostało nic innego dwóm mocarstwom, zarówno imperium austriackiemu, jak i imperium niemieckiemu, jak wspólnie się połączyć, by ich dotychczasowa więź przekształciła się w wieczne stowarzyszenie obrony i oporu, a jeśli będzie w tym ich obopólny sukces, aby na przykład mogły ustanowić między sobą unię celną. Do wszystkich rozwiązań, zarówno niepodległości ogółu, jak i rozwoju potęgi Cesarstwa Austriackiego, szczególnie na Wschodzie, póki nie są niebezpieczne, za każdym razem służę pomocną swą dłonią.

Przyjmijcie, Panowie!, wyrazy szczerego szacunku i mojego oddania.

 

Praga, 11 kwietnia 1848 r.

František Palacký

 

Przekład Agnieszka Piskorz

 

Pierwordruk: Psaní ze dne 11. dubna 1848 do Frankfurtu, artykuł, który ukazał się w gazecie „Národní noviny”.

 

 Przypisy

 

1    Alexander von Soiron (1806-1855) – niemiecki prawnik i polityk z Badenii, członek parlamentu frankfurckiego, związany z liberałami.

2    Komitet Pięćdziesięciu był ciałem zwołanym na fali wydarzeń rewolucyjnych 1848 r. przed inauguracją właściwego zgromadzenia narodowego krajów niemieckich znanego jako parlament frankfurcki. Miał on przygotować jego obrady.

3    Parlament frankfurcki powstał 18 maja 1848 r. Obejmował kraje powołanego w wyniku ustaleń kongresu wiedeńskiego Związku Niemieckiego. Był areną sporów o przyszły kształt państw niemieckich – górę w nich wzięli zwolennicy ich zjednoczenia z przewodnią rolą Prus, lecz pruski król Fryderyk Wilhelm IV odrzucił oferowaną mu przez parlament koronę cesarską, uznając, że nie może jej przyjąć od reprezentacji ludu (godni, by mu ją oferować, byli w jego przekonaniu jedynie królowie i książęta niemieccy). Parlament dotrwał do 31 maja 1849 r., gdy został rozpędzony przez wojska wirtemberskie podczas obrad w Stuttgarcie.

4    Klemens Lothar von Metternich (1773-1859) – austriacki polityk, jeden z najbardziej wpływowych mężów stanu Europy pierwszej połowy XIX w., minister spraw zagranicznych (1809-1848) i kanclerz Austrii (1821-1848). W 1848 r. w czasie Wiosny Ludów zmuszony do ucieczki z Wiednia, wyjechał do Londynu, skąd powrócił w 1851 r. Bywał obarczany odpowiedzialnością za zainspirowanie rzezi szlachty w czasie tzw. rabacji galicyjskiej (1846).

5    Falanstery – wspólnoty o ściśle określonej regule życia i pracy, których stworzenie postulował Charles Fourier (1772-1837) – francuski socjalista utopijny, krytyk kapitalizmu, propagator idei ustroju bezpaństwowego, pozbawionego przymusu i opartego na dobrych skłonnościach natury ludzkiej. Próby realizacji jego idei bez powodzenia podejmowano w Stanach Zjednoczonych.

 

František Palacký urodził się 14 czerwca 1798 roku w Hod­slavicach. Uczęszczał do liceum w Bratysławie. Zafascynował się wówczas językami słowiańskimi. W 1823 roku osiadł w Pradze. Tam zaangażował się w działalność czeskiego ruchu narodowego. W 1827 roku został pierwszym redaktorem głośnego pisma „Časopis Českého musea”, odgrywającego dużą rolę w rozwoju czeskiego życia naukowego. W 1829 roku został mianowany historykiem Królestwa Czeskiego. W 1836 roku ukazał się pierwszy tom słynnego dzieła Palackiego Dějiny národu českého v Čechách a v Moravě, obejmującego dzieje czeskie aż po rok 1526 – wydawał później jego kolejne edycje, po 1848 roku bez ingerencji cenzury, która wpłynęła na kształt pierwodruku. Zaangażował się w wydarzenia Wiosny Ludów – z tego okresu pochodzi jego słynny list, w którym wyłożył przyczyny odmowy udziału w gremium mającym przygotować obrady zgromadzenia narodowego krajów niemieckich – list ten uchodzi za najważniejsze polityczne wystąpienie czeskiego ruchu narodowego w 1848 roku, o dużym wpływie na jego dalszy rozwój. Palacký zasiadł natomiast w tzw. sejmie kromieryskim, parlamencie austriackim obradującym (wobec zaburzeń w Wiedniu) od października 1848 do marca 1849 roku w morawskim Kromieryżu. Wspierał wtedy ideę austroslawizmu, widząc w monarchii habsburskiej gwarancję bezpieczeństwa dla Słowian wobec zagrożenia ze strony Rosji. W 1848 roku współorganizował Zjazd Słowiański – będąc jego prezydentem – spotkanie reprezentantów narodów słowiańskich, które odbyło się w czerwcu w PradzeGdy jego nadzieje na przekształcenie Cesarstwa Austriackiego w federację krajów południowo-niemieckich i słowiańskich nie ziściły się, wycofał się w 1852 roku z polityki. Przemiany polityczne w monarchii, dokonujące się w latach 1860-1861, a zwiastujące odejście od centralizacyjnej polityki minionej dekady, skłoniły go do powrotu do aktywności na forum parlamentarnym. Został wybrany do wyższej izby wiedeńskiego parlamentu i zasiadł w czeskim Sejmie Krajowym. Ponownie jednak rozczarował się decyzjami zapadającymi w Wiedniu – cesarstwo przekształciło się w państwo dualistyczne: austriacko-węgierskie, zaś federacyjne aspiracje Czechów pozostały niespełnione. Odpowiedzią Palackiego i wielu innych czeskich polityków była absencja w obradach parlamentarnych – pozbawiano ich za nią mandatów, ale w kolejnych wyborach odzyskiwali je. W 1867 roku Palacký wziął udział w panslawistycznym kongresie w Moskwie, co symbolizowało, jak daleko odszedł od wcześniejszego stanowiska krytycznego wobec Rosji. Zmarł 26 maja 1876 roku w Pradze. Jego działalność na rzecz sprawy czeskiej przyniosła mu miano jednego z ‘ojców narodu’.

 

Utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz Ośrodka Myśli Politycznej. Utwór powstał w ramach konkursu „Forum Polsko-Czeskie na rzecz zbliżenia społeczeństw, pogłębionej współpracy i dobrego sąsiedztwa 2018”. Zezwala się na dowolne wykorzystanie utworu pod warunkiem zachowania ww. informacji, w tym informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o konkursie „Forum Polsko-Czeskie na rzecz zbliżenia społeczeństw, pogłębionej współpracy i dobrego sąsiedztwa 2018”.

 

Zadanie publiczne współfinansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w konkursie „Forum Polsko-Czeskie na rzecz zbliżenia społeczeństw, pogłębionej współpracy i dobrego sąsiedztwa 2018”

 

Additional information